Spiryto.Libero Spiryto.Libero
598
BLOG

Amerykańska lekcja, z której każdy niedebil wyciągnąłby wniosek

Spiryto.Libero Spiryto.Libero Polityka Obserwuj notkę 2
Kocham! Kochaaaam jak Zembaczynski logo z serduszkiem! Otóż proszę Państwa jeba*pisy odkrywają coś takiego jak interes narodowy. Niesamowita sprawa! Ambasador USA w Polsce po tyradzie Czarzastego wobec Donalda Trumpa poinformował o zerwaniu wszelkich kontaktów dyplomatycznych z tym moskiewskim sługusoprzychlastem. I się zaczęło! To jest informacja, którą rozpatrywać trzeba w kilku punktach.

image


Po pierwsze. To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego ani Bogdan Klich, ani tym bardziej mąż Doroty Schnepf nigdy nie powinni zostać ambasadorami. Poczujcie różnicę. Dwóch amerykańskich ambasadorów o skrajnie odmiennych poglądach na wszystko, murem stoi za amerykańskim prezydentem i broni decyzji o zerwaniu kontaktów z Czarzastym. Dlaczego? Bo bronią interesu Waszyngtonu, cokolwiek by się nie działo i jakkolwiek nie opłacałoby się im uderzyć w tego drugiego.

A u nas?

Jest rok 2017. Schnepf pisze taki list do amerykańskiego środowiska akademickiego:"Wszyscy ludzie, którym zależy na liberalnej demokracji, indywidualnej wolności i prawach człowieka, powinni wiedzieć, że właśnie narodziła się nowa dyktatura. Dyktatura pachnąca narodowym socjalizmem". To nie wszystko. Mówił też, że Wojska Obrony Terytorialnej składały się "głównie z aktywistów rekrutowanych z nacjonalistycznych organizacji młodzieżowych (ONR), które mają przejąć kontrolę nad codziennym życiem ludności cywilnej", a w 2021 r. Schnepf podpisał się pod stanowiskiem Konferencji Ambasadorów RP, w którym podkreślono, że "sytuacja na granicy z Białorusią staje się dla Polski haniebna: zaczyna spełniać znamiona zbrodni przeciwko ludzkości".

Po drugie? Jak budować potęgę? Przede wszystkim być spójnym i dbać wyłącznie o swój interes. O czyj interes dbają Klich i Schnepf? Wiem i nie muszę się domyślać.

Po drugie. Pękam ze śmiechu widząc, jak mocno obóz jeb*ćpisowski żył w przekonaniu, że na tę całą aferę wystarczy zawołać do studia ambasadora Brzezińskiego, bo on sobie fotki fajne robił z Gajewską i Myrchą i nam tu wszystko wyłoży, że ten Rose to nieładnie zrobił. Że na świecie działa to tak samo jak u nas. Błąd. Brzeziński bronił go. Dacie wiarę? Wyobrażacie sobie, żeby Michaś Szczerba bronił ministra Rau czy Jablonski w zagranicznej telewizji?

Po trzecie. Zrywając wszelki kontakt z Czarzastym amerykanie dają przede wszystkim sygnał Donaldowi Tuskowi, mówiąc: "a co ty ptysiu myślisz, że my nie pamiętamy, jak tam celowałeś w plecy naszemu prezydentowi i wyzywałeś go od agentów?".

Po czwarte. Ta sama lewica w Polsce, która każdego dnia drze japę i głosuje w Parlamencie Europejskim za pozbawianiem Polski własnych kompetencji na rzecz projektu IV Rzeszy, krzyczy dziś o "suwerenności". Dacie wiarę? Symbolem tej suwerenności jest Włodek Czarzasty, który w sweterku wysługiwał się kolejnym zastępom sowieckich dygnitarzy i do końca popierał system, który zniewalał, mordował i pluł na Polaków. Niech to będzie za cały komentarz.

Po piąte. Jebaćpisy wczoraj do opamiętania pokazywały wycięty fragmencik, jak Rubio ściska Sikorskiemu dłoń, pisząc, że tak się zdobywa szacunek. Otóż w całym, niezmanipulowanym nagraniu widać, jak Rubio staje najpierw tyłem do Sikorskiego i wita się z drugim i trzecim szeregiem. Dopiero potem Sikorski. Sami widzicie, że sekta silnych razem to jednak ograniczeni pacjenci, którzy po tym jak dostaną w pysk wstają, przecierają gębę i krzyczą, że "no przynajmniej ktoś chciał nas uderzyć, a takiego pisiora to nikt!". Słusznie ich zdiagnozował pan premier. To są zj**y.

Tak proszę państwa wygląda świat. Tam nie jest jak w TVP w likwidacji czy TVN-ie. Tam nie jest jak w Onecie i Newsweeku. Tam jest jak w życiu. I warto wyciągać z tego wnioski. Chcecie mieć państwo? Zacznijcie sami siebie traktować poważnie, bo przegracie wszystko.

Bo prawda jest taka, że największym dramatem naszej polityki nie jest ani Trump, ani Czarzasty, ani nawet kolejny medialny spektakl dla najwierniejszych wyznawców własnych baniek. Największym dramatem jest to, że część polskich elit wciąż wierzy, że państwo to studio telewizyjne, dyplomacja to panel dyskusyjny, a interes narodowy można zastąpić moralnym uniesieniem na iksie. Tymczasem świat działa brutalnie prosto: każdy broni swoich - nawet jeśli się z nimi nie zgadza, nawet jeśli prywatnie przewraca oczami, nawet jeśli w kraju toczy polityczną wojnę totalną.

I właśnie dlatego Amerykanie potrafią mówić jednym głosem, a my często potrafimy tylko jednym głosem narzekać na własne państwo - najlepiej po angielsku i w zagranicznych mediach. To nie jest przejaw odwagi, tylko politycznej niedojrzałości podszytej przekonaniem, że ktoś nas pogłaszcze po głowie za "europejskość". Nie pogłaszcze. W polityce międzynarodowej nie ma nagród za bycie lubianym - są tylko konsekwencje za bycie przewidywalnym albo niepoważnym.


https://x.com/Lemingopedia/status/2019684523596767526

Sygnalista GRU. Sowiecki spamer

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka