"- Kiedy Jarosław Kaczyński ma do czynienia ze słabszym partnerem, to gra twardziela – to taki macho, który wtedy mówi, że nie popuści"
Słowa Donalda Tuska przeniosły mnie w czasy telewizyjnych negocjacji koalicyjnych. Ten pomysł, mający niewątpliwie pozytywną podbudowę i dobre założenie, spalił zupełnie na panewce. Przy włączonej lampce REC politycy nie mogli "normalnie" negocjować i był to wstęp do rozpadu jeszcze nie zawiązanej koalicji. Był to chyba pierwszy moment, w którym okazało się, że PiS chciał dobrze, ale mu nie wyszło. W kolejnych miesiącach mieliśmy okazję tak mówić nie raz.
Przypomniały mi się tamte negocjacje, bo wszyscy doskonale wiedzą, że to PiS dyktował wtedy warunki. W każdej płaszczyźnie. Chciał nawet wskazywać Platformie ich kandydata na Marszałka Sejmu. To Jarosław Kaczyński wtedy "grał macho" i ustami późniejszego premiera Marcinkiewicza na pytanie, czy oddają MSWiA odpowiadał "A". :)
Jasne wydaje się w tym przypadku, że kategoryzując w sposób przyjęty przez Donalda Tuska na okazję strajków pielęgniarek wychodzi nam, że PO musiała być ewidentnie słabszym partnerem w rozmowach koalicyjnych (procentowo różniło ich przecież bardzo niewiele), skoro PiS był tak nieugięty i stanowczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)