Właśnie mija 25 lat od tragedii w Czarnobylu. W tym samym czasie setki ratowników w Fukushima próbują ograniczyć wycieki promieniotwórczych substancji. Jak im się uda, to będzie to za 9 miesięcy, ale wielu wątpi. Budowa sarkofagów nad czterema reaktorami, potrwa z 2-3 lata. Kiedy 200 tys. wysiedlonych wróci do domu i czy w ogóle wróci, nie wiadomo.
A w Polsce.
We wtorek po świętach tysiące młodych ludzi ma demonstrować na pl. Trzech Krzyży przed ministerstwem gospodarki. Nie chcą, aby teraz ktoś decydował za nich i kupował (za ich pieniądze i nasze też) elektrownię atomową, która może powstanie około 2025 r., a po działaniu przez 40-50 lat, będzie rozbierana przez następne 30-40 lat, czyli gdzieś na początku XXII wieku.
Jak podaje Rzeczpospolita: 26 kwietnia 2011, SLD złoży w Sejmie wniosek o referendum w sprawie budowy w Polsce elektrowni jądrowych.
Również ten dziennik podaje, że 28 kwietnia 2011 na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego będzie dyskusja na temat elektrowni jądrowych. Mają być zaproszeni eksperci, w tym przeciwnicy atomu.
Na czerwiec SLD planuje debatę w Sejmie na temat konieczności referendum w sprawie elektrowni atomowych.
Wspierający budowę elektrowni atomowych Newsweek pod koniec marca 2011 zamówił badanie na temat elektrowni atomowych w Polsce. 59% - NIE, 32% - TAK. Wynik referendum nie trudno przewidzieć. Tym bardziej, że informacje z Fukushima nie będą dobre.
Nie ma się co dziwić aktywności SLD, przecież do zagospodarowania jest 59% elektoratu. Jeżeli tylko 20% z nich zagłosuje na SLD, ponieważ dystansuje się od atomu, to można liczyć na 10% głosów dodatkowo. Prezydent podnosząc temat referendum i zapraszając przeciwników atomu na RBN, też dystansuje się od PO.
Dziwi tylko zachowanie premiera. Przecież, czy chce czy nie, referendum, jawne lub pośrednie, odbędzie się przy okazji wyborów w pażdzierniku. Czy działa on, aż pod takim przymusem, żeby popierać przegraną sprawę? Czyżby, dobry do tej pory, instynkt polityczny zaczął zawodzić?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)