Artur Bazak Artur Bazak
148
BLOG

Marek A. Cichocki nowym ministrem spraw zagranicznych?

Artur Bazak Artur Bazak Polityka Obserwuj notkę 22

"Gazeta Wyborcza", a za nią wszystkie portale podały dzisiaj wiadomość o możliwej nominacji Marka A. Cichockiego na ministra spraw zagranicznych.  Podobno plotka na ten temat chodzi po korytarzach MSZ od kilku tygodni. Zaskoczeniem może być fakt, że - według "GW" - Marek A. Cichocki, dotychczas konsekwentnie unikający reakcji na krążące plotki, tym razem mocno się zastanawia nad podjęciem nowego wyzwania.

"Cóż, gorzej od Fotygi to już być nie może... Poza tym ten Cichocki wygląda na trochę bardziej żywego." - pisze jeden z forumowiczów Gazety.pl. "Każdy będzie lepszy niż Fotyga" - oznajmił mój starszy redakcyjny kolega, który raz po raz zaskakuje mnie (pozytywnie) kategorycznymi sądami. Kim jest Marek A. Cichocki i dlaczego ma szanse na ożywienie naszej polityki zagranicznej? Ba, dlaczego - jak postaram się wykazać - to człowiek, który dokonać może rewolucji, wnosząc zupełnie nową jakość do MSZ?

Marek A. Cichocki jest przede wszystkim filozofem. Z wykształcenia również germanistą. Wybitnym znawcą myśli konserwatywnej, ekspertem w sprawach międzynarodowych. Od 2000 był dyrektorem programowym w Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie, a od 2004 jest dyrektorem programowym w Centrum Europejskiego Natolin i redaktorem naczelnym pisma Nowa Europa. Przegląd Natoliński. Od 2003 jest, razem z przyjacielem Dariuszem Karłowiczem, wydawcą i redaktorem naczelnym rocznika Teologia Polityczna. Współpracuje z krakowskim Ośrodkiem Myśli Politycznej. Opublikował wiele książek, esejów i artykułów z dziedziny filozofii, politologii i stosunków międzynarodowych, m. in. Polska-Unia Europejska, w pół drogi (2002), Porwanie Europy (2004) oraz Władza i pamięć (2006). Od stycznia 2007 wspólnie z Dariuszem Gawinem i Dariuszem Karłowiczem prowadzi w TVP Kultura program Trzeci punkt widzenia. 11 stycznia 2007 został doradcą społecznym prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Jego publikacje zawsze wywoływały ciekawe dyskusje. Nikt tak jak Marek A. Cichocki nie pisał o wyzwaniach, jakie stoją przed jednoczącą się Europą. O książce "Porwanie Europy" tak pisał Bronisław Wildstein: "Autor odsłania grę interesów ukrytą za podniosłymi deklaracjami, ideologiczne zafałszowania oraz zwykłe nieporozumienia, towarzyszące procesowi integracji europejskiej. Lektura konieczna dla wszystkich, którzy w sposób świadomy uczestniczyć chcą w wydarzeniach decydujących dla naszego kraju i kontynentu." Cichocki rozwinął w tej książce swoją tezę o tradycji kidnapingu, która towarzyszy Europie od samego jej zarania. Jej najnowszym wcieleniem jest porwanie Europy przez Cohn-Benditów, Schulze i inne okazy, które wyrosły w pamiętnym maju '68.

O świetnych esejach Cichockiego można by pisać w nieskończoność. Ale tak się zdarzyło, że z dnia na dzień filozof wszedł do polityki. Dzisiaj idzie drogą przetartą przez swojego Mistrza - Platona. Trzeba przypomnieć, że dla starożytnego filozofa ukoronowaniem wysiłków poznawczych było stanowienie prawa lub udział w jego tworzeniu. Filozof stawał się nomotetą. Dzisiaj w tę tradycję wpisuje się Marek A. Cichocki. Pewnie jest przejęty tym podmuchem historii...

Dlaczego uważam, że Marek A. Cichocki ożywi nasza politykę zagraniczną? A wręcz dokona rewolucji?

Po pierwsze, ma duże, jeśli nie absolutne zaufanie prezydenta, któremu premier delegował sprawy polityki zagranicznej. To niezwykle ważne. Mówi się, że prezydent w sprawach polityki zagranicznej mówi "Cichockim".

Po drugie, Marek A. Cichocki jest osobą niezwykle kompetentną i dał się już poznać jako ekspert m.in. w trakcie negocjowania treści Deklaracji Berlińskiej na 50-lecie Wspólnot Europejskich. Jako tzw. szerpa towarzyszy najważniejszym spotkaniom poświęconym naszym realcjom z państwami UE od stycznia 2007 r. Sprawdził się jako praktyk i zyskał powszechny szacunek strony polskiej i niemieckiej.

Po trzecie, po szczycie UE w Brukseli misja Cichockiego jako doradcy prezydenta się kończy. Dlatego nominacja na nowego szefa MSZ byłaby naturalnym przejściem, które pozwoliłoby zachowac ciągłość twardej linii polskiej polityki zagranicznej, przede wszystkim w sprawie Traktatu Konstytucyjnego, który wedle planów ma powstać do 2009 r.

Po czwarte, Marek A. Cichocki jest człowiekiem komunikatywnym, obytym na salonach, nie mającym kompleksów w rozmowach z niemieckimi partnerami. Ma dobre relacje z wszystkimi waznymi dla polskiej polityki zagranicznej osobami, jak Saryusz-Wolski z PO czy Paweł Zalewski z PiS.

Po piąte, jest niezależny i zdecydowny w swoich decyzjach. Nie hamletyzuje. Waży racje. Ale tam, gdzie trzeba nie odpuszcza. To gwarantuje prowadzenie suwerennej i mądrej polityki zagranicznej. Tak było ze zdaniem w Deklaracji Berlińskiej, mówiącym o roli państw Europy Środkowo-Wschodniej w zjednoczeniu kontynentu, które dzięki niemu tam się znalazło.

Po szóste, miałem tę wielką przyjemność, że uczęszczałem na roczne seminarium "W drodze do Syrakuz" organizowane przez Marka A. Cichockiego, Dariusza Gawina i Dariusza Karłowicza. Tam doświadczyłem Akademii. Mój uniwersytet mi tego nie dał.

Życzę Panu Markowi A. Cichockiemu wytrwałości i żelaznych nerwów dla niego i jego najbliższych. Jeżeli podejmie się kolejnej "wyprawy do Syrakuz", bardzo mu się to przyda. I oby wrócił mniej poobijany niż staruszek Platon.



 

Artur Bazak
O mnie Artur Bazak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka