Zdecydowałem, że absurdy zawarte w radosnej twórczości polemistów wobec tezy Adama Sawskiego, że faszyzm i stalinizm nie mają nic wspólnego z socjalizmem wymagają odrębnej odpowiedzi.
Jeden z owych myślicieli doszedł do ciekawego wniosku, polecając Adamowi by przeczytał program NSDAP i wypowiedzi Goebbelsa jako niezbity dowód że nazizm wywodzi się z socjalizmu.
Nie mylmy kradzieży programu socjalistycznego z socjalizmem-jako historyk miałem w ręku ulotne druki propagandowe ( oryginały żeby nie było wątpliwości) z roku 1920 podpisane przez Sawinkowa , jak również analogiczne dokumenty sygnowane nazwiskiem Petlury,przywódcy ukraińskich nacjonalistów oraz inne tego typu ulotki z sygnaturami różnych organizacji. Żadna z tych ulotek nie różniła się praktycznie względem innej komunikatem zawartym w treści. Każda z tych ulotek sygnowanych przez wyrazicieli powiązanych z obcą interwencją sił antyrewolucyjnych ówcześnie przedstawiających się jako siły "postępowe i rewolucyjne" wzywała "towarzyszy" do realizacji każdego z punktów programu bolszewickiego dotyczącego poprawy losu chłopów i robotników, równocześnie wzywając "dołoj diktaturu bolszewickich komisariew i czerezwyczajek". Aż dziw co te osoby i ugrupowania robiły przed 1917 i że nigdy do tej pory nie używały zwrotu "towarzysze"!
Podobnie wygląda treść ulotek wydanych w tamtym czasie przez propagandę Piłsudskiego mających na celu sianie dywersji w obozie rewolucji. W jednym z takich dokumentów przeczytałem, że o ile socjalizm w Rosji Radzieckiej opiera się na rządach Żydów typu Beli Kuna i "jego kuzyna" Feliksa Kona ( pokrewieństwa nie było żadnego w istocie), to w Polsce panują prawdziwe rządy robotniczo-chłopskie, bo na czele rzadu socjalistyczno-robotniczego stoi Ignacy Daszyński a jego koalicjantem jest PSL Witosa. W tym czasie żadnych głębszych zmian społecznych w Polsce nie przeprowadzono, a Piłsudski drwił jeszcze po latach, że reformy rolnej nie warto przeprowadzać, a chłop polski jest ciemny i głupi.
Przejdę teraz do NSDAP i Goebbelsa. Jak powszechnie wiadomo w ostatnich dniach marca 1933 r. o udział w podpaleniu Reichstagu wywołanym przez hitlerowców został oskarżony wybitny działacz bułgarskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego, polityczny emigrant przebywający wówczas w Rzeszy Georgi Dymitrow. Proces ten obił się echem w światowej prasie wzbudzając ogromną sympatię do broniącego się samodzielnie przed sądem bułgarskiego rewolucjonisty w kręgach nie tylko komunistycznych lecz także wśród ludzi nie identyfikujących się z jakąkolwiek opcją. Dymitrow prowadził dziennik, w którym zapisał, że o ile konfrontacja sądowa z Goeringiem wykazała jedynie prymitywizm tego ostatniego, nie lada wyzwaniem okazał się pojedynek sądowy z Goebbelsem, gdyż wykorzystywał on język i frazeologię komunistyczną w celu udowodnienia wyższości faszyzmu i kompromitacji ruchu robotniczego.
Światowa opinia publiczna nie pozwoliła wydać wyroku skazującego.
Dymitrow opuścił Niemcy i udał się do ZSRR, gdzie Stalin postawił go na czele Kominternu i pozwolił na pewną autonomię. Według ujawnionych niedawno dokumentów Dymitrow wstawiał się w tym okresie za niesłusznie aresztowanymi towarzyszami. To on także był autorem programu Jednolitego Frontu antyfaszystowskiego- Stalin nigdy sam nie wypowiadał się o nim ani nie interesował się nim do czasu, gdy zniszczył tę ideę ostatecznie podpisując pakt z III Rzeszą. Po wojnie Dymitrow został prezydentem i budowniczym ludowej Bułgarii, starając się realizować model socjalizmu niezależny od Stalina, usiłując powstrzymać represje i nauczyć same masy wartości socjalizmu. Opowiadał się też za kolektywizacją jedynie na zasadzie dobrowolności. Otrzymywał za to ostre reprymendy ze strony Stalina nawet w obecności gości z innych krajów. Zmarł w 1949 na leczeniu w Moskwie w atmosferze politycznego zaszczucia. Oficjalną przyczyną był, jak często się zdarzało od czasów śmierci Dzierżyńskiego, zawał serca. Jednak to kolejna w latach rządów Stalina śmierć która nastąpiła w bardzo dogodnym dla dyktatora momencie.
Wracając do wątku zasadniczego, mam nadzieję, że mój tekst będzie jednym z przyczynków pozwalających zrozumieć, że wykorzystywanie frazeologii socjalistycznej nie musi mieć nic wspólnego z identyfikacją z ideą. W przypadkach Sawinkowa, Petlury czy Piłsudskiego kradzież bolszewickich haseł świadczy o ich popularności i związku z realnym położeniem klasy robotniczej- każdy z niżej podpisanych zamierzał go wykorzystać jedynie jako narzędzie do sprzecznych z ideą rewolucji celów. Podobnie Goebbels opanował język socjalistyczny po to, by uczynić z niego oręż propagandy antykomunistycznej .


Komentarze
Pokaż komentarze (8)