Contra
Chciałem tu pomówić o czymś oryginalnym, ale doprawdy stopień lokajstwa obecnych władz RP wobec Moskwy zatyka dech w piersiach. Odczuwam to bardzo mocno. Także jako podeptanie godności narodowej, wyparcie się honoru. Wszelako można się było tego spodziewać. Rząd Mazowieckiego był najwierniejszym sojusznikiem ZSRR aż do kresu tego tworu. A tamte czasy wracają. Tu nie chodzi tylko o Smoleńsk, lecz o zgoła wszystko. Okazuje się, że prosowieckich pomników nie możemy bez zgody Moskwy nawet przesuwać. Obecna Polska to nie potężna Estonia – kraj naprawdę suwerenny. O oddanie posowieckich posiadłości w Warszawie też zbytnio nalegać nie wypada. Spadek popytu może skłoni Gazprom do pewnych (tylko pewnych) ustępstw. Ze względów handlowych. Ale ofensywa Rosji na Europę, dążenie do unieszkodliwienia instytucji transatlantyckich trwa. Ostatnio Sarkozy opowiedział się za „nową europejsko-rosyjską przestrzenią bezpieczeństwa”. Niebawem zapewne poprze go Warszawa. Absurdalnie szkodliwy priorytet (!) dzisiejszego NATO – umocnienie związków z Moskwą – już został radośnie przyjęty przez rząd Tuska. Historia ukazuje, jak władze rosyjskie traktują padających przed nimi na kolana. Jeszcze się przekonamy, ile to kosztuje. Będziemy przedsionkiem odbudowywanego imperium. Nasze media, przepełnione „przyjaciółmi Rosji”, z werwą potępiają nazywanie rzeczy po imieniu. Chcą beztrosko, idiotycznie „ocieplać” się z Moskwą. Jak na wasala przystało. W tej sytuacji każdy głos elementarnego rozsądku, niechby opozycji, jest cenny. Wskazany. Potrzebny. Demonstruje, że niecała Polska uległa zbiorowemu szaleństwu. Mającemu także na celu przypodobanie czy też przysłużenie się potężnym zachodnim wielbicielom Rosji. By być poklepanym po ramieniu przez władców Europy.
Odcinki
10 kwietnia
Sześć miesięcy minęło. Strasznych miesięcy. Niewiele wskazuje, by kolejne były lepsze. Także w sensie ogólnym, pozapolskim. Przetrzymać. Robić swoje. To oczywiste. Ale co „potem”? Jakie będzie to „potem”? Kiedy? – Jeśli kiedykolwiek nastąpi? 10 października mamy przynajmniej Dzień Papieski.
Lekcja etyki
Warto zrozumieć, że Partiula Obywatelska nigdy żadnego pomnika nie wzniesie. Jej priorytetem jest całkowita delegalizacja post factum prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Tak jakby jej nie było.
„Nowa Polska”
Już dość dawno temu napisano: „Swoją drogą dziwne jest, że B. Komorowski jako jedyny ze swej partii głosował za utrzymaniem WSI”. Zapamiętałem to, bo było to tylko jedno zdanie. Czy media zainteresowały się tą sprawą bliżej, czy fakt poparcia tej złowrogiej instytucji przez ówczesnego marszałka zbadały bliżej, czy dziennikarze śledczy zakasali rękawy? Ależ skąd. Były zajęte rzeczami poważniejszymi: analizowaniem w 120 odcinkach psychiki Jarosława Kaczyńskiego, a potem reklamowaniem, jak się da, nowego Urbana. A teraz sucho informują o aktywności b. funkcjonariuszy owego bastionu PRL. Tymczasem w biuletynie jego weteranów „Pro Milito” jeden z oficerów pisał już w 2009 r.: „Tylko roztropnie Panowie, tylko z umiarem... Będą zmiany! Wracajcie do Nowej Polski, która na Was czeka. Wracajcie” (podaję za Aleksandrem Ściosem z „Warszawskiej Gazety”). No to mamy nowo-starą Polskę, z bardziej eksponowaną pozycją B. Komorowskiego. Wracają, wrócą. Ze sporą częścią PRL-u. I właściwie z błogosławieństwem mediów, które głupstwami się nie zajmują.
