Upolitycznienie TVP to problem numer 1. Innym poważnym zagrożeniem jest klasa ludzi, którzy wprowadzają swoich kolegów do firmy i zatrudniają na wysokich stanowiskach. W ten sposób zniszczono zdrowy system awansu zawodowego, a instytucja skazana jest na ludzi, którzy nie mają wiele wiedzy ni kompetencji, za to bywają podwiązani do partii rządzącej.
Właśnie dotarła do nas informacja, że Jacek Karnowski ma być odwołany z funkcji szefa Wiadomości TVP. Informator „Gazety Wyborczej”, powołując się na plotki krążące na Woronicza, twierdzi, że decyzja zapadnie we wtorek, 12 października (tekst powstał 8 października) podczas zebrania zarządu, i że miejsce Karnowskiego zajmie Jacek Snopkiewicz. Karnowskiemu zarzuca się, że „Wiadomości stały się rzecznikiem interesów PiS”, a w czasie kampanii „sztabem wyborczym Jarosława Kaczyńskiego”. Z podobnych przyczyn pracę stracić może Piotr Kraśko i Danuta Holecka. My także wybraliśmy się na Woronicza, aby posłuchać, co jeszcze mówi się w TVP? Jak informacja „GW” ma się do zapewnień p.o. prezesa TVP Włodzimierza Ławniczaka, że czystek w telewizji nie będzie i kto korzysta z głoszonej przez niego zasady „każdy ma prawo do drugiej szansy”?
Gdy nastał Kwiatkowski
Kiedy zapytałam mojego pierwszego rozmówcę, kto dziś rządzi telewizją publiczną, otrzymałam mało optymistyczną odpowiedź: „chaos, marazm i apatia”. „Z pewnością – ciągnął mój informator – nie jest to kreatywność ani rachunek ekonomiczny, ani też misja. Odkąd realizacja programów została wyprowadzona na zewnątrz, władza znalazła się tam, gdzie program i wielkie pieniądze – na zewnątrz TVP, w firmach, które produkują filmy, znane programy studyjne i seriale. Poza kontrolą zmieniających się często prezesów, dyrektorów anten, niby-decydentów. Tyle że owe dwie siatki – polityczna i ekonomiczna – nakładają się na siebie, bo kontrakty na realizację produkcji zawiera się zwykle ze znanymi od lat partnerami – sojusznikami partyjnymi czy biznesowymi. Przykładem może być tutaj historia firmy Lwa Rywina Heritage, która przez lata realizowała dużą część produkcji filmowej TVP. Tak działa ten system”.
Moi rozmówcy zgadzali się co do kilku punktów. Jeszcze na początku lat 90., w okresie wielkich przemian, było mnóstwo nadziei, że sprawy zmierzają we właściwym kierunku. Nasza telewizja publiczna rozwijała się, produkowała sporo programów misyjnych, edukacyjnych, społecznych, kulturalnych, dla dorosłych i dzieci. Zaczęła być lepiej finansowana, atrakcyjniejsza, cieszyła się coraz większą popularnością, stała się miejscem, gdzie koncentrowało się to, co w telewizji najwartościowsze i najlepsze. Ale 10 lat temu, kiedy prezesem został Robert Kwiatkowski, który dziś uchodzi za eksperta medialnego, wszystko się zmieniło. Nowy prezes zreformował całą strukturę TVP, skutkiem czego z redakcji, miejsca, w którym powstaje zaczyn programu, zaczęli znikać dziennikarze. Zostali ostatecznie relegowani do tzw. agencji, które nie mają żadnych możliwości decyzyjnych ani finansowych. I dziś krążą pomiędzy urzędnikami funkcyjnymi Jedynki czy Dwójki, proponując swoje programy, często bezskutecznie, bo programy kontraktuje się na zewnątrz.
W ciągu ostatnich 20 lat na Woronicza – wskutek wyników wyborów parlamentarnych i prezydenckich – wielokrotnie lądowały desanty nowych ekip politycznych. Ale myliłby się ktoś, kto by sądził, że każda następna pozbywała się poprzedniej i kompletowała nowy zespół. Ten proces dotyczył jedynie decydentów z najwyższej półki. Generalnie, pracownicy administracyjni poprzednich ekip pozostawali, przyjmowano nowych, administracja pęczniała. A ponieważ równocześnie zwalniano dziennikarzy, zmieniała się struktura zatrudnionych. Jedną z pierwszych decyzji Roberta Kwiatkowskiego było zwolnienie 600 dziennikarzy i ponad 1000 reżyserów, operatorów, scenografów, montażystów, czyli pracowników twórczych. Administracja pozostała nietknięta. W ten sposób liczba zatrudnionych w TVP pozostaje taka jak 10 lat temu, kiedy produkcja własna była ogromna, tyle że proporcje przechyliły się niebezpiecznie na rzecz urzędników.
Upolitycznienie i najazd TW
Oczywiście, wszystko to nie działo się bez przyczyny. Zwolnienia twórców były skutkiem przemian strukturalnych TVP, chodziło o to, żeby wyprowadzić produkcję z telewizji, co też zrobiono. Dziś decydenci prowadzą rozmowy niemal wyłącznie z firmami zewnętrznymi. Doszło do sytuacji, kiedy etatowy dziennikarz, choćby miał najciekawszy, najbardziej użyteczny społecznie projekt, nie jest w stanie go przeforsować. Bo to producent zewnętrzny, choćby droższy, choćby od niedawna zajmował się produkcją telewizyjną, podpisze kontrakt z decydentem TVP. I nikt nie sprawuje nad tym procederem żadnej kontroli. „Odnoszę wrażenie – kończy mój pierwszy rozmówca – że kolejne ekipy nie do końca mają świadomość, co się tutaj dzieje. A kiedy już nabiorą wiedzy i doświadczenia, przychodzi nowa ekipa, uczy się wszystkiego od początku, czas mija, interes się kręci. A dziennikarze zatrudnieni w TVP są najbardziej upodloną grupą zawodową, nie mają żadnych praw, które przysługują administracji funkcyjnej, urzędnikom. Program, dziennikarze, misja, to dla dzisiejszych władz TVP jedynie kłopotliwy dodatek”.
