W dyskusjach nad uprzedzeniami etnicznymi oraz nad krzywdzącymi stereotypami często pojawia się argument na rzecz uniwersalizmu.
Istotą tego argumentu jest głoszenie poglądu, iż nie tyle powinniśmy sprzeciwiać się jakiemuś typowi uprzedzeń, np. antypolonizmowi, co uprzedzeniom w ogóle, a więc powinniśmy stanąć za godnością i wartością człowieka jako takiego, niezależnie od rasy, kultury oraz religii.
Oś tego argumentu wydaje się absolutnie słuszna. Wszak nasze zainteresowanie i reakcja na jakiś rodzaj uprzedzeń wyrastać może z dwóch rodzajów motywacji.
Oto dwie możliwe motywacje:
a) bądź jesteśmy szczególnie przywiązani do grupy, której godność jest naszym zdaniem naruszana przez grupy silniejsze,
b) bądź stajemy w obronie tej grupy, nie przez przywiązanie do niej samej, lecz przez przywiązanie do ogólniejszych, bardziej uniwersalnych wartości ludzkich, których egzemplifikację manifestujemy w tym konkretnym przypadku.
Jednak jego zastosowanie ma często charakter sofistyczny (choć raczej niezamierzenie) i prowadzi do skutków co najmniej tak złych, jak zwykłe malkontenctwo. Warto więc zatrzymać się nad tym argumentem, by nie powielać go ze szkodą dla wartości, których rzekomo ma on bronić.
Uniwersalista (tak nazwiemy tego, co wysuwa argument za anty anty polonizmem) najczęściej (jeśli nie zawsze) twierdzi, że wymienione motywacje są rozłączne. W działaniu każe nam więc porzucić przynależność grupową, stać się człowiekiem w ogóle. Tak ograbieni z jakości mamy występować w obronie wartości.
Jednakże takie podejście skutkuje uniwersalizmem typu:
1) dewaluacja całej struktury wartości uniwersalnych – stają się one tak abstrakcyjne, że aż niematerialne, nieucieleśnione – wiara w człowieczeństwo zasłania nam człowieka (dla dobra ludzkości jesteśmy w stanie poświęcić stojące jej na drodze jednostki (jedną, drugą, … miliony?) - vide: Związek Sowiecki z kultem człowieka jako człowieka, ale pogardą dla jednostki)
2) w najlepszym razie zniechęcanie innych ludzi do działania - skoro nie można zbawić ludzkości w ogóle, to po co robić cokolwiek?
Co zatem przeszkadza występowanie w obronie własnej grupy? Co złego w tym, że dbamy o siebie? Czy mają w naszej obronie wystąpić uniwersaliści typu 1) (Broń Panie Boże, jeśli i jaki jesteś!, od takich uniwersalistów)? Czy mają w naszej obronie wystąpić uniwersaliści typu 2) (czyli ludzie mocni w „ustach”)?
To pytania retoryczne. Oto wyznanie wiary praktycznej:
1) źle robi ten, co nic nie robi, bo twierdzi, iż nie można działać idealne
2) gorzej robi ten, co zniechęca do tego innych.
Własne interesy musimy reprezentować sami, nie licząc na innych. Wierząc w uniwersalizm, mamy obowiązek przede wszystkim dbać o własny kawałek świata, ten na który chcemy mieć wpływ.
Dylemat: człowiek czy Polak jest więc pozorny. Oczywiście, że człowiek, a skoro człowiek to i Polak! Ty, ja, ona i on.
Pytanie, co ważniejsze: doxa czy episteme? Niech zainteresowani sami odpowiedzą sobie na to pytanie.
Lepiej mieć niewiele, ale wiedzy pewnej (episteme), o tym jak polepszyć świat, niż kierować się mniemaniami (doxa), które w najlepszym wypadku zniechęcają innych, a w najgorszym mogą uczynić ze świata piekło. Dlatego Doxo nie inkryminuj. Bądź człowiekiem. Daj bronić się Polkom i Polakom przed polonofobią.


Komentarze
Pokaż komentarze