124 obserwujących
113 notek
325k odsłon
  2451   0

Sąsiedzi dalsi i bliżsi - refleksje po wizycie patriarchy Cyryla

 

Kilka dni temu mój podlaski znajomy zajmował się pracami wykończeniowymi w starej chałupie, którą przerabia na swój domek letni. Chałupa znajduje się tuż przy granicy polsko – białoruskiej, w wiosce głównie prawosławnej, gdy chodzi o wyznanie. Wraz z nim pracował doświadczony stolarz, który spędził tam niemal tydzień. Pochodzący bądź co bądź z tego samego województwa (tylko z jego zachodu) stolarz – Polak – katolik – nie mógł się nadziwić językowi czy też raczej gwarze jaką mówią mieszkańcy „Po jakiemu oni mówią? Ja sobie, wie pan, język rosyjski ze szkoły przypomnieć musiałem…” – komentował.
 
Historia ta wydaje mi się godna przypomnienia w kontekście wizyty w Polsce patriarchy Rosji Cyryla. Niesie bowiem ze sobą dwa morały. Morał pierwszy jest taki, że żyjąc obok siebie, często zdumiewająco mało wiemy o sobie nawzajem. Stolarz wychował się zapewne nie więcej niż 150 kilometrów od wioski, w której teraz pracował, ale to nie zwiększyło przesadnie jego wiedzy. Taki mamy często niepisany i niepostanowiony przez nikogo, ale zwyczajowy - „appartheid” – jedni sobie drudzy sobie… W drugą stronę wiedzy bywa oczywiście więcej, bo pracują na nią  i szkoła, i większościowe otoczenie – choć czasem i tu bywa ona, zwłaszcza na niwie religijnej, zadziwiająco skromna.
 
Drugi zaś morał pokazuje, że w Polsce dość powszechnie, wszystko co kojarzy się ze wschodem i prawosławiem uważane jest za Rosję. Obawiam się, by po odbytej bardzo uroczyście wizycie w Polsce Patriarchy Cyryla, ten stereotyp jeszcze się nie pogłębił.
Cóż – nie moją jest rzeczą komentowanie duchowej i religijnej strony wydarzenia. Są  z pewnością tacy którzy zrobią to lepiej. Ja natomiast chciałabym zwrócić uwagę na pewien szczególny jego aspekt polityczno - historyczny.
 
Tym aspektem jest zapewne nieświadome, ale dość częste,  nawiązywanie przy przedstawianiu i interpretowaniu wizyty moskiewskiego patriarchy prawosławnego, do tradycji ideowej polskiego nacjonalizmu. W tradycji tej leży bowiem zasadnicze wyróżnianie Rosji spośród sąsiadów na wschodzie. Wyróżnianie jej kosztem narodów faktycznie sąsiedzkich: Białorusinów i Ukraińców zwłaszcza. Tradycja ta wynika przede wszystkim z uznania faktu, iż jest to państwo potężne, a wywodzi się z czasów, gdy tuż przed i zaraz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości uważano, że wobec zagrożenia niemieckim imperializmem, Rosja może Polsce dać jakieś oparcie. Miano przy tym nadzieję spolonizować Białorusinów i Ukraińców i ten dokuczliwy dla nacjonalistów problem spadku po Pierwszej Rzeczpospolitej, załatwić niejako na spółkę z Rosją. Ostatecznie jak wiemy wszystkie te rachuby nie okazały się zbyt realistyczne.
 
Oczywiście prawdą jest,  że Polskę i Rosję łączy, czy też raczej dzieli, wiele zaszłości historycznych jak choćby ta, że przez blisko 200 lat w ciągu ostatnich lat 300 – jakaś część polskiego państwa, albo też państwo w całości było przez Rosję okupowane, albo było pod jej protektoratem. Natomiast jeszcze sto lat wcześniej polsko - litewscy możnowładcy i politycy usiłowali zdominować Rosję. Tak więc mamy o czym rozmawiać i co sobie nawzajem wybaczać. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że często używane ostatnio wobec Rosji pojęcie „sąsiedzkości” jest nieco na wyrost – z Rosją Polska graniczy na niewielkim odcinku, w obwodzie Kaliningradzkim. Pozostała część jej terytorium oddalona jest o kilkaset kilometrów od polskich granic. Tymczasem o bliżej nawet położonej Austrii albo Rumunii jakoś rzadko mówimy, jako o kraju - sąsiedzkim….
 
Te słownikowe aspekty można by pominąć, gdyby nie fakt, że stanowią zagrożenie dla pamiętania o realnym sąsiedztwie – także niełatwym, ale odwiecznym i ważnym. Warto wiedzieć i pamiętać, że chrześcijaństwo wschodnie – prawosławie nie przyszło na tereny dawnej I Rzeczpospolitej wraz z Rosją, a było tam tak dawno jak dawno owa polsko – litewska z nazwy, a polsko – ruska, biorąc pod uwagę kulturę mieszkańców, Rzeczpospolita istniała.
W kilkaset lat później nadal sąsiadami Polaków są Litwini i spadkobiercy dawnych Rusinów – Białorusini i Ukraińcy – nie zaś Rosjanie. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Tak to po prostu jest – geograficznie i historycznie, a także i politycznie.
W Polsce mieszka spora liczba prawosławnych. I choć polski kościół prawosławny jest autokefaliczny, to dla większości z nich, wizyta wysokiego dostojnika bratniej cerkwi była wielkim wydarzeniem. Była też dowodem na szacunek okazywany przez państwo polskie i kościół katolicki ich wyznaniu, choć w ogromnej większości nie są przecież Rosjanami, a nawet z rosyjskim pochodzeniem niewiele mają wspólnego.

Tak więc świetnie, że doszło do pięknego i podniosłego spotkania polskich i rosyjskich biskupów. Tylko, że Patriarcha Rosji pojechał, a my zostaliśmy u siebie w domu… A jak wiadomo zawsze łatwiej się bratać z kimś z kim nie mamy do czynienia na codzień.  
(Tekst powstal jako comiesięczny komentarz do "Przewodnika Katolickiego"  - najstarszego poslkiego tygodnika ukazującego sie bez przerwy od 1895 roku w Poznaniu) 
 
 
Lubię to! Skomentuj50 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale