Jeszcze parę dni i ruszy kolej.
Jeszcze parę dni i ruszy kolej.
Anonimowy Obywatel Anonimowy Obywatel
254
BLOG

Abyśmy byli chociaż jako ten kraj Sobiesiaków

Anonimowy Obywatel Anonimowy Obywatel Podróże Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Kilka dni spędziłem na Dolnym Śląsku – pięknej krainie znanej kiedyś z ruin średniowiecznych zamków, potem ruin osiemnasto i dziewiętnastowiecznych pałaców, teraz ruin całych miast, miasteczek i wsi. Podróżując rozklekotanym PKS-em w okolicach Wrocławia widziałem wokoło zapierające dech krajobrazy (można rzec – polska Szwajcaria), syf, nędzę, bałagan, beznadzieję.

Patrzyłem na stoki niewielkich ale wypiętrzonych górek, w niemal każdej miejscowości, gdzie na każdym można urządzić stację narciarską dorównującą zakopiańskiej Gubałówce, na szczątki zabytków, w których można tworzyć perełki turystyczne wzorem Niemiec lub Czech, na resztki poniemieckich linii kolejowych, snujących się kiedyś, dosłownie wszędzie, bystre rzeczki uwijające się między spróchniałymi lub zabałaganionymi domostwami, ruiny PRL-owiskich fabryk.

Zastanawiałem się – co się dzieje w głowach tamtejszych mieszkańców? Moim zdaniem są tu dwie przyczyny zabójczej bierności, braku aktywności wspólnotowej, niemocy.

Pierwsza – przyzwyczajenie do zastanych szablonów myślowych. W Polsce, jeśli np. buduje się drogę (takie coś, po czym jeżdżą samochody, a ich pasażerowie nie odczuwają lęku o los drogich plomb w swoich zębach – można zobaczyć za granicą), podstawowym problemem jest sposób przekonania ziomków, że trzeba się ruszyć z miejsca, a docelowo – wywłaszczenia gruntów pod „inwestycje”. Każdy tu pilnuje swego. I bez „ubicia świetnego interesu” nawet brudu spod paznokcia dla dobra wspólnego nie popuści. Sukces rozpatruje się w kategoriach – co mojego na moim i cudzym, najmniejszym kosztem zyskać mogę? A skoro nic nie zyskam, niechaj chociaż tym swoim, mocno w garści ściśniętym, się do woli nacieszę.

Druga z przyczyn – brak inwencji. Szkoła, kultura, media tutejsze, z biegiem dziesięcioleci różnych form wiernopoddaństwa, wykształciły odruch oglądania się na wypracowane już gdzieś, przez kogoś, modele zachowań. Dlatego – dopóty tutaj jest, jak jest (zgodnie z tekstem pewnej tandetnej piosenki), dopóki ktoś nie zapłaci lub nie nakaże jakiegoś konkretnego działania. A, że – komu obcemu miało by zależeć na naszej szczęśliwości…

Wspomniałem te przemyślenia stojąc pośrodku niewielkiej, dziarsko wykonywanej inwestycji w mieście Karpacz – perle Karkonoszy. Tu, firma należąca do niejakiego Ryszarda Sobiesiaka (przesławny Rychu, z niedawnego festiwalu medialnego) szybkim trafem buduje kolej gondolową z centralnego punktu miasta – przez górkę, gęsto porośniętą świerkowym lasem, gdzie potok grzmi groźnie, a po krzakach gnieżdżą się niejakie sóweczki – dziwaczne stwory, podobno rzadko spotykane – do wylotu miejskiej kolei linowej ku podnóżom góry Śnieżka z jej zaniedbanymi nartostradami. Wyciąg niby ma służyć kilkusetmetrowej małej nartostradzie (teren prawie płaski, wystarczyłby zwykły orczyk). Zadziwiły mnie, szybkość i rozmach tej, pozornie nic nie znaczącej budowy. Miejscowi mówią, że w obawie przed zmiennymi humorami władz i prosóweczkowymi fanatykami, pilarze Sobiesiaka w jedną noc wykarczowali – na oko – kilka hektarów gęstego lasu. Teraz, na gruncie – ba, wcale nie własnym – wydzierżawionym od Lasów Państwowych, stoją tam już maszty kolejki. Liny rozciągnięte. Na montaż czekają gondole z podgrzewanymi siedzeniami. Droga spodem wyrównana, kurzy trochę…

Kolejka teoretycznie budowana jest bez sensu. Ot – skróci narciarzom kilkaset metrów drogi, na przełaj do wyciągu na Kopę pod Snieżką i zapewni rozrywkę narciarskim nuworyszom. Jednak liczy się siła przewidywania, pomysł, wola walki. Gdy, po może zwycięskich dla Grzecha, Zbycha, Mira i Dona wyborach, przy kuflu  czeskiego browaru (znacie może jaki zacny browar dolnośląski?) przyjdzie stwierdzić, że po co państwo ma utrzymywać nierentowną kolej linową na Kopę pod Śnieżką, ktoś z pieniędzmi, doświadczeniem, sukcesami i zaawansowanym przygotowaniem zgłosi się do prywatyzacji. I pewnie będzie to dzielny Rycho – bo jego Zieleniec, przy Karpaczu jest jak plaża w Rowach przy Saint Tropez.

Gdybyśmy mieli na Dolnym Śląsku (i nie tylko), kilkudziesięciu, ba – kilkuset takich Sobiesiaków, kraj stałby się zapewne centrum myśli i czynu; planu i sukcesu, pracy i dobrobytu. Tak…

 

Anonimowy Obywatel - cały czas zastanawiam się nad sobą.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości