192 obserwujących
231 notek
854k odsłony
  6832   0

Czy istnieje "polski wirus"?

W ostatnim dodatku „PlusMinus” (z 26-29 III 2011) można przeczytać interesujący artykuł o mieszkającym od lat w Polsce walijski muzyku Johnie Porterze (http://www.rp.pl/artykul/61991,632367_Zarazony--polskim-romantyzmem.html)

Wystawia on nam, Polakom, ocenę nad którą moim zdaniem warto się chwilę zastanowić. Oto ona:
 
Widać, że jedną nogą Polacy tkwią w starym systemie – w komunie, a drugą postawili w nowym świecie, który, jak się okazało, wcale nie jest taki wspaniały. Niełatwo w nim żyć. Smutne jest to, że kraj, który po 1989 r. miał tyle możliwości – przegapił swoją szansę. Cywilizacyjną szansę! Wystarczy przekroczyć granicę, żeby zobaczyć, jak bardzo jesteśmy zacofani. Autostrady, sprawna kolej, hale koncertowe są w Czechach, na Węgrzech, w Chorwacji, Słowenii. Dlaczego tu ich nie ma? Kocham was, na swój sposób, za bojowość, ale wychodzi na to, że Polacy mają psychiczny feler. Za granicą pracujecie dobrze. Uczciwie. Ale wystarczy, że wracacie do kraju i zaczyna się katastrofa! Za granicą nie da się tego zrozumieć. Trzeba tutaj być. I to długo. Inaczej nie wychwyci się tego nietypowego polskiego wirusa. Tego jakiegoś paskudztwa ukrytego. Nie od razu widać tę chorobę. A przecież was toczy. Polacy mówią o wspólnych celach, ale każdy gra na swoje konto i wycina konkurencję.
            Podkreśliłem to ostatnie zdanie, bo przypomina gorzką opinię Aleksandra Wielopolskiego: „Dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy”. Nie jestem przekonany, czy rzeczywiście nasz indywidualizm i nieufność wobec państwa  są aż tak wielkie, by nie dało się ich stopniowo ograniczyć. Jednak rzeczywiście mamy z tym problem i sprawa nie sprowadza się – jak to często czytam na forach - do bycia zwolennikiem tej, czy innej partii. Problem tkwi znacznie głębiej, w naszej narodowej mentalności, o której istnieniu jestem przekonany, a swój początek ma moim zdaniem w dwóch instytucjach, które najmocniej wpływają na formowanie większość z nas czyli w polskiej szkole oraz polskim Kościele katolickim, a dokładniej w jego duchowieństwie. Obie te instytucje tak naprawdę wciąż nie pozbierały się po spustoszeniach epoki PRL. Jednak najgorsze wydaje się to, że ci którzy nimi dziś rządzą, zdają się w ogóle nie widzieć tego problemu. Może jednak Porter jest zbyt wielkim pesymistą i wciąż mamy jeszcze szansę, by się choć trochę zmienić?
Lubię to! Skomentuj95 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale