Niedawno na łamach „Rzeczpospolitej" i w Radzie Programowej TVP wybuchł spór wokół jesiennej ramówki TVP. Największe emocje wzbudza, zapowiadany przez prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego, program publicystyczny autorstwa Sławomira Sierakowskiego. Poseł LPR-u Krzysztof Bosak oskarża go o lewacki radykalizm, dla którego - jak mówi - nie ma miejsca w telewizji publicznej.
Dlaczego Sierakowski wzbudza taką niechęć i czy jest to uzasadnione? Kim właściwie jest człowiek, który w wieku 23 lat założył na studiach niszowe wówczas pismo „Krytyka Polityczna", dzisiaj będące już instytucją i zaczątkiem nowej formacji lewicowej w Polsce? Warto przyjrzeć mu się bliżej, ponieważ Sławomir Sierakowski już dzisiaj nadaje ton debacie publicznej. A sądząc po jego dotychczasowych dokonaniach, za kilka lat będzie osobą jeszcze bardziej wpływową. Niektórzy twierdzą nawet, że jest skazany na sukces.
Lewica z ul. Chmielnej 26
„Krytyka polityczna" to dzisiaj nie tylko elitarny, lewicowy kwartalnik, w którym znaleźć można teksty najmodniejszych zachodnich filozofów i socjologów, jak m.in. Jurgena Habermasa, Anthony'ego Giddensa, Ulricha Becka, Slavoja Żiżka, a także polskich, jak Andrzeja Walickiego, Agaty Bielik-Robson, Marcina Króla. To przede wszystkim środowisko skupiające osoby zaangażowane w budowę lewicowej formacji w Polsce - studentów, doktorantów, publicystów, krytyków literackich i teatralnych, artystów i działaczy społecznych. - Jesteśmy pierwszym pokoleniem lewicy w Polsce bez kompleksów. Nie jesteśmy obciążeni PRL-em i czasem postkomunizmu - mówi Sierakowski. Przekonuje, że partie, które w Polsce uważały się za lewicę, to żadna lewica. Dlatego trzeba stworzyć ją na nowo. - Dzisiaj obowiązują dwa języki: liberalny i konserwatywny. Mamy do wyboru: rynek albo Bóg. Trzeba wprowadzić trzeci język, język autentycznie lewicowy. I my to robimy - twierdzi Sierakowski.
Przywódca nowej lewicy jest zdeterminowany, ma jasny cel i przemyślaną strategię. Udało mu się stworzyć prężne środowisko, miejsce spotkań w Warszawie, tzw. REDakcję na ul. Chmielnej 26 i w pięciu miastach Polski: Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu i Szczecinie, serię wydawniczą, grono znanych publicystów, którzy we wszystkich głównych mediach podpisują się „Krytyka Polityczna". - Dzięki temu mówimy wyraźnym i głosem i stajemy się rozpoznawalni jako znaczące środowisko - podkreśla Sierakowski.
- Trudno jeszcze obecnie mówić o jakimś zorganizowanym i masowym ruchu nowej lewicy. Mamy raczej do czynienia z fenomenem Sławomira Sierakowskiego. Guru, skupiającego wokół siebie ludzi nauki, kultury, mediów, teatru, literatury - uspokaja Tomasz P. Terlikowski, publicysta „Rzeczpospolitej". Jednocześnie przyznaje, że usilne promowanie Sierakowskiego i „Krytyki Politycznej" przez prawicowe i centrowe media może być dla nich w przyszłości groźne.
- Medialnemu establishmentowi mojego pokolenia wydawało się, że uda się „oswoić" Sierakowskiego i uczynić z niego salonowego intelektualistę z licencją na radykalizm. Warszawka łaknie takiej dzikości pod ścisłą kontrolą, przejrzałe ciotki rewolucji potrzebują takich brutali, których mogą zagłaskać i nafaszerować sushi. Nie doceniałem go. Dzisiaj widzę, że konsekwentnie buduje wpływową formację lewicową. Nie dał się zagłaskać przez salon - mówi Paweł Bravo, redaktor „Rzeczpospolitej".
Siłę politycznego wpływu Sierakowskiego pokazują najlepiej dwa wydarzenia. W 2005 r. Wojciech Olejniczak, po wyborze na szefa SLD, zgłosił się do Sławomira Sierakowskiego. Odtąd często odwołuje się do młodego lewicowego myśliciela, upatrując w nim i jego środowisku zaplecze intelektualne partii. Sierakowski pomagał pisać „Konstytucję ideową SLD". Jego środowisko wydało niedawno „Krytyki Politycznej przewodnik lewicy" - przewodnik, w którym wyłożono całościową wizję lewicową.
„Czerwona książeczka" będzie rozsyłana działaczom LiD w terenie. Drugie wydarzenie wiąże się z ważnym tekstem Sierakowskiego, opublikowanym przed wyborami samorządowymi, w którym nawoływał partie identyfikujące się jako lewicowe i lewicowo-liberalne do stworzenia czegoś na kształt przedwojennego „Centrolewu". I tak powstał LiD.
Sierakowski ma jednak większe ambicje. Wspieranie obecnej tzw. lewicy traktuje jak ruch taktyczny i ćwiczenie przed stworzeniem własnej partii. Nie chce wchodzić do polityki. Ale chciałby mieć na nią ogromny wpływ. Przypomina więc trochę Adama Michnika, który tworząc największą gazetę codzienną w Polsce, stał się jednym z najbardziej wpływowych ludzi w kraju. - Bliska mi jest tradycja zaangażowanego inteligenta. To ktoś między ideologiem a politykiem - podkreśla. Analogie do Michnika są nośne i trudno będzie Sierakowskiemu od nich uciec.
List do Europy - narodziny nowej lewicy
O „Krytyce Politycznej" i jej naczelnym zrobiło się głośno w 2003 r., kiedy napisał „List otwarty do europejskiej opinii publicznej", pod którym podpisało się ponad 200 ludzi nauki, kultury i polityki. „List" został przedrukowany we wszystkich najważniejszych gazetach europejskich i dyskutowany w Parlamencie Europejskim. Była to reakcja na hasło Jana Marii Rokity: „Nicea albo śmierć" i sprzeciw ówczesnego premiera Leszka Millera wobec zmian bardzo korzystnych dla Polski zapisów dotyczących głosowania w Radzie UE w Traktacie Nicejskim. Sierakowski pisał m.in.: „Nie chcemy być we wspólnej Europie państwem utrudniającym integrację, symbolem konserwatyzmu i partykularyzmu. Obawiamy się, że przedstawianie naszego interesu jako przeciwstawnego interesowi wspólnej Europy nie służy naszemu dobru".
Dzięki tej akcji „Krytyka Polityczna" przestała być pismem niszowym, a jej naczelny, Sławomir Sierakowski rozpoczął swoją karierę lewicowego publicysty. Dzisiaj jest czołowym lewicowym myślicielem w Polsce swojego pokolenia, publikującym teksty i wywiady w najważniejszych gazetach, komentującym wydarzenia polityczne w TVN24 i programach publicystycznych TVP. Dzisiaj przygotowuje własny autorski program dla TVP. W ciągu kilku lat ze zdolnego studenta filozofii, socjologii i ekonomii UW stał się guru nowej lewicy. Wypowiada się z równą łatwością o sprawach politycznych, ekonomicznych i społecznych, jak i na temat literatury, teatru i sztuki. Występuje w wielu rolach: socjologa, publicysty, wykładowcy, krytyka literackiego, redaktora i dramaturga. Obecnie pracuje z reżyserem Janem Klatą nad inscenizacją „Szewców" Witkacego. Jak przyznaje bez ogródek, chce walczyć o rząd dusz na lewicy.
