czy świat morderców, łajdaków i złodziei trzeszczy w posadach?
W USA zdarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał - wszystko wskazuje na to, że neokonom odcięto ryj od koryta. Że odcinanie ryja jest bolesne, świadczy kwik jaki niesie się i zza oceanu - i z całego cywilizowanego świata cywilizowanych ludzi. "Obrońcy demokracji pogrążyli się w kwiku", chciałoby się pojechać szyderą - ale sprawa jest naprawdę poważna. Następuje jakaś zmiana biegunów - następnym polem doświadczalnym zapewne będzie Francja. Można też zaryzykowac twierdzenie, że - przy wszystkich wątpliwościach, jest to zmiana pozytywna. Cokolwiek się wydarzy, jakie błędy i zaniechania popełni nowy prezydent, z całą pewnością świat od dziś jest już inny i nie da się tego latwo odwrócić.
Nawet - co wisi w powietrzu - przez rozpętanie w Stanach masowych protestów i wprowadzenie stanu wyjątkowego - w następstwie czego np zablokowanie zaprzysiężenia nowego prezydenta i przekazania władzy. To jest oczywiście możliwe, ludzie którzy zrobili 11.09 i podpalili pół świata obracając go w ruinę, a teraz przymierzają się do podpalenia drugiej połowy - mogą to zrobić bez drgnienia powieką. Tylko że teraz, po wyborach, gdy obywatele poczuli, że możliwa jest zmiana - spotka się to z potężnym oporem, również zbrojnym. Skutkującym światowi neoliberałów nie tylko odsunięciem od władzy, ale również wysoce prawdopodobnym odsunięciem od życia. Dlatego te wybory robią tak wielką różnicę. Gdyby wygrała Hilaria Rosenberg Rodham, ludzie wzruszyliby z rezygnacją ramionami, splunęli - i przeszli nad tym do porządku dziennego, wychodząc z założenia, że nie warto kopać się z koniem. Tymczasem po zwycięstwie...to już nie jest oczywiste, że nie warto spróbować - skoro raz się udało...
(miałem kiedyś konia - w początkowej fazie naszego pożycia próbował mnie kopnąć. Ćwiczyłem wtedy karate kiokushinkai, więc - uchyliwszy się, oddałem mawashi geri chudan, celnego i soczystego. Trzeba było zobaczyć to pełne uznania zaskoczenie w jego oczach...)
Przypomnijmy sobie jak to wyglądało u nas, przy okazji wyborów najpierw prezydenckich, później parlamentarnych. Przypomnijmy sobie świat za czasów rządów Tuska i jego bandy grabieżców, przypomnijmy sobie późniejszą euforię po kolejnych zwycięstwach i przejęciu władzy przez PIS. Euforia miała oczywiście wiele odcieni, często była to euforia, powiedzmy....zdawkowa. Wiele osób zdawało sobie i nadal zdaje sprawę, że PIS to jedynie mniejsze zło, jest powiązany dziwnymi układami ze środowiskami tradycyjnie od stuleci nam wrogimi. Kieruje się niejasnymi motywami. W samej partii jest wiele podziałów. Wszystko to prawda - ale nie sposób nie zauważyć, że po przejęciu sterów i kilku przynajmnie posunięciach obecnych władz nic już nie będzie takie jak było.
Jest takie znane doświadczenie, okrutne, ale symptomatyczne: mysz wrzucona do wiadra z wodą, tonęła po ok 15minutach. Jednak jeżeli podano jej (na chwilę-zaraz potem odebrano) deseczkę - pływała później przez kilka godzin. Taka jest siła nadziei, nawet płonnej. Gdy pojawia się cień szansy na sukces, siły zwielokrotniają się - dotyczy to oczywiście wszystkich istot, ludzi też.
Więc bardzo trudno zapędzić stado z powrotem do klatki, gdy już się z niej wydostało - trudniej, niż stado w owej klatce utrzymać.
Więc gdy czytam tu i ówdzie, że eeeeeee, z tym Trumpem to nie wiadomo, może lepiej byłoby, gdyby wygrała Clinton, że Trump niepewny i że skoro przeszedł przez sito, to....itd
- to sobie przypominam tę narrację sprzed wyborów u nas: szczęśliwie nieliczna, ale zorganizowana grupa blogerów dokładała wszelkich starań, by przekonać kogo się da, że nie warto głosować, że to wszystko jest i tak ustawione, że wszyscy są źli i niewiarygodni - oczywiście za wyjątkiem samych piszących.
Porażająca głębia wiedzy o procesach społeczno-politycznych. Sztuka w sztukę urodzeni demiurgowie. (dwa ostatnie zdania, to sarkazm, podpowiadam)
Pora zrozumieć rzeczy podstawowe: żeby gdzieś dojść - trzeba wyjść za próg. Żeby przejść tysiąc mil - trzeba zrobić pierwszy krok. Żeby dokonać jakiejś zmiany - trzeba odważyć się o tym wcześniej pomyśleć. Żeby zebrać plon - trzeba zasiać ziarno - a wcześniej przygotować glebę.
Więc - podsumowując - cieszmy się tym, co jest. Jakkolwiek jest to dalekie od ideałów - jest krokiem w dobrym kierunku. Trzeba obserwować, uczestniczyć i - byle konstruktywnie - krytykować gdy nowa władza na to zasługuje.
Bo jak się tak nadmiemy i obrazimy na rzeczywistość, to nie wyjdzie nam nawet nasza wyniosła wieża z kości słoniowej.
Co najwyżej ... szczypior ... że posłużę się cytatem z samego siebie. Kępa zapomnianego zżółkłego listopadowego szczypioru.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)