Z powodu pewnych zmian w redakcji stolik prasowy (jedno z najpopularniejszych miejsc w pokoju redakcyjnym) znalazł się tuż koło mojego biurka. Dzięki temu na wyciągnięcie ręki mam całą prasówkę. Wczraj od niechcenia - raczej z gasnącego sentymentu niz prawdziwego zainteresowania - sięgnąłem leniwie po "niewygodny od sześciedzięciu lat" Tygodnik Powszechny. Przewertowałem pierwsze strony (z rzadka ostatnio coś inspirującego tam piszą) i natknąłem się na artykuł autorstwa Artura Sporniaka i Jana Strzałki o popularnym krakowskim duszpasterzu o. Janie Andrzeju Kłoczowskim OP.
Kłoczu - jak nazywany jest Ojciec Kłoczowski przez kolejne pokolenia swoich słuchaczy - to postać wyjątkowa. Pod każdym względem. Włąsnie kończy 70 lat. Historyk sztuki z wykształcenia, teolog i filozof religii. Ale przede wszytskim niezrównany duszpasterz, o pięknej karcie opozycyjnej, jeden z twórców słynnej Beczki.
Nie wiem, co jest takiego w dominikanach, ale mają niesamowitą zdolność przyciągania młodych, zbuntowanych i poszukujących. Niektórzy złośliwie mówią, że tworzą swoistą, elitarną sektę: "Poza dominikanami nie ma zbawienia". I choć syndrom dominikanizacji jest czasem odczuwalny, per saldo wychodzi na plus polskiemu Kościołowi.
Jesli duszpasterstwo dominkanów to czolówka pierwszej ligi, to styl, jaki wprowadził Kłoczu kwalifikuje się na mistrzostwo świata. I choć zapewne jest tego świadomy, ma zdrowy dystans do przejawów uwielbienia ze strony "przeintektualizownych dewotów". Wyrafinowanie i prostota, stanowczość i otwarcie na drugiego czlowieka, kipiąca energia i niezwykłe modlitewne skupienie. Kłocz łączy w sobie te cechy w sposób perfekcyjny.
Mam to szczęście, że w każdą niedzielę mogę uczestniczyć w słynnych dwunastkach tzw. mszy dla inteligencji (nazwa nieraz obśmiana przez glównego celebransa). Klerycy, którzy zaliczają zajęcia z homiletyki powinni mięc obowiązek uczestnictwa w tej mszy. Zobaczyliby, jak się mówi do ludzi i z ludźmi. Kłoczu jest w tym niezrównany.
Ogłoszenia duszpasterskie i marketingowe - jak ma w zwyczaju mówić - to jedna z tych rzeczy, na które czekają wierni. Nigdzie indziej nie widziałem, żeby ludzie wychodzili z Kościoła po mszy św. tak uśmiani, jak po dowcipnych i ironicznych komentarzach Kłocza do zwykle w innych Kościołach strasznie nudnych ogłoszeń parafialnych. Wywołanie nimi salw śmiechu wśród słuchaczy to wielka sztuka.
Kłocz niejednego egzystencjalistę w czarnym rozciągniętym swetrze przyciagnął do Kościoła i Chrystusa. Ja także jestem Jego dłużnikiem.
Sto lat!!!



Komentarze
Pokaż komentarze (14)