Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej
1741
BLOG

Na krawędzi megakryzysu

Publikacje Gazety Polskiej Publikacje Gazety Polskiej Gospodarka Obserwuj notkę 6

Rząd wyciąga środki z Narodowego Banku Polskiego. Nie czyni tego co prawda „metodą Leppera”, który postulował przekazanie rezerwy pieniężnej NBP do resortu finansów, lecz poprzez sięgnięcie do całego zysku Banku. W 2010 r. prezes NBP śp. Sławomir Skrzypek nie zgadzał się na postulaty rządu i większości Rady Polityki Pieniężnej. Przeciwnie, zysk za 2009 r. chciał w całości pozostawić jako rezerwę zabezpieczającą kurs złotego. Po śmierci Skrzypka RPP zaakceptowała rządowe pomysły.

Stan polskich finansów publicznych staje się zatrważający, prawdopodobnie wyniki finansowe za 2010 r. będą znacznie gorsze od szacowanych dotychczas. Wciąż nie ma danych, jaka jest wartość podstawowych wskaźników makroekonomicznych: deficyt sektora finansów publicznych i wielkość produktu krajowego brutto osiągnięte w 2010 r. Wiadomo, że w tym deficycie pogrąża się wartość złotego i wszyscy biedniejmy coraz bardziej.

Czas prawdy może nadejść w czerwcu br., kiedy Najwyższa Izba Kontroli przedstawi zweryfikowane dane makroekonomiczne za rok 2010. Niepokoi utrzymujący się od miesięcy wysoki wskaźnik bezrobocia (ostatnio na poziomie 13,3 proc.) – ponad 2 mln osób w kraju jest wykluczonych z rynku pracy. A poziom bezrobocia w istocie stanowi najdokładniejszy wskaźnik aktywności krajowej gospodarki. W USA jest to najważniejszy wskaźnik makroekonomiczny, określony ustawą z 1946 r. Istotniejszy nawet od kursu dolara, choć mocną walutę narodową uważa się na ogół za jedną z podstaw zdrowej gospodarki i sprawdzian stanu finansów państwa. Wysoka wartość krajowego pieniądza jest nie tylko ważna dla kieszeni obywateli, ale zmniejsza zadłużenie państwa i poprawia wskaźniki makroekonomiczne, wywiera pozytywną, silną presję na poziom krajowych cen i przeciwdziała inflacji.

Silna waluta ma nie tylko zalety

Prof. Ryszard Bugaj w rozmowie z „GP” zwraca jednak uwagę, że mocna waluta ma nie tylko zalety, ale i wady. Nie sprzyja np. eksportowi – prowadzi do zmniejszenia jego opłacalności, co decyduje o bilansie handlowym. Chiny świadomie utrzymują bardzo niski kurs swojej waluty, gdyż to daje ogromną przewagę eksportowi towarów chińskich w skali globalnej. Prof. Bugaj uważa, że nie należy za wszelką cenę, np. dla ochrony osób zadłużonych w walutach obcych, chronić kursu waluty krajowej. Zalety i wady wysokiej wartości pieniądza zależą od uwarunkowań, ale faktem jest, że stabilny kurs złotego i dla obywateli, i dla kondycji całej naszej gospodarki jest bardzo ważny. Zbyt duża deprecjacja byłaby poważnym zagrożeniem, a załamanie kursu złotego – wręcz klęską. Kryzys finansowy państw Azji Południowo-Wschodniej w pierwszej połowie lat 90. spowodowany został przez atak międzynarodowych spekulantów na kurs walut narodowych „azjatyckich tygrysów”. Prof. Bugaj zwraca uwagę, że możliwości realnego działania, aby chronić wartość złotego, są jednak ograniczone, a Narodowy Bank Polski może wpływać na kondycję narodowej waluty na dwa sposoby: przez podniesienie stóp procentowych oraz poprzez sprzedaż lub skup walut obcych – wtedy napływ walut obcych do Polski jest większy, bo zagranica więcej zarabia na pieniądzu naszego kraju.

Jednak wysokie stopy procentowe nie służą generalnie popytowi inwestycyjnemu. A z tym w Polsce są wciąż spore kłopoty. Inny ekspert (prosił o anonimowość) podkreśla, że w dłuższym okresie strategia wychodzenia gospodarki z kryzysu wymaga stosowania silnej stymulacji finansowej, a więc łatwego pieniądza, czyli obniżenia stóp procentowych. W USA obecnie oprocentowanie kredytów formalnie wynosi zero, a realnie – biorąc pod uwagę pewną inflację – stopy procentowe są ujemne.

Inflacja nie jest niebezpieczna

Amerykański analityk i b. doradca prezydenta George’a Busha, Geoffrey Davison, powiedział „GP”, że zwłaszcza w obecnych warunkach zagrożeń globalnych – po pęknięciu jednej bańki spekulacyjnej i narastaniu kolejnych – inflacja nie jest niebezpieczna, tym bardziej że chodzi o inflację popytową, powodowaną wtórnie przez aktywność inwestycyjną w gospodarce realnej. Reguły monetaryzmu właśnie przestały obowiązywać, przestały służyć wolnemu rynkowi. Pytany, czy wobec tego należy wrócić do Keynesa (zwolennika interwencjonizmu państwa w gospodarkę), laureat Nagody Nobla w ekonomii, Joseph E. Stiglitz, przyznał, że w pewnym stopniu tak. Rynki derywatów (instrumentów pochodnych) zdominowały gospodarkę, w tym gospodarkę realną, eliminując z niej grę popytu i podaży. I nie zanosi się, aby siły rynkowe samodzielnie przywróciły tę grę. Według wciąż obowiązujących zwłaszcza w Unii Europejskiej poglądów monetarystów, dla wzrostu gospodarczego przewagę należy dać podaży, gdyż to podaż warunkuje popyt.

Naruszenie rezerwy NBP to złamanie konstytucji

Jeśli chodzi o skup i sprzedaż walut obcych, trudno ocenić, jakie operacje są obecnie stosowane i na jaką skalę. Prof. Bugaj, a także inni analitycy podkreślają, że jest to utrzymywane w dyskrecji, więc trudno oceniać zakres i skuteczność tego rodzaju interwencji NBP. Według polskiego prawa innych możliwości ochrony wartości złotego nasz bank centralny nie ma. Ostatnio jednak pojawiły się nieoficjalne informacje, że NBP przekazał swoją rezerwę pieniężną do resortu finansów, aby ratować finanse publiczne, co w swoim czasie postulował Andrzej Lepper. Naruszenie tej rezerwy oznaczałoby złamanie konstytucji, jednak swoista kreatywność ekipy rządowej nie ogranicza się przecież do poprawiania danych księgowych i statystki makroekonomicznej. Nawiasem mówiąc, ta kreatywność pozwala na tyle żonglować statystyką, że rząd może wciąż twierdzić oficjalnie o nieprzekroczeniu 55 proc. progu ostrożnościowego relacji długu publicznego do PKB. Tymczasem według Europejskiego Urządu Statystycznego i wielu krajowych ekonomistów, ten próg już przekroczyliśmy i wynosi on ok. 57 proc. Faktycznie więc niebezpiecznie zbliżamy się do zastrzeżonego w konstytucji 60-proc. progu relacji długu do PKB. W dłuższej perspektywie wystarczy do tego spadek wartości złotego do euro o 10 do 15 gr.

Zagrożenie ze strony kapitału spekulacyjnego rośnie

Część ekonomistów bije na alarm. Leszek Balcerowicz np. oblicza, że każdy Polak, od oseska do staruszka, jest zadłużony na ponad 20 tys. zł. Janusz Szewczak w jednym z wywiadów wskazuje natomiast, że jesteśmy dziś uzależnieni od rynków walutowych i zdani na łaskę kapitału spekulacyjnego. A zagrożenie ze strony tego kapitału obecnie rośnie, bo już po raz trzeci w tym roku Rada Polityki Pieniężnej podwyższa stopy procentowe i zapewne na tym do końca obecnego roku nie poprzestanie. Niektórzy nasi rozmówcy uważają, że Polska balansuje na krawędzi gigantycznego kryzysu. Nigdy finanse publiczne nie były w stanie tak fatalnym. Dług publiczny skarbu państwa zbliża się do 800 mld zł, zadłużenie gospodarstw domowych i firm w bankach sięga 700 mld zł, a zadłużenie zagraniczne 210 mld euro.

Są jednak ekonomiści, którzy uważają, że alarm jest na wyrost. np. prof. Bugaj powiedział nam, że nie ocenia stanu naszych finansów aż tak dramatycznie w kontekście sytuacji globalnej. Jego zdaniem, istnieje w Polsce problem tzw. normy ostrożnościowej, ale w USA poziom relacji długu publicznego do PKB wynosi obecnie 95 proc., w Grecji 140 proc., Japonii 220 proc., we Francji 85 proc. Także inne państwa – Włochy czy Hiszpania – mają zadłużenie duże wyższe niż Polska. Zatem z tego punktu widzenia nic się u nas dramatycznego nie dzieje. Był taki moment w historii Rosji (w 1998 r. w czasie kryzysu, jaki ten kraj przeżywał), kiedy na rynkach światowych jej obligacje rządowe nie miały zbytu mimo wyjątkowo wysokiego oprocentowania (25 proc.!). Za nasze obligacje rządowe płaci się obecnie ok. 6 proc. Nie ma więc – według opinii prof. Bugaja – jakiegoś istotnego, powodu, by gwałtownie redukować nasz dług publiczny. Jak uważa, wystarczy zmniejszyć go o 1–2 proc. i proporcjonalnie do tego utrzymywać siłę waluty narodowej.

Frank w końcu przestanie się umacniać

W każdym razie nie należy jej bronić za wszelka cenę. Mamy co prawda na rynku sporo kredytów zaciągniętych w obcych walutach i jeśli coraz więcej kredytobiorców będzie miało problem z ich spłacaniem, to może nadejść groźny kryzys bankowy. Na razie jednak największy problem mają osoby spłacające kredyty we frankach szwajcarskich ze względu na rosnącą wartość tej waluty. Prof. Bugaj pociesza, że istnieje granica umacniania się franka – jeśli jego wartość nie przestanie rosnąć, Szwajcarzy będą mieli kłopoty z eksportem. W którymś momencie będą chcieli zacząć „dławić” swoją walutę. Będzie to jednak trudne przy ich niskich stopach procentowych.

W obliczu nieustających problemów z rosnącym długiem publicznym rząd jednak sięga po środki z NBP – do jego zysku. Poprzedni prezes NBP, śp. Sławomir Skrzypek, zysk za 2009 r. chciał w całości pozostawić jako rezerwę zabezpieczającą kurs złotego, jednak po śmierci Skrzypka RPP wraz z nowym prezesem NBP przyjęła postulaty rządu. W tym roku rząd ma w czerwcu przyjąć sprawozdanie finansowe NBP za 2010 r., który swój zysk wyliczył w wysokości 6,5 mld zł. Na podstawie ustawy ten zysk, pomniejszony o obligatoryjny 5-proc. odpis na fundusz rezerwowy, ma być przekazany do budżetu państwa. Według zapowiedzi ministra finansów Jacka Rostowskiego, zysk NBP z 2010 r. zostanie w całości przekazany na obniżenie długu publicznego i deficytu budżetowego w 2011 r.

Rostowski wymienił euro na złotówki na rynku

Ministerstwo Finansów przeprowadziło jeszcze inną operację. Resort posiadał znaczne środki w walutach obcych, głównie w euro, które miały służyć finansowaniu różnych inwestycji w ramach programów strukturalnych i programów spójności UE. Resort miał prawo dokonać wymiany tych walut w NBP, ale nieoficjalnie wiadomo, że pominął bank centralny i dokonał wymiany na rynku. Jak twierdzi prof. Bugaj, gdyby wymiana nastapiła w NBP – nie miałoby to wpływu na kurs złotego. Wymiana na rynku – przeciwnie, powoduje umocnienie kursu złotego. Z tym że istnieje prawdopodobieństwo, że cała operacja została zrealizowana w szarej strefie, zachodzi zatem podejrzenie, że nastąpiło naruszenie prawa.

FCL MFW dla ochrony złotego?

