Spiryto.Libero Spiryto.Libero
74
BLOG

Radziecka interwencja w Afganistanie

Spiryto.Libero Spiryto.Libero Polityka Obserwuj notkę 13
Radziecka interwencja w Afganistanie to wojna, której nie dało się wygrać – starcie mocarstwa z górami, religią i społeczeństwem zdeterminowanym bardziej niż jakakolwiek armia. ZSRR chciał utrzymać przy władzy zaprzyjaźniony rząd w Kabulu, ale skończyło się katastrofą, która przyspieszyła rozpad imperium


image

Wśród nielicznych, którzy widzieli ten konflikt z bliska, był młody polski reporter – Radosław Sikorski. Jego relacje z frontu, zebrane w książce Z okopu do Europy, do dziś pozostają jednym z najbardziej autentycznych zapisów tamtej wojny.


Wojna zastępcza: jak CIA i Pakistan stworzyły logistykę dżihadu

Afganistan stał się areną największej operacji tajnych służb czasów zimnej wojny. W lipcu 1979 roku prezydent Jimmy Carter podpisał dokument uruchamiający pomoc dla afgańskiej opozycji. CIA rozpoczęła Operację Cyclone – program finansowania, szkolenia i dozbrajania mudżahedinów. Przez Pakistan płynęły miliardy dolarów i tysiące ton broni.

Pakistański wywiad ISI zarządzał dystrybucją, decydując, które ugrupowania dostaną najwięcej. Najwięcej zyskał radykalny dowódca Gulbuddin Hekmatjar, choć Zachód wolałby umiarkowanego Ahmada Szaha Masuda. W tym samym czasie Arabia Saudyjska wysyłała pieniądze, a ochotnicy z krajów arabskich – późniejsi fundamentaliści – przybywali do Peszawaru i Dżalalabadu. Wśród nich był młody budowniczy z Arabii Saudyjskiej – Osama bin Laden.

W latach 1980–1985 mudżahedini przekształcili się z chaotycznej partyzantki w dobrze zorganizowaną siłę. Ich taktyka opierała się na mobilności, znajomości terenu i religijnym fanatyzmie. ZSRR kontrolował miasta, ale każda droga między nimi była śmiertelną pułapką. W dolinach Panczsziru i Nuristanu rodził się mit afgańskiego oporu — mit, który miał przetrwać dekady.

Radosław Sikorski na froncie w Hindukuszu

Jednym z zapisów tej wojny są reportaże Radosława Sikorskiego, opublikowane po latach w książce Z okopu do Europy. Jako młody dziennikarz brytyjskiego „Spectatora” przedostał się do Afganistanu z pakistańskiego Peszawaru i dołączył do oddziałów Dżamaat-e-Islami. W swoich relacjach nie tworzy patosu – pokazuje wojnę od środka, z błotem, krwią i religijnym zapałem

Pisze: Faruk, dowódca bazy organizacji Dżamaat-e-Islami, dał sygnał do rozpoczęcia duchowego przygotowania się do ataku. (…) Trzymali patu wysoko i każdy żołnierz przechodził pod spodem, przez materiał przykładał księgę do czoła i całował ją z szacunkiem. Ja również wziąłem udział w rytuale.

To nie jest obraz z filmów propagandowych. To moment, gdy reporter z Zachodu staje obok ludzi wierzących, że walczą w imię Allaha.

Sikorski notuje: Z prawie miliona min, które rozprowadzili po całym kraju, większość jest, niezgodnie z konwencją genewską, plastikowa. Będą zabijać i okaleczać mieszkańców przez wiele kolejnych dekad. W jego relacjach miny są bardziej przerażające niż bitwy – bo trwają, gdy już nikt nie walczy.

Kiedy zaczyna się ostrzał, zapisuje: Nagle eksplozja niemal rozsadziła mi uszy. To był wystrzał naszego działa bezodrzutowego. Posterunek odpowiedział niemal natychmiast – pociski moździerzy wybuchały wokół nas tak, jakby artylerzyści wiedzieli, gdzie jesteśmy. Nie ma w tym narracji bohatera, jest zimna obserwacja geometrii przetrwania: najbezpieczniej jest tuż za krawędzią urwiska, tam, gdzie odłamki nie dolatują.

Reporter widzi też zwykłych ludzi. Młodą dziewczynę niósł na barana stary wieśniak, jej ojciec. Dziewczyna miała szczęście – to tylko kula z kałasznikowa. Cokolwiek poważniejszego oderwałoby jej nogę. To jedno zdanie mówi więcej o ofiarach cywilnych niż wszystkie raporty ONZ.

