Jeszcze Rodzina Prezydenta nie zdążyła wyjść z krypty, a już Komorowski, Tusk i SIkorski ustawili się na wawelskim dziedzińcu by przyjmować kondolencje. I samotnie przyjmowali.
A przecież zmarły Prezydent nie był wg nich Prezydentem wszystkich Polaków - był Prezydentem "pisowskim", nie człowiekem o zdecydowanych poglądach, który serio traktował to co nam Jego wyborcom obiecał, ale partyjnym funkcjonariuszem wykonującym polecenia brata bliźniaka. Wg Wałęsy był "durniem" i "sk..." , a Sikorskiego "chamem" i człowiekiem "małym". Ileż to było z Kaczyńskiego śmiechów i żartów w salonach oraz ich mediach , które nie mogły się wprost doczekać końca kadencji. Ale doczekały się.
W czyim więc imieniu politycy PO przyjmowali kondolencje ? W imieniu PiS ?
W imieniu Narodu, ktory podobno nie uważał Go za swojego Prezydenta ?
Może w imieniu warszawiaków, bo przecież wg Bartoszewskiego Lech Kaczyński był jedynie Prezydentem Warszawy ?
Ja wiem, protokół itd, tak być musiało, delegacje zagraniczne nie zrozumiałyby gdyby było inaczej, ale Komorowski&Co mogli chyba poczekać na Rodzinę. Po tym co np. Sikorski wygadywał na temat Prezydenta ból na jego twarzy wydawał mi się wyjątkowo - nawet jak na tego polityka - nieszczery.
No chyba, że w/w przyjmowali kondolencje jedynie z powodu śmierci kilku partyjnych kolegów. To rozumiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)