1. "Dotykaliśmy się z chłopakiem, ale on miał na sobie bieliznę. Czy jego plemniki mogą jakoś przeniknąć przez ubranie??? Bardzo boję się ciąży.
2. Jak można najszybciej wykryć ciążę?
3. Zrobiłam 3 testy ciążowe. Wszystkie wyniki były negatywne. Czy mogę jednak być w ciąży?
4. Jaka jest możliwość zajścia w ciążę poprzez ocieranie się o siebie?
5. Mam 15 lat, kiedyś się masturbowałam, czy to może być powód, że nie mam jeszcze miesiączki?
6. Jaka jest najlepsza metoda antykoncepcyjna na pierwszy raz?
7. Chłopak namawia mnie do współżycia. Mamy wyjechać razem, zastanawiam się czy wtedy już powinnam się zgodzić?"
(źródło: ww.dziennik.pl)
Jak donosi dziennik.pl, rusza wakacyjny sex telefon. Dla wszystkich żywo zainteresowanych przeżyciem pierwszego razu, wyczekujących wakacyjnej przygody, słonecznego wyluzowania i seksodpoczynku od szarej codzienności Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton uruchomiła gorącą linię. Seks-petenci będą mogli uzyskać odpowiedź na wszystkie dręczące ich metafizyczne pytania związane z ich ciałem. A to wszystko dzięki uprzejmości zastępów młodych – jak mniemam – doświadczonych w tej materii, wolontariuszy.
Jestem zbudowany tym oddolnym ruchem uświadamiającym młodym ludziom wyjeżdżającym na wakacje, czym kończy się pocieranie dwóch osób o siebie. Rzut oka na poważne tygodniki opinii oraz inne pisma przypomina o tym, że mamy wakacje. „Wyzwól swoją seksualna wyobraźnię”, „Najlepsze pozycje na wakacje”, „Ranking seks-kurotów” i tym podobne tytuły sprawiają, że redakcja Gościa Niedzielnego poczuła się nieco zobowiązana do poruszenia mainstreamowego, wakacyjnego tematu numer 1. Dlatego w numerze Gościa Niedzielnego z 15 lipca katolicka seks-ofensywa! Niestety, z góry uprzedzam, nie uruchomimy seks-telefonu. Bardzo mi przykro.
W zalewie seks-informacji i seks-inicjatyw – które przywracają mi wiarę w społeczeństwo obywatelskie – dostał mi się taki oto kwiatek. Ten list napisał do mnie zatroskany czytelnik Gościa Niedzielnego, którego bardzo poruszyła moja relacja ze Zjazdu Gnieźnieńskiego. Zapraszam. Tekst ważki. Lektura przepyszna! Bez ironii.
Fantazje seksualne
Jak donosi „Gość Niedzielny” (24.06.2007, Artur Bazak, „Czas gorących sporów” )na tegorocznym Zjeździe Gnieźnieńskim rozprawiano także o katolickim życiu seksualnym.
Atmosfera tych spotkań musiała być niezwykle gorąca, skoro na pytanie prowadzącej dyskusję: co ksiądz może wiedzieć na temat seksu, O. Ksawery Knotz, franciszkański zakonnik, autor książki o katolickim seksie, odpowiedział, że jest to „zapis jego fantazji seksualnych”. Zaiste wypowiedź godna Dody Elektrody albo jakiej innej gwiazdy pop-kultury.
Jeśli szacowny ojciec posłużył się w tym miejscu żartem, to był to kiepski żart. Zapewne chciał pokazać, że jest równie nowoczesny i postępowy jak redaktorki kobiecych pism i tak jak one zna się na fantazjach erotycznych. Innymi słowy, podlizał się publiczności, by wkupić się w jej łaski. Ale jeśli rzeczywiście jego stałym zajęciem klasztornym jest oddawanie się marzeniom erotycznym zamiast studiów nad dziełami Ojców Kościoła i pobożnego odmawiania przepisanych modlitw, to co ten człowiek robi jeszcze w zakonie. Czemu nie zrzuci habitu i nie znajdzie sobie kobiety? Owszem, wtedy wywołałby zgorszenie wśród wiernych, jak tylu innych, którzy porzucają stan kapłański, ale byłoby to bez wątpienia mniejsze zgorszenie, niż publiczne sugerowanie, że zakonnik wobec seksu może być równie bezceremonialny jak producent telewizyjnej reklamy sieci komórkowej. Więcej, sugerowanie, że jego zakon zamieszkuje grupa próżniaków i darmozjadów, która bawi się takimi rzeczami, jest swoistą antyreklamą życia konsekrowanego. Nie, nie chcę wierzyć w to, że ta druga możliwość mogłaby być prawdą.
