- Kołtuni zamykają oczy na znane od wieków masowe patologie i gotowi są poświęcić podstawy demokracji, żeby tylko nie uchylić drzwi dla nowej rzeczywistości, której nie pojmują i panicznie się boją - pisze w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" Jacek Żakowski.
Tym razem publicysta "Polityki", wyrafinowany intelektualista wśród dziennikarzy, profesor Collegium Civitas postanowił dać wykład na temat tego, czym jest kołtuństwo i kto zasługuje na zaszczytne miano kołtuna. - Kołtuński sposób myślenia utożsamia się w Polsce z konserwatyzmem. Krzywdzi to konserwatyzm, który jest wyrafinowanym nurtem intelektualnym. Tym bardziej się dziwię cywilizowanej prawicy, że spokojnie przyjmuje opowiadane na jej rachunek głupstwa i szerzone obsesje. Bo prawicowość nie oznacza dziś obsesyjności, narwania, prostactwa, doktrynerstwa ani egoizmu uprzywilejowanych. A taką gębę kołtuni przyprawiają całej polskiej prawicy. Nie tylko w kraju, ale i w Europie - przestrzega pierwszy antykołtun III RP,Jacek Żakowski.
Lęk, atawistyczne fobie, obsesje, prostactwo, doktrynerstwo i egoizm uprzywilejowanego - to tylko niektóre charakterystyczne cechy rodzimego kołtuna. Według Żakowskiego jego najwyraźniejszym wcieleniem jest...Tomasz P. Terlikowski, a także - a jakże by inaczej - Roman Giertych.
Co wywołało taką nerwową reakcje gwiazdy polskiej publicystyki? Ano fakt, że Terlikowski ośmielił się krytycznie ocenić "Krytyki Politycznej przewodnik lewicy", żartobliwie określaną "czerwona książeczką", która w sposób jasny i nie ulegający watpliwości wykłada całościową wizję lewicową. Książeczka będzie wkrótce krążyć między szeregowymi działaczami LiD-u po to, aby wiedzieli co myśleć. Gdyby ktoś ich nie daj Boże zapytał. Sam pomysł jest genialny w swojej prostocie. Środowisko "Krytyki Politycznej" zdobywa coraz większy monopol ideowy po lewej stronie i wychowuje do myślenia prawdziwie lewicowego. No, ale prawdziwa cnota krytyki sie nie boi. W razie czego Żakowskiego wypuści, żeby ustawił przeciwnika na odpowiedniej pozycji. W tym przypadku - kołtuna.
Swoim artykułem Żakowski - arbiter publicystycznej elegancji - pokazuje Terlikowskiemu, gdzie jego miejsce. Przypomina jego kołtuńską naturę, prawackie obsesje i nieuzasadnione uprzedzenia wobec objawienia nowej lewicy Sławomira Sierakowskiego. - To, co prezentują Terlikowski i Giertych, przed wojną nazywano kołtuństwem. Ten termin trzeba sobie przypomnieć. Dla kołtuna sam termin "lewica" jest już trudnym do wymówienia przekleństwem. Coś jak słowo "pupa". Można to zrozumieć w kontekście doświadczeń drugiej połowy XX wieku, kiedy pod szyldem lewicy występował w Polsce Szmaciak, a także jego bracia - ludzie-chorągiewki, którzy od Bolesława Bieruta po Leszka Millera zrobili dużo złego. Ale poza ukradzionym w latach 40. szyldem lewicowość "Krytyki" nie ma nic wspólnego z tą ponurą tradycją. W odróżnieniu od Giertycha i Terlikowskiego, których wiele łączy z aberracjami antydemokratycznej dwudziestowiecznej prawicy.
Żakowski stosuje klasyczne chwyty publicystyczne. Dzięki temu z góry założona kołtuńska teza pasuje do wykreowanej rzeczywistości jak ulał. Prawica wykazuje daleko posuniętą aberracje protestując przeciwko zapowiadanemu programowi Sławomira Sierakowskiego w TVP. Pal sześć, że to Krzysztof Bosak (członek Rady Programowej TVP) zgłaszał głośno swoje obiekcje przeciwko temu pomysłowi Andrzeja Urbańskiego. Ważne, że wzmacnia tezę o kołtuństwie Terlikowskiego. Nie słyszałem, aby publicysta "Rzeczpospolitej" rozdzierał publicznie szaty z powodu programu guru lewicy.
Brak pluralizmu w telewizji publicznej strasznie boli Żakowskiego. Nie może odżałowac wspaniałych czasów, kiedy redakcja "Polityki" obsiadła najważniejsze programy TVP i wyznaczała kierunki właściwego myślenia. Dzisiaj, na zesłaniu w TV4 z odgrzewanym kolegą Najsztubem zmusza m.in prof. Normana Daviesa do lamentu nad stanem naszego biednego kraju, porwanego przez stado dzikich prawaków. Prof. Davies - ewidentnie nie przeczytwaszy scenariusza programu - nie daje się wpuścić w kasandryczny ton i nie załamuje rąk nad końcem Najjasniejszej Rzeczypospolitej. Dlatego Jacek Żakowski nadrabia te braki na łamach poczytnych dzienników.
I na koniec publicystyczny deserek a la Żakowski: - Kołtuni straszą opinię publiczną wizją demoralizujących adoptowane dzieci par homoseksualnych i tym m.in. uzasadniają pozbawienie tych rodzin równych praw z rodzinami heteroseksualnymi. Ale na razie miliony dzieci są demoralizowane i molestowane w rodzinach heteroseksualnych oraz w domach dziecka, skąd pary homoseksualne mogłyby je uwolnić. Kołtuni zamykają oczy na znane od wieków masowe patologie i gotowi są poświęcić podstawy demokracji, żeby tylko nie uchylić drzwi dla nowej rzeczywistości, której nie pojmują i panicznie się boją.
Demoralizowane i molestowane dzieci z rodzin heteroseksualnych to żywy dowód na cywilizacyjny imperatyw stworzenia parom homoseksualnym warunków możliwości stworzenia tym dzieciom raju na ziemi. "Radośni rodzice" uratują smutne dzieci. A Jacek Żakowski w odzyskanej TVP odtrąbi nadejście "nowej rzeczywistości, której kołtuni jeszcze nie pojmują i panicznie się boją". Amen



Komentarze
Pokaż komentarze (45)