Na czym polega fenomen Sławomira Sierakowskiego? Cezary Michalski, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika", mówi, że w życiu politycznym i ideowym zawsze co jakiś czas pojawiają się postaci, które wyznaczają nowe trendy i skupiają wokół siebie żywe środowisko. Taką osoba jest według niego Sierakowski, który nie ma konkurencji wśród 30-latków. Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny prawicowego „Nowego Państwa", rówieśnik Sierakowskiego, wyjaśnia, że środowisko „Krytyki Politycznej" wypełniło pewną istotną lukę. - Potrzeba takiego stylu myślenia będzie istniała zawsze.
W tym sensie pojawienie się lewicy odwołującej się do takich wartości, jak wolność, równość, sprawiedliwość społeczna, rewolucja obyczajowa, jest w Polsce nieuchronne - przekonuje. Szef „Nowego Państwa" przestrzega środowiska prawicowe i konserwatywne przed zbyt wielkim otwieraniem się na nową lewicę. - Dyskusja z Sierakowskim skończy się tak, jak skończył się dialog między katolicyzmem otwartym a lewicą laicką przed 89 r. Prawica, niepewna swojej tożsamości, zrezygnuje ze swoich wartości i zacznie „mówić Sierakowskim". To bardzo realne zagrożenie - przestrzega.
***
Czy Sławomira Sierakowskiego należy się bać? I tak, i nie. Jak powiedział Igor Janke, publicysta „Rzeczpospolitej", środowisko „Krytyki Politycznej" to coś zupełnie bezprecedensowego na polskim rynku idei.
I ta świeżość oraz fakt, że Sierakowski jest postacią bardzo medialną, powodują, że jest skazany na sukces. Sierakowski bardzo dobrze wygrywa swój lewicowy radykalizm, wykorzystując narzędzia, jakich dostarcza mu świat, z którym walczy. Bo jego głównym wrogiem jest, jak to określa, „konsens liberalno-demokratyczny".
W tym sensie jego diagnoza rzeczywistości jest bardzo bliska diagnozie braci Kaczyńskich, których zresztą ceni za skuteczność. Oni także podważają obowiązujący dotychczas dogmat jedynie słusznego modelu demokracji liberalnej. Sierakowski chce wprowadzić trzeci, obok liberalnego i konserwatywnego, język do debaty publicznej. I, jak na razie, powoli mu się to udaje. Radykał, rewolucjonista, który publikuje książki lewicowych myślicieli komentujących Lenina, odwołujący się do tradycji religijnej, przez dokonanie rewolucyjnej i politycznej interpretacji postaci św. Pawła, zostaje - w opinii wielu - oswojony przez wejście do głównego nurtu debaty publicznej.
Rzecz w tym, że jest na odwrót. To Sławomir Sierakowski oswaja znudzonych rytualną debatą polskiego grajdołka redaktorów największych mediów i dzięki ich życzliwości może wprowadzać idee i pomysły, które parę lat temu były jeszcze nie do pomyślenia. I mimo że na razie jego oddziaływanie jest w dużej mierze ograniczone do świata akademickiego i sfery mediów, jest potencjalnym zagrożeniem dla młodej, ideowej prawicy, której po prostu nie ma. Na razie jest atrakcyjnym medialnym rewolucjonistą.
Wkrótce może wygrywać kolejne bitwy o umysły młodych, zbuntowanych i niechętnych rządzącej prawicy Polaków. A jest ich coraz więcej. Dlatego warto mu się uważnie przyglądać. Bo pod miłą powierzchownością lewicowego myśliciela kryje się realne zagrożenie. Zachwycając się jego skutecznością i inteligencją, trzeba pamiętać, że jego celem jest zrobienie w Polsce tego, czego w Hiszpanii dokonał Zapatero.
(artykuł pojawił się "Gościu Niedzielnym" nr 26/1 lipca 2007)



Komentarze
Pokaż komentarze (77)