Załóżmy więc, że to żart. A jeśli tak, to gdzie u tego zakonnika odpowiedzialność za słowo? Czy ksiądz może nie być odpowiedzialny za słowa, które wypowiada? Czy jego misja nie jest misją głoszenia właściwego (Bożego) słowa zawsze i wszędzie? Po co nam tacy zakonnicy, którzy tego nie rozumieją? Po co wierni mają utrzymywać ludzi, którzy gorszą ich swoim głupim i nieodpowiedzialnym słowem? Czy św. Franciszek, a wcześniej jego Mistrz Jezus Chrystus pozwolili sobie kiedykolwiek na taki kretyński żart?
Niekiedy odnosi się wrażenie, że żyjemy w czasach, w których nawet Kościoła nie omija pomieszanie języków. Coraz mniej mówi się o Jezusie Chrystusie (a jeśli już, to bardzo powierzchownie), coraz rzadziej gruntownie rozważa się chrześcijańskie tajemnice wiary, choć bardzo tego pragnie Papież Benedykt XVI, a coraz więcej efekciarskiego gadulstwa, służącego bardziej autoprezentacji niż świadectwu prawdy. Po co u licha publicznie rozprawiać o liturgicznym wymiarze seksu.
Przecież to błazeństwo, jeśli nie brać tych słów zbyt dosłownie. A jeśli brać dosłownie, to proszę bardzo. Parę dni temu, niemieckie gazety doniosły, że pewien pastor protestancki, próbując zaradzić pustkom na swoich nabożeństwach, sprowadził do kościoła skąpo ubrane tancerki. Te zaś podczas liturgii wykonywały skomplikowane figury baletowe, odsłaniając raz po raz swoje wygolone krocza. Ów przezacny pastor tłumaczył to tym, że te półnagie tancerki najlepiej uzmysławiają wiernym chrześcijańską miłość. Wedle zapowiedzi ma się odbyć więcej takich nabożeństw, a pastor nie bez racji liczy na większą frekwencję pośród swoich wiernych.
I jeszcze jedno. Sfera seksualna należy do najbardziej intymnych sfer życia człowieka. Publiczne opowiadanie o swoim życiu seksualnym jest co najmniej niedelikatne i świadczy i złym smaku. W poprzednich pokoleniach ludzie dobrze wychowani doskonale o tym wiedzieli i nie chwalili się tym, co robią w łóżku. Dziś pośród ogólnego schamienia takie wynurzenia na prawie nikim nie robią złego wrażenia.
Co więcej, najwięksi katolicy (przynajmniej w swoim mniemaniu) zwykły łóżkowy seks łączą z liturgią (jaką?) i uważają go za święty. Nie rozumieją, że święty może być tylko duch, a nie ciało. Ciało jest jedynie świątynią ducha (owi oświeceni nie czytają Apostoła Pawła, bo i po co). Stosunek płciowy nie ma niczego z ducha, lecz jest jak najbardziej cielesny. Tomasz z Akwinu (ach, któż z pobożnych katolików polskich czyta Tomasza!) mówił, że stosunek płciowy małżonków sam w sobie nie jest grzeszny, lecz należy się od niego powstrzymać, gdy w określonym, wspólnie uzgodnionym czasie małżonkowie pragną się w skupieniu modlić.
Dlaczego? Ano dlatego, że silne podniecenie płciowe zwyczajnie rozprasza modlącego się ducha. Seks to psycho-fizjologia, wiara to duch. Miłość do Boga i do drugiego człowieka nie jest miłością płciową. Kto mi nie wierzy, niech sobie poczyta Ojców Kościoła z Aureliuszem Augustynem na czele. Prośba zatem, aby szacowni kongresowi katolicy zarówno świeccy jak i duchowni mniej bzdur gadali, a więcej ze zrozumieniem czytali. Osobiście liczę na to, że „Gość Niedzielny” zreflektuje się i nie będzie już publikował takich kwiatków, bo to wstyd przynosi tak dobremu pismu. Łączę pozdrowienia w Chrystusie
(nazwisko znane redakcji)



Komentarze
Pokaż komentarze (24)