Kulminacją jego afgańskich relacji jest tekst o broni, która zmieniła losy wojny: Dziewięć pocisków zostało przewiezionych z Pakistanu na mułach. Stinger – wyrzutnia rakiet naprowadzana na ciepło – może się przebić przez flary. Dotychczasowe rezultaty są niebywałe. Jak kręgi ognia przeciwko słoniom Hannibala – tak Stingery mają szansę przejść do historii jako to rozwiązanie technologiczne, które zmieniło przebieg wojny

Te słowa nie są przesadą. W 1986 roku mudżahedini zaczęli zestrzeliwać śmigłowce Mi-24 i samoloty Su-25. Dla Armii Radzieckiej oznaczało to koniec dominacji w powietrzu. Sikorski zanotował: Rosjanie staną niedługo przed piekielnie trudnym wyborem – albo zwiększyć swoją obecność militarną, albo negocjować odwrót. Miał rację. Trzy lata później Związek Radziecki opuścił Afganistan.

Najbardziej poruszające są jego refleksje o motywacji Afgańczyków: Mudżahedini, których spotkałem, pochodzili ze wszystkich warstw. Łączyło ich jedno: nienawiść do Szurawich oraz chęć walki aż do ich ostatecznego wypędzenia. Po siedmiu latach Rosjanie nie są nawet krok bliżej pokonania tych ludzi. To nie tylko opis nienawiści – to diagnoza psychologii wojny, której żadne mocarstwo nie zrozumiało.

Sikorski kończy wspomnieniem o brytyjskim koledze, który nie wrócił: Nie ma już nadziei, że Andy Skrzypkowiak żyje w Afganistanie. Został zamordowany z zimną krwią. Afgańczycy zrzucili mu z dachu na głowę ogromny głaz. Wojna w Afganistanie była śmiertelna także dla tych, którzy przyszli ją opisać.

Taktyka i topografia: jak Hindukusz połknął imperium

Wojna w Afganistanie była laboratorium błędów strategicznych. Armia radziecka kontrolowała maksymalnie 20% terytorium – główne drogi i miasta. Reszta kraju należała do partyzantów. Czołgi grzęzły w wąskich dolinach, a konwoje były celem zasadzek. Lotnictwo dawało przewagę tylko do czasu, gdy mudżahedini dostali broń przeciwlotniczą.

Zimą walki zamierały – drogi znikały pod śniegiem. Jak pisał Sikorski w reportażu Afghan Sitzkrieg: Nie możemy ruszyć, dopóki nie stopnieje śnieg – mówił mu dowódca Dżamaat-e-Islami. Zachodnie media ogłaszały co miesiąc „zajęcie Kabulu przez partyzantów”, ale w górach wojna toczyła się swoim rytmem, podporządkowanym porom roku i zasobom amunicji.

Związek Radziecki próbował nowej taktyki: wycofywał czołgi, stawiał na śmigłowce, szybkie desanty i „pionowe okrążenia”. Problem w tym, że każda akcja kończyła się tak samo – chwilowe zwycięstwo, potem kontratak i odwrót. Mudżahedini walczyli znikając – nie mieli frontu, mieli domy, jaskinie, przełęcze.

Wojna, która przyspieszyła koniec ZSRR

Koszty interwencji wyniosły ponad 100 miliardów dolarów. Przez Afganistan przewinęło się ponad 600 tysięcy żołnierzy radzieckich. Zginęło 15 tysięcy, rannych zostało 54 tysiące, a dziesiątki tysięcy wróciły uzależnione, okaleczone i psychicznie złamane. Po stronie afgańskiej bilans był tragiczny: 1,5 miliona zabitych, miliony uchodźców, zniszczone miasta i wsie.

W 1989 roku ostatni żołnierz ZSRR przekroczył most na Amu-Darii. Ale wojna trwała dalej — teraz między samymi Afgańczykami. Zwycięzcy mudżahedini nie potrafili się porozumieć, a kraj pogrążył się w nowej wojnie domowej. Z chaosu wyłonili się talibowie.

Dla ZSRR Afganistan był ciosem nie tylko finansowym, ale moralnym. Po latach KGB przyznało, że to właśnie ta wojna „rozsypała mit niezwyciężonej Armii Radzieckiej”. Dla świata Zachodu była to lekcja o tym, jak religijny fanatyzm potrafi pokonać technologię.

Afganistan był punktem zwrotnym w historii zimnej wojny. Pokazał, że systemy ideologiczne nie potrafią ujarzmić społeczeństw tradycyjnych. Pokazał też, że broń i pieniądze Zachodu potrafią stworzyć potwora – islamski radykalizm, który później zwrócił się przeciw swoim sponsorom.


Współczesne konflikty – od Syrii po Ukrainę – wciąż noszą ślady tamtej lekcji: nie ma szybkich zwycięstw w krajach, które mają pamięć i góry.

Książka Z okopu do Europy nie jest ani apologią, ani politycznym manifestem. To zapis epoki, w której młody reporter z Polski oglądał historię, która rozkładała imperium na oczach świata. Dzięki takim relacjom możemy dziś zobaczyć wojnę nie jako strategię z map sztabowych, ale jako ludzkie doświadczenie – brudne, głośne, prawdziwe.


https://historykon.pl/radziecka-interwencja-w-afganistanie-1979-1989-wojna-ktora-zlamala-imperium-oczami-reportera/


image

nikt

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka