Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
3004
BLOG

FINANSE PAŃSTWA NA RÓWNI POCHYŁEJ

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Gospodarka Obserwuj notkę 14

Jeżeli w 2011 r. przekroczymy próg 55 proc. PKB długu publicznego – zostanie zawieszone prawo do emerytury dla osób zatrudnionych po przekroczeniu wieku emerytalnego. Także dla tych, które dorabiają do najniższych, w istocie głodowych świadczeń. To wszystko nas czeka po wyborach parlamentarnych – z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem (SGH), członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawiają Teresa Wójcik i Maciej Pawlak.

Rząd prezentuje wciąż pełny optymizm, tymczasem długi Polski rosną. Zaleją nas?

Dług finansów publicznych naszego państwa rzeczywiście powiększa się w zastraszającym tempie. Za umiarkowanym, przyzwoitym wzrostem PKB w br. nie idą proporcjonalnie większe wpływy podatków CIT. Przedsiębiorcy skutecznie unikają płacenia podatków, potrafią znaleźć i wykorzystać luki prawne, tak konstruować sprawozdania, aby płacić podatki formalnie najniższe z możliwych. Dlatego, choć produkcja rośnie, wpływy z podatków maleją. To jest poważna patologia. Państwo powinno poprawić przede wszystkim ściągalność podatków, skończyć z nieudolnością urzędów skarbowych. Pamiętajmy też, że poważnie wzrosło bezrobocie, nadal utrzymujące się powyżej 11 proc. A to oznacza spadek wpływu podatków od osób fizycznych. A także spadek wpływu składek emerytalnych, co z kolei przekłada się na wzrost deficytu w ZUS. Nawarstwienie tych kilku zjawisk powoduje, że dochody do budżetu maleją i rośnie zagrożenie załamaniem całego systemu finansowego państwa. Tak, jak to się stało w Grecji i Irlandii i pewnie czeka Portugalię oraz Hiszpanię.

Przede wszystkim należy zmniejszyć wydatki. Jeżeli chcemy utrzymać wzrost gospodarczy i jednocześnie zmniejszyć deficyt budżetowy – to lepszym rozwiązaniem jest zmniejszanie wydatków niż zwiększanie podatków. Po stronie wydatków osiągnięcia rządu są nader skromne.

Obniżenie wysokości składki emerytalnej przekazywanej do Otwartych Funduszy Emerytalnych i tym samym zmniejszenie deficytu ZUS to dobre rozwiązanie?

Zmniejszenie prowizji OFE z 7 do 3,5 proc. jest głęboko uzasadnione. Opłaty dla OFE były zbyt wysokie. Ale koncepcja, aby opóźnić czy wstrzymać na pewien czas przekazywanie składek z ZUS do OFE, nie jest właściwa. Naruszy to bowiem konstrukcję naszego systemu emerytalnego i podważy zaufanie przyszłych emerytów do tego systemu. Nawet więcej – obywateli do państwa. Okaże się, że nie mogą być pewni swojego statusu na starość. Dlatego bardzo sceptycznie podchodzę do pomysłów naruszenia spójności systemu emerytalnego, choć mam doń bardzo poważne zastrzeżenia, np. do zasady przymusowego wpłacania składki do OFE, czyli do instytucji prywatnych. Ale system ten istnieje już 10 lat i jest zgodny z prawem. Moim zdaniem, nie byłoby korzystne oszczędzanie na nim, nawet dla ratowania stanu budżetu i systemu fiskalnego. Trzeba znaleźć inne rozwiązania. Takie możliwości są i nawet mamy pierwsze próby.

Ile ZUS, a więc pośrednio budżet, mógłby zaoszczędzić na zawieszeniu przekazywania składki do OFE?

W skali rocznej dałoby to kwotę ok. 22 mld zł, o tyle więcej pozostałoby w ZUS. Ale – jak już powiedziałem – to nie jest dobre rozwiązanie. Rząd proponuje łagodniejsze uzyskanie oszczędności – do OFE tylko 2,5 proc. wynagrodzenia byłoby przekazywane w postaci obligacji emerytalnych, a reszta nadal w obligacjach skarbowych. Dałoby to oszczędności dla państwa, choć mniejsze, ale jednocześnie system emerytalny nie zostałby naruszony. Z tym że w dalszym ciągu oznacza to „majstrowanie” przy tym systemie, ponieważ obligacje emerytalne są znacznie mniej warte niż obligacje skarbowe, które są równorzędne gotówce. OFE mogą sprzedać obligacje skarbowe w każdej chwili – obligacje emerytalne mogą być wykupione w terminie wykupu, po trzydziestu latach. Rząd liczy na to, że obligacje emerytalne nie będą wliczane przez Komisję Europejską do długu publicznego, tak jak dzieje się to z obligacjami skarbu państwa. Dzieki temu dług ten znacznie się zmniejszy. Czy jednak KE zgodzi się na taką interpretację? Moim zdaniem – obligacje emerytalne też stanowią zadłużenie państwa.

Obietnica José Barroso, aby do deficytu i zadłużenia sektora finansów publicznych nie wliczać składek do OFE, jest dla rządu atrakcyjna. Po pierwsze zniknie problem kary dla Polski z tytułu nadmiernego zadłużenia państwa (przypomnę, że procedura jest już uruchomiona). Po drugie, rząd nie będzie zmuszony do cięć niepopularnych w wydatkach budżetowych przed wyborami parlamentarnymi. To akurat uważam za szkodliwe dla stabilności kraju, gdyż pilne wprowadzenie oszczędności budżetowych jest konieczne. Po trzecie, łatwiej będzie Polsce spełnić fiskalne kryteria konwergencji wejścia do strefy euro.

Konkretów jeszcze nie znamy. Nie wiemy, czy będzie można odliczyć całość składek do OFE, czy tylko część? Czy ulgi będą dotyczyć kryteriów konwergencji ze strefą euro, czy tylko procedury nadmiernego deficytu. Nie wiemy wreszcie, czy ustępstwo Barroso poprą najważniejsze kraje Unii Europejskiej, czy też skończy się tylko na telefonicznych obietnicach. W każdym razie z obietnicami José Barroso czy bez nich, zobowiązania państwa rosną, są realnym długiem do zapłacenia i żadne sztuczki księgowe ich nie zlikwidują. Za brak konsolidacji finansów publicznych zapłacimy wszyscy.

A jakie oszczędności przyniosłaby budżetowi reforma KRUS?

System emerytalny KRUS jest wysoko dofinansowywany z budżetu i rzeczywiście wymaga dużej reformy. Postępuje bowiem proces koncentracji gospodarstw rolnych i powstające coraz częściej duże gospodarstwa rolne nie różnią się od przedsiębiorstw. Są to farmy wysoko dochodowe, zdolne do płacenia wyższych składek emerytalnych bez dopłaty z budżetu państwa. System KRUS powinien iść w kierunku zrównania z ZUS-owskim. W rolniczym systemie emerytalnym obecnie praktycznie nie istnieje związek między wysokością dochodów a wysokością składki emerytalnej. Wszyscy rolnicy płacą jednakowo niskie składki bez względu na wysokość uzyskiwanych dochodów. Reforma KRUS znacznie zmniejszyłaby więc wydatki budżetu, obecnie dotacja do KRUS wynosi ok. 16 mld zł. Nie znaczy to oczywiście, że należy podnosić składki dla rolników posiadających małe gospodarstwa rolne, które funkcjonują na granicy opłacalności. Te zresztą dominują w polskim rolnictwie. Ale wysokość składki do KRUS powinna być uzależniona od wysokości dochodu rolnika.

Co nam grozi, jeżeli zostanie przekroczony próg zadłużenia państwa, czyli 60 proc. PKB rocznie?

W ustawie o finansach publicznych są określone trzy progi „ostrożnościowe”, 50, 55 i 60 proc. deficytu sektora finansów publicznych (to pojęcie jest ważne) do wysokości PKB. Pierwsze dwa progi sami sobie narzuciliśmy, nie był to wymóg wynikajacy z Konstytucji RP ani Komisji Europejskiej. Próg 60 proc. jest obwarowany bardzo rygorystycznymi konsekwencjami prawnymi. Konstytucja wyraźnie mówi, że dług sektora publicznego nie może przekroczyć 3/5 produktu krajowego brutto, czyli właśnie 60 proc. Za naruszenie tego prawa rząd z premierem musieliby ponieść odpowiedzialność. Nastąpiłoby też równoległe przekroczenie kryterium fiskalnego strefy euro. Komisja Europejska będzie się nam więc bacznie przyglądać. Tym bardziej że sama ma kłopoty ze stanem finansów strefy euro. Co prawda, inne kraje UE znacznie bardziej przekraczają granicę zadłużenia finansów publicznych, ale w praktyce w strefie euro są równi i równiejsi. W dodatku sytuacja w strefie euro się pogarsza. I właśnie dlatego KE określa szczególnie ostre kryteria wobec potencjalnych kandydatów do eurostrefy. Dla Polski jednak – powtarzam – podstawową sprawą jest to, by nie złamać konstytucji, czyli nie doprowadzić do przekroczenie 60-proc. progu długu sektora publicznego. Tymczasem według prognozy Komisji Europejskiej grozi nam to w 2012 r. Trzeba zrobić wszystko, aby tak się nie stało. Wszystko wskazuje natomiast, że w 2011 r. możemy przekroczyć drugi próg „ostrożnościowy” dla sektora publicznego, owe 55 proc. PKB. I wówczas zaczną się poważne kłopoty.

Dlatego rząd chce nowelizacji ustawy o finansach publicznych – aby usunąć progi „ostrożnościowe” i mieć swobodę w polityce finansowej i gospodarczej?

Tak. Obecnie przekroczenie progu 55 proc. PKB wymaga radykalnych kroków dla przywrócenia równowagi budżetowej. To jest wymóg ustawowy. Przy obecnym deficycie budżetu w wysokości ok. 42 mld zł w 2010 r. (wg prognozy z listopada br.) znaczyłoby to, że budżet musi zaoszczędzić taką właśnie kwotę. A to jest absolutnie niemożliwe. Albo możliwe przy zastosowaniu bardzo drastycznych cięć. Bardzo bolesnych dla społeczeństwa, a tego przed wyborami parlamentarnymi rząd nie podejmie.

Czym będą te drastyczne cięcia dla kieszeni przeciętnego Polaka i Polski? Czy tak jak na Łotwie trzy lata temu czeka nas obniżka emerytur i rent o 20 proc., o tyle samo zmniejszą się płace w sektorze publicznym, nastąpią zwolnienia, zamrożenie innych wynagrodzeń, zabraknie środków na współfinansowanie inwestycji ze środków unijnych?

Właśnie tak. Do tego dojdą jeszcze kolejne podwyżki podatku VAT – z poziomu 23 proc. w roku przyszłym do najwyższego możliwego w UE poziomu – 25 proc. (obecna ustawa o finansach publicznych przewiduje ich wprowadzenie od 2011 do 2014 r.). Oznaczać to będzie duży wzrost cen i kosztów utrzymania. Na pewno nastąpi efekt wtórny, tzw. efekt drugiej rundy. Wzrost VAT w towarach, które są elementem kosztów produkcji, powoduje dalszy wzrost cen. Podniesienie podatku VAT nie będzie więc niewinnym zabiegiem – jak twierdzi Michał Boni. Zwłaszcza że dotyczy towarów codziennego użytku, jak np. odzież dla dzieci, tu VAT został podniesiony z 7 do 22 proc. z perspektywą wzrostu do 25 proc. Te podwyżki cen będą się kumulować i na pewno wpłyną na ograniczenie przez ludzi zakupów. Muszą też wzrosnąć koszty mieszkaniowe. Jeżeli zdrożeje paliwo, a już drożeje akcyza, w górę pójdą też koszty transportu. To wpłynie na ceny pozostałych towarów. Najzamożniejsi dadzą sobie radę, natomiast cały ciężar redukcji deficytu spadnie na uboższą część społeczeństwa. Do tego przewiduje się wzrost składki rentowej, którą płacą i pracodawcy, i pracownicy, bo w przypadku Funduszu Rentowego, tak jak systemu emerytalnego, występuje duży deficyt. Jeżeli w 2011 r. przekroczymy próg 55 proc. PKB długu publicznego – zostanie zawieszone prawo do emerytury dla osób zatrudnionych po przekroczeniu wieku emerytalnego. Także dla tych, które dorabiają do najniższych, w istocie głodowych świadczeń. To wszystko nas czeka po wyborach parlamentarnych.

Podwyżka składki rentowej będzie chyba najbardziej dotkliwa dla małych i średnich przedsiębiorstw?

