Głównym celem obecnego ataku na Kaczyńskiego jest próba skompromitowania polityki zorientowanej na realizację polskich interesów narodowych. Rządząca naszym krajem oligarchia najwyraźniej doszła do wniosku, że polską rację stanu czas już złożyć na śmietniku historii, ponieważ jest ona przeszkodzą w robieniu kolejnych geszeftów. Wtedy już bez obawy będzie można podpisać kontrakt gazowy z Rosją, entuzjastycznie zareagować na postępy w budowie Gazociągu Północnego, przyłożyć na smoleńskim śledztwie polsko-rosyjską pieczęć milczenia…
Rządząca naszym krajem polityczno-medialna oligarchia zgodnym chórem zareagowała na artykuł Jarosława Kaczyńskiego „Sojusznicy i wartości”, dotyczący polskiej polityki zagranicznej. Jej koryfeusze uznali, że tekst ten jest „przeciwko wszystkim” i „osłabia politykę zagraniczną kraju” (Sławomir Nitras); jest „szkodliwy dla istoty konstytucyjnej państwa” (Ryszard Kalisz) i „niezgodny z polityką państwa” (Grzegorz Schetyna), a więc „podważa polską rację stanu” (Monika Olejnik). Establishmentowi agitatorzy przekroczyli kolejną barierę. Ogłosili, że PiS i jego prezes prowadzą już nie tylko wojnę polsko-polską, ale właśnie na naszych oczach rozpoczęli wojnę z całym światem. I za zupełnie nieistotny uznali fakt, że propaganda ta nie ma nic wspólnego z tezami Kaczyńskiego.
Neoimperialna Rosja
Za najbardziej kontrowersyjny fragment tekstu prezesa PiS uznano stwierdzenie, że mocarstwa zachodnie nie reagują na neoimperialną politykę Moskwy. Problem w tym, że jest to zdanie prawdziwe. Przypomnijmy znaczenie tych słów. Imperializm to działania mocarstw, zmierzające do rozszerzenia wpływów politycznych, militarnych, gospodarczych i kulturowych na obszarach do nich nienależących.
Rosja jest tworem (post)imperialnym. Zdecydowana większość jej terytorium nie jest etnicznie rosyjska. Narody nierosyjskie znalazły się pod władaniem Moskwy bynajmniej nie z własnej woli. Kreml nadal siłą pacyfikuje niepokornych, np. narody północnego Kaukazu, czego przykładem jest ludobójcza polityka w Czeczenii. Nie ulega również wątpliwości, że Federacja Rosyjska rozszerza na obcych terytoriach swoje wpływy polityczne (np. Azja Środkowa, Zakaukazie, Ukraina i Polska), militarne (Azja Środkowa, Gruzja, Ukraina), gospodarcze (cały obszar postsowiecki i np. Polska, czego przykładem jest narzucanie nam niekorzystnej umowy gazowej), kulturowe (bardzo agresywna polityka historyczna, skierowana także przeciwko Polsce). Teza Kaczyńskiego jest więc jaskrawo prawdziwa.
Ciekawe jest co innego. Reakcja jego adwersarzy. Propagandyści Tuska stosują dobrze znany z czasów komunistycznych zabieg: manipulację semantyczną. Polega ona na tym, że zło wyrządzane nazywa się „dobrem”. W ten sposób ze złoczyńcy można zrobić „dobroczyńcę” i vice versa. I tak jak jeszcze trzydzieści lat temu sowiecki militaryzm nazywano „polityką miłującą pokój”, tak dziś polski establishment i jego poputczycy są „patriotami”. Mają zdecydowaną przewagę w przestrzeni medialnej, mogą więc sobie pozwolić na takie operacje na świadomości społecznej.
Koniec Pax Americana
Innym elementom diagnozy Kaczyńskiego również nie można zarzucić nieprawdy. Mocarstwa zachodnioeuropejskie pod przywództwem Niemiec zrezygnowały w ostatnich latach z polityki powstrzymywania rosyjskiego imperializmu. Przejawem tego było zablokowanie dalszego rozszerzenia UE i NATO na Wschód. Procesowi temu towarzyszyło stopniowe wycofywanie się USA z Europy, a przede wszystkim z jej regionu środkowo-wschodniego, czego symbolem była rezygnacja z budowy elementów tarczy antyrakietowej w Czechach i Polsce.
Każdy, kto zna historię ostatniego stulecia, wie, że przez ostatnie 65 lat pokój na Starym Kontynencie był możliwy tylko dzięki polityczno-wojskowej obecności USA. Dlatego też jest oczywiste, że musi niepokoić słabnące zaangażowanie Waszyngtonu w sprawy europejskie. Reorientacja polityki amerykańskiej jest szczególnie niekorzystna dla Polski. Wpływa bowiem bezpośrednio – i to negatywnie – na naszą pozycję międzynarodową. Po 11 września 2001 r. byliśmy jednym z najważniejszych europejskich sojuszników Ameryki. Wskutek tego nasza pozycja międzynarodowa była wyższa, aniżeli to by wynikało z realnego potencjału militarnego czy gospodarczego. Wycofanie się Ameryki z Europy Środkowo-Wschodniej oznacza osłabienie Polski na arenie międzynarodowej.