Wbrew nagonce
Dobrze, że Anna Fotyga wróciła jako rzecznik polityki zagranicznej PiS. Zrezygnowawszy z funkcji w Światowej Organizacji Handlu w proteście na uwagi B. Komorowskiego o Gruzji i Lechu Kaczyńskim. Anna Fotyga została wdeptana w ziemię przez media wszystkich opcji. Notabene, w bardzo eleganckim stylu. Miałem okazję dłużej rozmawiać z p. minister i poznałem jej wielką fachowość i kompetencje. Z pełną odpowiedzialnością twierdzę, że byłaby (znów) lepszym szefem MSZ niż Sikorski tudzież panowie Zalewski i Kowal, wbrew pozorom coraz mniej różniący się między sobą. Byłaby lepsza przede wszystkim dla polskiej racji stanu. Może wskazany byłby większy luz, uśmiech w kontaktach dyplomatycznych. Ale bynajmniej nie wdzięczenie się do nienawidzących jej mediów. Anna Fotyga przede wszystkim „odczerwieniłaby” ministerstwo, które Sikorski – wbrew dawnym deklaracjom – z powrotem „ufachowia”.
Antychrześcijanizm
Jaki tam „antyklerykalizm”. Tu chodzi o zmasowany atak na chrześcijaństwo, jedyną religię, którą można poniewierać (A. Besanćon). To, że polska hierarchia z różnych względów nie jest w stanie sprostać wielkiej próbie, to tylko dodatkowy powód do zmartwienia.
Świat
Publiczna obecność krzyża razi. Publiczne wpychanie ludziom przed oczy ekshibicjonistów-dewiantów i ich parad musi obowiązkowo zachwycać. To jest ta „wielka zmiana”, oczko w głowie m.in. P. Skwiecińskiego.
Wice Mojżesz
B. Komorowski odwiedził Ukrainę. I stwierdził, że zmierza ona w kierunku UE. Dzień później tamtejszy parlament przyjął rezolucję, że do żadnej Unii Ukraina nie chce. Głowa państwa RPRL odnotowała kolejny sukces.
Zagrywka
Cały nagle wybuchły tumult z dopalaczami jest tak grubą nicią szytą zagrywką PR, że tylko mało rozgarnięci mogą tego nie dostrzec. Na czas debaty (?) budżetowej jak znalazł.
Gwiazda medialna
Znając tę epokę i wymowę/efekty owej piosenki, popisy p. Migalskiego (i innych) z „Give PiS a chance” określiłbym nie tylko jako infantylne, ale i idiotyczne. Inne działania tego pana – próba pyskówki z Palikotem, stringi itd. – też stały na wysokim poziomie. Niech pan, panie Migalski, założy z K. Marcinkiewiczem nową partię. Ludzie poważni powinni się łączyć. Na razie życzę owocnego obławiania się finansowego w Brukseli. PS. O ile oczywiście nie uważa Pan, że mógłby jeszcze bardziej zaszkodzić PiS. Może teraz „list otwarty” skierowany wprost na Czerską bądź do TVN?
Wykluczeni
Owszem, są wykluczeni. Wykluczony jest wstyd, honor, przyzwoitość, patriotyzm, pamięć, pojęcie prawdy. Coraz bardziej wykluczana jest historia, a także autentyczna demokracja, wolność poglądów i słowa. Polskość jako taka oraz katolicyzm będą wykluczane stopniowo. PS. Parlament Europejski właśnie modeluje właściwe sumienie lekarzy (aborcja). A długo mówiono, że takimi sprawami w ogóle nie będzie się zajmował. Mówiono tak, chociaż ideologię homoseksualistyczną propaguje od dawna.
Nieco inaczej
Niemal uprzedzałem, że zajmę się sprawami bardziej ogólnymi. Toteż pominę nawet żenujący festiwal reklamowania Palikota. Wszyscy, zgoła wszyscy, używają wobec tego Urbana-bis coraz bardziej eufeministycznych określeń, aż po wielce pochlebne („Palikot jako spadkobierca tradycji Witolda Gombrowicza”). Osobiście zlot bezmózgich Wojewódzkich całkowicie bym zignorował. Także w druku.