Tego rodzaju podwyżki zawsze są najdotkliwsze dla tych przedsiębiorstw. Ten sektor najbardziej traci w sytuacjach kryzysowych – najwięcej zwolnień z pracy, bankructw, najgorzej z płynnością finansową. Obecnie w tym sektorze obserwuje się silny spadek inwestycji, a podwyżka składki rentowej spowoduje wzrost kosztów zatrudnienia. To z kolei odbije się negatywnie na naszej gospodarce, bo sektor małych i średnich przedsiębiorstw wytwarza 60 proc. BKP. Jeżeli spadnie ich aktywność – wzrośnie bezrobocie i obniży się PKB, a to znaczy – zmniejszą się wpływy do budżetu państwa.

Czy Pana zdaniem ta niewesoła sytuacja nie wskazuje, że zamiast na „zielonej wyspie” Polska niebawem znajdzie się na Saharze?

Tu sa dwie kwestie. Bo jeśli chodzi o sytuację w gospodarce realnej – tempo wzrostu PKB (u nas jest jedno z wyższych w Europie), aktywność gospodarczą ludności – to sytuację mamy względnie dobrą. Nie przekłada się ona jednak na sytuację finansową państwa.

Dlaczego?

Wzrost PKB nie ma odzwierciedlenie w dostatecznym wzroście dochodów państwa. Mówiliśmy o tym na początku, wpływy z podatków, zwłaszcza dochodowych, nie rosną proporcjonalnie do wzrostu PKB. Ponadto następuje spadek inwestycji w sektorze przedsiębiorstw prywatnych. A właśnie te inwestycje decydują o długofalowym wzroście gospodarczym i zatrudnienia. Przedsiębiorstwa przyjmują pozycję wyczekującą, nie podejmują decyzji inwestycyjnych, szczególnie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Jedyny przejaw ożywienia gospodarczego można dostrzec w obszarze infrastruktury dzięki inwestycjom ze środków unijnych. Bardzo wolno rosną dochody pracowników w sektorze prywatnym, przy zwiększającej się inflacji można ocenić, że realnie utrzymują się wciąż na tym samym poziomie. To nie pobudza popytu, nie ma większego przychodu z podatku VAT. Dlatego, pomimo nie najgorszego na razie stanu gospodarki realnej nie widzę większych perspektyw dla finansów publicznych. Brak jest śmiałych rozwiązań instytucjonalnych, które w długim okresie wprowadziłyby oszczędności w tym systemie.

Jak Pan ocenia wpływ załamania finansów Grecji i Irlandii na naszą sytuację gospodarczą?

Ten wpływ jest bardzo duży. Po pierwsze, brak zaufania do sytuacji fiskalnej Irlandii promieniuje również na Polskę. Przecież oprocentowanie naszych obligacji skarbowych rośnie, inwestorzy zagraniczni mają do nich znacznie mniejsze zaufanie. Obawiają się, że „irlandzka zaraza” przeniesie się także na europejskie rynki wschodzące, a więc i na nasz, dlatego kupując polskie obligacje, żądają wyższego oprocentowania. To oznacza zwiększenie oprocentowania naszego zadłużenia zagranicznego i długu publicznego. Po drugie, kryzys irlandzki przyhamował napływ kapitału portfelowego (kapitał inwestowany na giełdzie) do Polski. Na to nakłada się niepewność wobec stanu polskich finansów publicznych i przyszłości naszego systemu emerytalnego. Spadek kursu złotego, jaki obecnie obserwujemy, stanowi reakcję rynków inwestorów finansowych na złą sytuację fiskalną. Ostatnio za jedno euro trzeba było płacić 4,0140 zł, podczas gdy dobę wcześniej kurs ten wynosił 3,9798 zł. Dolar kosztował 3,0300 zł, podczas gdy poprzedniego dnia kurs wynosił 2,9798 zł. Agencja ratingowa Fitch ostrzega Polskę przed groźnymi konsekwencjami rosnącego deficytu fiskalnego, jeśli jak najszybciej rząd nie zastosuje środków zapobiegawczych. Ostatni raport Fitcha wytknął nam, że obecny poziom ratingu Polski dopuszcza tylko ograniczoną tolerancję dalszego przekroczenia oficjalnych wskaźników deficytu. Ponadto pogarszająca się sytuacja finansowa na Węgrzech będzie z pewnością mieć wpływ na naszą. Inwestorzy zagraniczni postrzegają oba nasze kraje jako bardzo do siebie podobne rynki wschodzące. I dlatego to, co się dzieje na Węgrzech, będzie także oddziaływać na Polskę. Tak, jak już wpływa na nasz kraj kryzys w Grecji i Irlandii.

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Gospodarka