Amoralny koncert mocarstw
Z polską racją stanu nie do pogodzenia jest również tzw. koncert mocarstw. Z uwagami Kaczyńskiego w tej kwestii także można się tylko zgodzić.
Polityka koncertu mocarstw oznacza, że na naszym kontynencie rządzić mogą wyłącznie mocarstwa (Niemcy, Rosja, Wielka Brytania, Francja i ewentualnie Włochy). Kraje małe i średnie (a więc i Polska) mają siedzieć cicho. Dyktatowi najsilniejszych sprzeciwiamy się nie tylko dlatego, że marginalizuje on rolę naszego kraju. Jego konsekwencje są o wiele poważniejsze. Grozi on bowiem zawaleniem się całej konstrukcji integracji europejskiej. Wspólnoty powołano do życia po to, aby wyeliminować koncert mocarstw, który słusznie uznano za jedną z przyczyn destabilizacji dwudziestowiecznej polityki europejskiej i w konsekwencji dwóch katastrofalnych wojen światowych. Integracja jest niekonfrontacyjnym modelem stosunków międzynarodowych. Model konfrontacyjny obowiązujący do połowy wieku XX polegał na tym, że silniejsze państwa realizowały swoje interesy kosztem słabszych; aby ktoś mógł zyskać, ktoś musiał stracić. Metoda wspólnotowa zamiast konfrontacji preferuje kooperację. Dzięki integracji każdy z jej uczestników jest beneficjentem stosunków międzynarodowych. Ostatnie półwiecze udowodniło, że możliwe jest wspólne realizowanie interesów narodowych.
Niestety, czas sielanki międzynarodowej się kończy. Od mniej więcej dekady mocarstwa europejskie, przede wszystkim Niemcy i Francja, renacjonalizują swoją politykę zagraniczną. Przedkładają partykularne narodowe interesy ponad dobro wspólnoty. Zwolennicy integracji coraz częściej krytykują egoizm mocarstw i zwracają uwagę na ich niszczący wpływ na struktury europejskiej współpracy. W Polsce zwraca na to uwagę Kaczyński postrzegany jako ultranacjonalista, a bagatelizuje Tusk – wczoraj euroentuzjasta, a dziś przyjaciel Merkel i Putina.
W imię oligarchicznych interesów
Nikt do tej pory nie zauważył, że Kaczyński jest odsądzany od czci i wiary za wystąpienie, które w stu procentach jest zgodne ze strategią polityki zagranicznej III Rzeczypospolitej. Jej bowiem główne filary to: rozprzestrzenianie wolności i demokracji na Wschodzie oraz dalsze rozszerzenie UE i NATO (co równa się powstrzymywaniu imperializmu moskiewskiego), aktywna polityka regionalna (Polska jako środkowoeuropejski lider), strategiczny sojusz z Ameryką. Kaczyński w swoim tekście zawarł tylko to, co w swoich exposé wygłaszali polscy premierzy od Olszewskiego po Tuska, i co jak mantrę co roku w wystąpieniach przed Sejmem powtarzali kolejni ministrowie spraw zagranicznych. I dziś zbiera za to cięgi od architektów III Rzeczypospolitej. Nie kto inny jak były premier Mazowiecki zarzucił mu „demontowanie konsensusu ws. polityki zagranicznej”.

Rzecz w tym, że obecny establishment nigdy otwarcie nie unieważnił dotychczasowej strategii dyplomatycznej i nie ogłosił nowej, wokół której mogłoby dojść do konsensusu. I nie ma się czemu dziwić. Tusk musiałby bowiem przyznać, że Polska bagatelizuje rosyjski imperializm, godzi się na wycofywanie Ameryki ze Starego Kontynentu, akceptuje dyktat mocarstw (w tym przede wszystkim Niemiec) w UE, wycofuje się z aktywnej polityki regionalnej oraz ma za nic wartości w stosunkach międzynarodowych. Taki coming out nie wyszedłby mu na dobre mimo wsparcia medialnych klakierów. Polacy zrozumieliby bowiem, że ich premier nie jest żadnym maczo, na jakiego się konsekwentnie kreuje, lecz chłopcem na posyłki, antyszambrującym u drzwi międzynarodowego salonu.
Głównym celem obecnego ataku na Kaczyńskiego jest więc próba skompromitowania polityki zorientowanej na realizację polskich interesów narodowych. Rządząca naszym krajem oligarchia najwyraźniej doszła do wniosku, że polską rację stanu czas już złożyć na śmietniku historii, ponieważ jest ona przeszkodzą w robieniu kolejnych geszeftów. Wtedy już bez obawy będzie można podpisać kontrakt gazowy z Rosją, entuzjastycznie zareagować na postępy w budowie Gazociągu Północnego, przyłożyć na smoleńskim śledztwie polsko-rosyjską pieczęć milczenia…
Krzysztof Rak



Komentarze
Pokaż komentarze (7)