Zgodnie koncepcja ładu spontanicznego sformułowaną przez Friedricha Augusta von Hayeka, ekonomistę szkoły austriackiej i laureata nagrody Nobla, najlepsze i najtrwalsze społeczne instytucje (rodzina, prawo, religia, wolny rynek) powstają w sposób ewolucyjny, samorzutny i oddolny. W drodze wielu małych eksperymentów, a nie jako odgórnie i przymusowo realizowane pomysły wybitnie uzdolnionych jednostek. Według Hayeka rzeczywistość społeczna jest tak skomplikowaną i delikatną strukturą, iż żadna jednostka, grupa osób nie ma dostatecznej wiedzy, aby ją odgórnie zaprojektować w trwały sposób. Aby ład spontaniczny mógł się rozwijać konieczne jest ograniczenie odgórnych państwowych ingerencji w naturalny porządek społeczny do minimum, pozostawiając obywatelom jak największą swobodę działania i wymiany informacji. Państwo nie powinno ingerować w wolny rynek, rodzinę i inne naturalne, spontaniczne instytucje społeczne będące wynikiem doświadczeń wielu pokoleń.
Mimo totalnej klęski w starciu z rzeczywistością założenia konstruktywizmu wcale nie tracą na znaczeniu i popularności. Doskonałym przykładem jest tu sposób kreowania Unii Europejskiej, działania jej instytucji i odgórnego reformowania bez poważnej dyskusji ogólnospołecznej i przeprowadzenia referendum (Traktat Lizboński). Warto tu przytoczyć słowa wybitnego angielskiego myśliciela Edmunda Burke’a, pochodzące z książki „Rozważania o rewolucji we Francji”: Jedna z zalet metody, której sprzymierzeńcem jest czas, polega na tym, że oddziałuje ona powoli, niekiedy niemal niedostrzegalnie. Skoro mądrość nakazuje przezorność i ostrożność wtedy, gdy mamy do czynienia tylko z nieożywioną materią, to nakaz ten staje się obowiązkiem, gdy przedmiotem naszych destrukcyjnych i twórczych wysiłków nie jest cegła i drewno, lecz odczuwające istoty, a nagła zmiana ich stanu, kondycji i obyczajów może doprowadzić do powszechnego nieszczęścia. Ale w Paryżu zdaje się przeważać opinia, że nieczułe serce i nie znająca wahań pewność siebie stanowią wystarczającą kwalifikację doskonałego prawodawcy. Jednak moje wyobrażenia o tym wysokim urzędzie są zupełnie inne. Serce dobrego prawodawcy powinna przepełniać wrażliwość. Musi on kochać i szanować rodzaj ludzki oraz odczuwać bojaźń. Wolno mu uchwycić swój ostateczny cel w sposób intuicyjny, w mgnieniu oka, lecz musi zbliżać się do niego z rozwagą. (…) Czas jest konieczny dla stworzenia tego przymierza umysłów, stanowiącego jedyne źródło wszelkiego dobra, do jakiego zmierzamy. Cierpliwością osiągniemy więcej niż siłą.”
Całość moich powyższych rozważań została sprowokowana dzisiejszą informacjąo dyrektywie unijnej umożliwiającej państwową kontrolę Internetu. Ta najwspanialsza spontaniczna, oddolna i ewolucyjna instytucja społeczna ostatnich lat zostanie poddana rządowej kontroli i regulacji na terenie całej Unii Europejskiej. Kształtujące się unijne państwo najwyraźniej nie może sobie pozwolić na istnienie całkowicie wolnościowej i niezależnej od rządów struktury społecznej, w której szerzą się wywrotowe hasła. Prawdopodobnie zacznie się walka z zabójczą dla etatyzmu, nieograniczoną wolnością słowa w sieci, z wolnym dostępem do dóbr kultury, blokowanie dostępu do sieci, nasilona kontrola i być może w przyszłości odpłatność w postaci opodatkowania. Co ciekawe, jako pierwsza wprowadzi przepisy Francja – ojczyzna konstruktywizmu. System się domyka – państwowa edukacja, koncesjonowane media, uznane grono autorytetów, ingerencja w rodzinę i wolny rynek, osłabianie religii – logicznie i konsekwentnie przyszedł czas, aby osiodłać niepokorny Internet. Wszystko pod hasłami walki z chamstwem i piractwem w sieci.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)