51
BLOG
12 października 2007 odbyła się telewizyjna debata przedwyborcza Tuska z Kaczyńskim. Kaczyński tę debatę sromotnie przegrał. Notowania PiSu zaczęły sukcesywnie spadać w dół i nie pomogła nawet prowokacja przygotowana przez Mariusza "Jeżowa" Kamińskiego. PiS poniosło klęskę wyborczą i rozpoczęło swój marsz ku śmietnikowi historii. Kaczyński nie mógł się otrząsnąć z tej porażki przez ponad rok. Jego działalność ograniczała się do wywalania z PiSu wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób mogliby mu zagrozić. W jego otoczeniu pozostali jedynie ludzie pokroju Suskiego, Gosiewskiego czy Putry. W towarzystwie sprawdzonych Biernych, Miernych ale Wiernych czuł się bezpiecznie. W końcu jednak postanowił działać. Prawdopodobnie wpływ na to miały artykuły propisowskich dziennikarzy Semki i Ziemkiewicza. Kaczyński zrozumiał, że skoro nawet oni stawiają pytania o sens jego przywództwa to sytuacja jest zła. Zaszył się w Klarysewie gdzie przygotowywał strategię odzyskania władzy - czyli jaki kit sprzedać "ciemnemu ludowi" by znowu dorwać się do koryta. Walka z korupcją odpada, bo okazało się, że jego rząd był jednym z najbardziej skorumpowanych w ciągu ostatnich 20 lat. Najpierw przedstawiony został pakiet antykryzysowy PiSu - typowa keynesistowska bzdura, której wdrożenie przekształciłoby kilkumiesięczne spowolnienie w 2-3 letnią stagnację. Dla ludzi, którzy mają jako takie pojęcie o ekonomii ten pakiet jest ostatecznym dowodem na to, że rządy PiSu w obecnej sytuacji byłyby tragedią dla Polski. Drugą inicjatywą był pomysł zmiany wizerunku PiSu z partii obciachu w nowoczesną partię europejską. Wybrani przez prezesa nowi liderzy (w tym on) przeszli szkolenia medialne, a spindoktorzy przygotowali nowy spot. Wydawałoby się, że wszystko przed kongresem jest zapięte na ostatni guzik. Zostali zaproszeni starannie wyselekcjonowani delegaci, których miał spotkać zaszczyt zobaczenia prezesa w wersji 2.0. Nowy garnitur, staranna fryzura, dobrany krawat i tony pudru na twarzy... I nagle szok - premier Tusk oświadczył, że chciałby przyjechać na kongres by spotkać się z szeregowymi PiSowcami i przedstawić strategię rządu w związku z tzw. kryzysem. Kaczyński wpadł w panikę. Od czasu porażki w debacie ma kompleks Tuska. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że na jego tle prezes w wersji 2.0 okaże się tylko upgrade`owaną wersją prezesa 1.0 - bez charyzmy, siły, pewności siebie - po prostu upudrowane zero. Dlatego premierowi w panice odmówiono, a w zamian zaproponowano spotkanie już po kongresie - gdy wszyscy delegaci wyjadą, a pozostaną jedynie Bierni, Mierni ale Wierni. Do wyborców poszedł jasny przekaz - nas PiSowców nie obchodzi strategia wychodzenia z "kryzysu", nas obchodzi jedynie strategia powrotu do władzy. To zresztą nic nowego - na zmniejszenie dotacji do partii politycznych w ramach zaciskania pasa zgodziły się wszystkie partie parlamentarne poza PiSem.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)