Z zainteresowaniem przeczytałam w dzisiejszej "Polsce" komentarz Andrzeja Godlewskiego o występie Mariusza Kamińskiego w TVN. Uderzyło mnie jedno - konkluzja.
Konkluzja jest taka, ze jeżeli facet zaatakowany przez premiera rządu się broni - automatycznie staje się liderem opozycji.
Nieszczęsny Kaminski w jednym wywiadzie TV usiłował powiedzieć wszystko: i o tym jak wygladała sprawa z aferą stoczniową i ze spotkaniami z premierem i o specyfice pracy operacyjnej i nawet o tym, ze w mediach przez dwa lata był przytaczany z wielikim uporem niepełny i zmanipulowany cytat z jego wypowiedzi w sprawie posłanki Sawickiej. Dwa lata był nadal szefem urzedu centralnego i się nie bronił. Praktycznie milczał. Znosił smarowanie błotem i zniesławienia.
W końcu został nazwany kłamcą, zarzucono mu głęboka nieuczciwość, partyjniackie gry i próbę cichego zamachu stanu. Teraz stracił stanowisko i chce bronić swego dobrego imienia. Najwyraźniej "został liderem opozycji". To jakies żarty. I jeszcze głownym argumentem w tej sprawie staje sie fakt, że nie pamietał dokładnie czy na przełomie sierpnia i września nie spotykał sie z kimś od prezydenta lub z opozycji zaś pamięta szczególy spraw sprzed pól roku. No pewno że bardzo szczególowo je sobie przypomniał - przeciez to w tej kwestii jest awantura.
A przy okazji: z tego co zrozumiałam z wywiadu w TVN MK oskarzył pracowników Agencji Rozwoju Przemysłu o działania sprzeczne z prawem,a konkretnie z ustawą o zamówieniach publicznych, nie jak pisze autor komentarza "tajemniczo dodając , ze nie chodzi o stocznie" tylko dokładnie - w sprawie stoczni. Usiłował tylko wyjaśnic, ze to nie sprawa stoczni objęta była rozpracowaniem przez CBA, bo tego nikt mu jasno nie zlecił, a inna sprawa, w ramach której założono podsłuch. CBA uzyskało jakieś materiały na ten temat niejako przypadkiem.
Ale tak to juz jest, ze są sytuacje w której co byś nie zrobił i jak byś nie postapił i tak będzie źle.


Komentarze
Pokaż komentarze (97)