Bolszewik
Pomijanie przy omawianiu filmu „Wall St. 2” Stone’a, że chodzi o propagandzistę zgoła komunistycznego, twierdzenie, że „tworzy kronikę naszych czasów” przy wymienianiu załganych do cna filmów anty-dokumentalnych, to kompromitacja. Jest wstydliwie zasmucające, że to „GWyborcza” nazwała twórcę hagiografii Castro i Cháveza „lewackim propagandzistą”. Film „Nixon” był totalnym paszkwilem prezentującym prezydenta (który nie jest moim bohaterem) w każdym szczególe inaczej od tego, jakim był. „Pluton” ma odsłaniać kulisy wojny wietnamskiej! Boże drogi! Itd. Zapewne planowany film „obalający” fałszywie negatywny wizerunek Stalina określi się jako „kontrowersyjny”. Nie odczuwam w stosunku do Stone’a sentymentu, ale jak najgłębszą pogardę.
Totalitaryzm
„Rzeczpospolita” promuje nową atrakcję: serię pn. „Muzyka, która zmieniła świat”. Czemuś bez niezbędnego dopełnienia „na lepsze”. Lennon jest tak honorowany, że aż oddzielony od Bitlesów. Mam nadzieję, że pieśń „Dajmy komunistycznym zbrodniarzom szansę” tudzież „Rewolucja” w kolekcji się znajdą. No i „Imagine”. Niepełne tłumaczenie tej piosenki: „Wyobraź sobie, że nie ma nieba... Na dole nie ma piekła... Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie żyją dniem dzisiejszym... że nie ma państw... ani niczego, za co warto zabijać lub umierać... Ani religii... ani własności... Nie ma chciwości ani głodu. Panuje braterstwo”. A. Kołakowska pisze w tomie „Wojna kultur” („Teologia polityczna”, 2010); wiele z pomieszczonych esejów w tej bodaj najświetniejszej książce publicystycznej ostatnich 20 lat powinno stać się lekturą obowiązkową, (zwłaszcza polityków PiS-u): „Przyznaję, że wolałabym w ogóle nie wyobrażać sobie wszystkich ludzi naraz. A jeśli muszę, to wolę pojedynczo, indywidualnie (...) postrzeganie ich jako całości, i to abstrakcyjnej niesie samo w sobie daleko idące konsekwencje. A wyobrażenie sobie wszystkich ludzi w takim właśnie utopijnym świecie budzi grozę. Nie [tylko] dlatego, że wizja świata bez państw i bez religii, bez wartości, za które warto zabijać lub umierać, bez nieba i piekła, bez własności jest wizją przerażającą. I nie tylko dlatego, że dreszcz przeszywa na myśl o tym jak – to znaczy za pomocą jakich represji – taką utopię wbrew naturze ludzkiej można by (hipotetycznie) wprowadzić i kto by ją utrzymywał. Wizja ta budzi grozę także dlatego, że zdaje się być szeroko podzielaną aspiracją XXI wieku, szczególnie w nowej [tj. unijnej] Europie”. „Poprawność polityczna wyrosła z tej samej utopii i na tym samym gruncie, amerykańskiego ruchu protestu dzieci-kwiatów lat 60. Ma wiele wspólnego z innymi ruchami, modami i ideologiami, które też z tej utopii czerpią: m.in. z feminizmem, antyglobalizmem, ekologią i filozofią New Age. Jest tak samo abstrakcyjna i tak samo bezmyślna. (...) Wszystkie wypowiedzi i działania, zakazy, nakazy, zarzuty i mody, które określamy jako politycznie poprawne, z tej właśnie wizji czerpią inspirację”. Jeszcze: „Od [infantylnego] początku nie tylko wymagała ogłupienia, lecz uznawała ogłupienie za coś szlachetnego”. I jeszcze: „Jest to wizja ostatecznego zwycięstwa ideologii nad zdrowym rozsądkiem i rozumem, nad językiem i historią, nad nauką i faktami – nad człowiekiem i wolnością. Innymi słowy, zwycięstwo totalitaryzmu na skalę światową”.
Agnieszkę Kołakowską będę jeszcze cytował i cytował. A jednym z najgłupszych zdań, które zapamiętałem, było I. Jankego: „Poprawność polityczna zrodziła się ze szlachetnych intencji”.
Nie zamawiaj!
W „Rzeczpospolitej” p. Paulina Wilk roztkliwia się nad książką feministyczną. Przed pozycjami opatrzonymi winietką „Rz” ze słowami „Zamów teraz” z całego serca (i umysłu) przestrzegam. Kiedyś w dawnym „Dzienniku” pomieszczano spis najważniejszych książek gender przygotowany przez J. Żakowskiego. Może organ P. Lisickiego tą cenną listę przedrukuje?
