Zupełnie o nich zapomniałam… Leżały w metalowym pudełku wraz z kliszami innych starych zdjęć i pewnie gdyby nie przypadek, bo poszukiwałam jednego zdjęcia sprzed lat, leżałyby sobie tam nadal. Ale uświadomiły mi, że przecież zdjęcia ptaków robiłam już od dawna, nawet takim zwykłym, niedoskonałym, nie takim jak te obecne, aparatem.
I właśnie tym wspaniałym, bajkowym ptakom – łabędziom – na przełomie sierpnia i września 2000 roku na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim zrobiłam prawdziwą sesję zdjęciową. Mogli im inni poświęcić wspaniałe utwory, balety, baśnie - mogłam i ja... ;)
Było już pusto, początek roku szkolnego wymiótł turystów do miast, a ja ten czas mogłam wykorzystać na wędrówki z psem po leśnych duktach, groblach stawów rybnych i szuwarach jezior, w których mój myśliwski pies czuł się w swoim żywiole.
Wtedy te, dotąd trzymające się na uboczu ptaki, ośmielały się przypływać bliżej, ale na każde większe zbliżenie człowieka ponad to, co uznawały za dopuszczalne, reagowały ostrzegawczym i stanowczym sykiem. Para łabędzi odchowała już młode, które jakkolwiek osiągnęły już niemal wielkość dorosłego ptaka różniły się jeszcze od rodziców kolorem upierzenia.
Dziwne jest oglądać po tylu latach zdjęcia, o których się zupełnie zapomniało, ale ponieważ obiekt jest wdzięczny zdecydowałam się Wam je pokazać…






Komentarze
Pokaż komentarze (3)