Od jakiegoś czasu nie piszę w salonie ale się przyglądam wpisom autorów z różnych stron sceny politycznej. To, co razi, to plemienne traktowanie polityki.
Pisząc "plemienne", mam na myśli traktowanie świata polityki jak kibicowanie drużynom piłkarskim z różnych klubów. Jednak wygląda to, nie na kibicowanie kibiców cywilizowanych ale kibiców zaślepionych miłością do klubu, którzy - nawet wtedy gdy ich drużyna zawodzi - są w stanie "spuścić manto", za to, że ośmielają się wypowiedzieć głośno niekorzystny wynik meczu swojej drużyny.
O dziwo dotyczy to nie tylko świata blogerów, ale samych polityków i dziennikarzy.
Już nas nie dziwią określenia w stosunku do:
- dziennikarzy: "pisowskie lizusy", czy "dziennikarze reżimowi".
- polityków: wyznawcy Kaczyńskiego
- wyborców: moherowe berety, kościół turuński i łagiewnicki
- premierów: ja wiem ale nie powiem ( zastrzeżenia w stosunku do SIkorskiego )
- uczciwości politycznej: "afery nie było"
W rozwoju naszej demokracji przeszliśmy do okresu polityki plemiennej albo kibolskiej. Gdzie racjonalne argumenty nie są istotne, nie są istotne sprawy dotyczące nas samych, a więc Polaków i Polski. Isatotne zaś stało się obrzucanie pyskówkami i robienie propagandy na dużą skalę w warstwie medialnej.
Ważne stało się, czyja drużyna wygra mecz, chociażby nawet za cenę zagłady stadionu lub Polski.
Po raz pierwszy od jakiegoś czasu nie mam ochoty włączać telewizora, czytać gazet i zajmować się polityką, a zamiast tego chcę się udać na "wewnętrzną emigrację" od polityki.
Już wszystko w naszej demokracji jest wiadome. Kto jest "cacy", a kto jest "be". Po co wybory? Partia zawsze słusznych racji powie Ci co jest dla Ciebie lepsze drogi narodzie. Cieszcie się więc ludziska bo macie od kilku lat w Polsce igrzyska.. .



Komentarze
Pokaż komentarze (1)