Fikcja i rzeczywistość
Jeszcze raz powtarzam: żadnych ataków rakietowych na Iran nie będzie. Mówi się o tym bezpodstawnie już od lat. Zdumiewa jakaś irracjonalna pobłażliwość dla tamtejszego reżimu. Zwłaszcza w obliczu bezprecedensowych przestróg USA przed podróżami do Europy. Alarmów we Francji. Stanu wzmożonej czujności w W. Brytanii. Tym należy się niepokoić. Właśnie w Pakistanie siły koalicji wyeliminowały grupę islamistów – obywateli Niemiec i W. Brytanii. A w Jemenie zostały zaatakowane cele zachodnie, bynajmniej nieamerykańskie. Polityka wymaga patrzenia w nieco odleglejszą przyszłość. W Afganistanie zginęło m.in. pięciu Gruzinów i już 340 Brytyjczyków. Nie tylko my poświęcamy żołnierzy w sprawie, która jest i będzie coraz bardziej gardłowa. Wznoszenie okrzyków: pokój, tylko pokój (jednostronny), to przejaw krótkowzrocznej naiwności.
Pomoże?
W numerze pomieszczam tekst zahaczający nieco o wybory amerykańskie. Obawiam się, że kolejne numery „zamerykanizuję” jeszcze bardziej. Tu napomknę o zmianach w Białym Domu. Po dwóch latach są po części zrozumiałe, ale obserwujemy prawdziwy exodus. Oprócz „ministrów gospodarczych” odchodzi szef Rady Bezpieczeństwa, gen. James Jones, który (jak przewidywałem) okazał się politycznym zerem. Ma podobno odejść główny doradca Obamy. A skrajnie bezwzględny, wielce ideologicznie upartyjniony szef sztabu Rahm Emanuel zechciał zostać burmistrzem Chicago. Pewno godnie będzie kontynuował rządy skorumpowanej dynastii Daleyów. Do tego towarzystwa pasuje i Obama, o którym mówi się, że rządzi krajem w stylu osławionej „machiny chicagowskiej”. Czy 2 listopada nastąpi republikańskie tsunami? Nadal dmucham na zimne, ale stan wśród Demokratów oddaje nieco fakt, że o „największym sukcesie”, tzw. reformie zdrowotnej (ponad 60 proc. Amerykanów jest dziś przeciw niej), starają się w ogóle nie mówić. A w sprawie obniżki podatków Busha nie zabrali przed wyborami głosu, pozostawiając wyborców w niepewności. Tak są skłóceni. Póki co, z pomocą Demokratom wyruszyła w teren ekipa Comedy Central. Zaangażowana.
Naród radziecki
Dyrektor Warszawskiego Festiwalu Filmowego określa Pałac Stalina „darem narodu radzieckiego” (poważnie). Nie dodaje wszakże „spontanicznym”. Ale rzeczywiście, Warszawa nie zbudowała dotychczas nic lepszego, moskiewskiego. Chciałbym naprawdę (choć szanse ma małe), by „Sławek” Bielecki został prezydentem stolicy. PS. Moja wręcz żywiołowa niechęć do festiwali filmowych bezustannie rośnie. Nie tylko pod wpływem B. Hollender i stacji Planete.
Nie warto
W ostatnim numerze „Nowego Państwa” prof. Ryszard Legutko dotknął w wywiadzie kwestii dla mnie podstawowej. Parafrazując: z „nimi” nie warto dyskutować, próbować przekonywać itd. Dodam od siebie, że już na pewno nie w stylu: „droga Dominiko, czy nie rozumiesz, że...”. Rozumie. Ale działa w złej wierze.
Tępi, nachalni
Pyszne określenie Marka Króla: „postępaki”. Tak. Nawet jeśli wygrają, pozostaną tępakami. Dopóki autentyczna polska inteligencja nie wymrze. Choć jest nadzieja, że przynajmniej częściowo zostawi godnych siebie potomków.
Istnieje, przeważa
Paraliżująco postępowa stacja Planete pyta: „Co tak naprawdę istnieje?”.Odpowiadam: głupota. Czyli m.in. stacja Planete.
Jacek Kwieciński



Komentarze
Pokaż komentarze (3)