Drugi z moich informatorów opowiada o innym zjawisku, prawdziwej pladze telewizji publicznej – o jej upolitycznieniu. „Jasne, że nowela do ustawy medialnej autorstwa PO została wprowadzona głównie po to, aby przerwać kadencję urzędujących władz w radiu i telewizji, czyli ze względów politycznych. W czerwcu, po odrzuceniu przez Sejm i Senat sprawozdania KRRiTV, p.o. prezydenta Bronisław Komorowski rozwiązał Krajową Radę. Upolitycznienie TVP to problem numer 1. Innym poważnym zagrożeniem jest klasa ludzi, którzy wprowadzają swoich kolegów do firmy i zatrudniają na wysokich stanowiskach. W ten sposób zniszczono zdrowy system awansu zawodowego, a instytucja skazana jest na ludzi, którzy nie mają wiele wiedzy ni kompetencji, za to bywają podwiązani do partii rządzącej”. I nie tylko partii. Spójrzmy na przypadek Sławomira Rogowskiego, od sierpnia członka KRRiTV z rekomendacji SLD, który – jak wynika z akt zgromadzonych w IPN – został w 1983 r. zarejestrowany jako TW „Libero”. Rogowski temu faktowi zaprzecza, jego oświadczenie lustracyjne bada IPN i jeśli zarzut się potwierdzi, czeka go proces.
Oto kolejna historia: szefem redakcji międzynarodowej TVP Info został Krzysztof Rogala, na początku lat 90. odsunięty od pracy korespondenta na Bałkanach. Udowodniono mianowicie, że zdarzało mu się przesyłać „korespondencje z Bałkanów”, nie ruszając się z fotela hotelowego w Szwajcarii. Skandal, zakaz pracy w telewizji i… nowe wraca.
Nie wystarczy kilku chałturszczyków
Spójrzmy na TV Polonia. W zamierzeniu miał być to kanał przeznaczony dla Polaków za granicą, integrujący język, treści, wartości – wspólnotę. Dziś pod kierownictwem Witolda Klewki nabrał zgoła innego charakteru. Nastawiony na sensację, pokazuje programy komercyjne, zdarza się, że z obyczajowego pogranicza. Patrz: magazyn „Polska 24”, gdzie można było zobaczyć historyjkę o polskich murarzach świadczących w Wielkiej Brytanii starszym paniom usługi seksualne. To niejedyny przypadek, w Polonii można znaleźć więcej takich programów. Zjawisko to – jak mówi mój informator – w jakimś stopniu wyjaśnia droga zawodowa Witolda Klewki. Zaczął jako korespondent Wiadomości w Moskwie, potem dyrektor radiowej Trójki, prowadzonej tak „skutecznie”, że słuchalność spadła do wartości przedtem nienotowanych, następnie dyrektor wytworni telewizyjnej ITV, produkującej soft porn, aby na koniec wylądować w TVP Polonia. Cóż za kariera!
Mego ostatniego rozmówcę pytam o misję w TVP, ostatecznie telewizji obywatelskiej, która ma swój etos, świetne odpowiedniki w świecie, swoje obowiązki i zadania. Czy kiedy wyprowadzono produkcję z TVP na zewnątrz, standard programów poszybował w górę czy wręcz przeciwnie? I oto, co usłyszałam: „Im bardziej wyprowadzano produkcje z telewizji, tym definitywniej znikała z niej misja. Nie wystarczy skrzyknąć znanego prezentera, kilku chałturszczyków, żeby zrobić dobry program studyjny, albo zaprosić paru posłów, którzy będą skakać sobie do gardła, aby powstał wartościowy program polityczny. A tak właśnie robią firmy zewnętrzne. Realizacja oryginalnego, wciągającego programu, w dodatku z przesłaniem, wymaga pomysłu, czasu, nakładów finansowych i pracy. Producenci z zewnątrz nie będą tego robić, bo są nastawieni na szybki i doraźny zysk. I w taki sposób z TVP, telewizji publicznej, znika misja. Na Woronicza słowo »misja« traktuje się z podejrzliwością, realizatorzy skrzętnie unikają go przy prezentacji nowego projektu, bo może okazać się pocałunkiem śmierci”. Jednak cała trójka moich informatorów – etatowych pracowników TVP – zgodnie twierdzi, że misja jest nie tylko obowiązkiem telewizji publicznej, ale i jej szansą na przetrwanie. Że taki nadawca, jak mówią przykłady z Wielkiej Brytanii, Francji, Austrii, może mieć swoją widownię, może być atrakcyjny, a nawet osiągać sukces komercyjny. Pod warunkiem oczywiście, że program będzie realizowany profesjonalnie, musi dysponować przyzwoitym budżetem i dobrą promocją. I zgodnie dodają, że zachowując dzisiejsze struktury redakcyjne, system realizacji programu poza TVP oraz zasady naboru kadr kierowniczych w Polsce na razie nie jest to możliwe.
Elżbieta Królikowska-Avis



Komentarze
Pokaż komentarze (3)