Ochronie polskiej waluty ma służyć też „elastyczna linia kredytowa” (FCL) otwarta dla Polski przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Polską stroną w umowie był NBP. Kredyt został przekazany w trzech transzach, w 2009 r., 2010 r. oraz na początku 2011 r. Łączna jego wartość wynosi 30 mld dol., a cel to ochrona polskiej waluty, szczególnie przez zniechęcenie spekulantów do ataku na złotego. FCL jest bowiem – zgodnie z umową z MFW – przeznaczony dla krajów „zdrowych ekonomicznie, ale zagrożonych przeniesieniem na ich obszary skutków kryzysu w innych krajach”. Z założenia owa „elastyczna linia kredytowa” nie zostanie w ogóle przez stronę polską wykorzystana. Poprzedni prezes NBP Sławomir Skrzypek był przeciwnikiem brania FCL. Jego zdaniem korzyści z tego wynikające okazałyby się bowiem wątpliwe, począwszy od warunków wydatkowania kredytu i jego skuteczności, kończąc na jego wysokich kosztach. Sama gotowość do wzięcia FCL kosztowała sporo – ok. kilkudziesięciu mln dol. rocznie. Wydatkowanie jest oprocentowane dość wysoko. Prawnie nie ma możliwości, aby środki te wspomogły finanse publiczne, ponieważ konstytucja zakazuje, by NBP finansował budżet państwa. Podobno jednak rząd ma pomysł na obejście przepisów: potraktowanie NBP nie jako kredytobiorcy, lecz centralnego administratora środków z FCL, co pozwoliłoby resortowi finansów na ich wydatkowanie już zgodnie z prawem.

Luzowanie polityki pieniężnej

Wbrew doktrynie monetarystycznej – nawet tam, gdzie jest ona oficjalnie uznawana za obowiązującą, a więc w krajach UE – dochodzi do luzowania polityki pieniężnej. Przy okazji ostatniego światowego kryzysu okazało się, że wiele krajów, a także Europejski Bank Centralny działający w strefie euro, naruszały pewne reguły. M.in. na wtórnym rynku kupowano obligacje rządowe, co jest formalnie zakazane. – To jest delikatna sytuacja – ocenia prof. Bugaj, podobnie gdy chodzi o to, co się potocznie nazywa drukowaniem pieniędzy. Niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie: gdzie kończy się zwyczajna emisja pieniądza, która jest jakoś dostosowywana do potrzeb gospodarki, a gdzie zaczyna owo drukowanie. Zdaniem Bugaja, w Polsce do takich działań nie doszło. Zdradził on „GP”, że podczas jednego ze spotkań ze śp. prezesem Sławomirem Skrzypkiem sam był zdania, że ich zastosowanie mogłoby okazać się w sumie korzystne.

Geoffrey Davison zwraca z kolei uwagę, że luzowanie polityki pieniężnej stanowi jeden z warunków koniecznych dla przezwyciężania kryzysów gospodarczych. Ze stosowaniem zerowych stóp procentowych włącznie. Bo – zdaniem amerykanskiego ekonomisty – łatwiejszy pieniądz stymuluje gospodarkę, a to powoduje dla niej większe zyski. Zatem łatwiejszy pieniądz wcale nie musi okazywać się w dłuższej perspektywnie słabszym pieniądzem – twierdzi Davison.

W odpowiedzi na naszą prośbę o wyjaśnienie obecnego stanowiska Ministerstwa Finansów wobec elastycznej linii kredytowej (FCL) MFW Biuro Prasowe MF napisało:

„Obecnie intencją Polski jest żeby traktować FCL jako instrument ostrożnościowy stanowiący swoistego rodzaju polisę ubezpieczeniową. W związku z tym Polska nie zamierza ciągnąć (tj. wydawać – przyp. red.) środków udostępnionych w ramach przyznanej linii kredytowej.

FCL przyznawana jest jedynie krajom o stabilnych fundamentach makroekonomicznych i skutecznej, przejrzystej polityce gospodarczej. Poprzez FCL MFW udostępnia finansowanie bez wymogów ex post, czyli ewentualnej wypłaty środków nie poprzedza uzgodnienie warunków, które miałby spełnić korzystający z finansowania kraj. FCL ma z zasady charakter zapobiegawczy („precautionary”). W momencie przyznania linii nie oczekuje się więc, że kraj członkowski dokona ciągnięcia, lecz daje się mu możliwość utrzymywania swego rodzaju otwartej linii kredytowej, której istnienie – wobec z reguły jej dużego rozmiaru – działa stabilizująco i zniechęca do ataków spekulacyjnych. Mając na uwadze powyższe, FCL wzmacnia zaufanie rynków finansowych i jednocześnie przyczynia się do stabilizacji zewnętrznej gospodarki krajów z FCL, ponieważ instrument ten ma sygnalizować zaufanie MFW do gospodarki kraju członkowskiego. Taka ocena kraju przez MFW niesie niezwykle istotny i pozytywny sygnał dla rynków finansowych. FCL odegrała i odgrywa bardzo ważną rolę z punktu widzenia zewnętrznej stabilizacji gospodarki, ochrony wartości polskiej waluty oraz wsparcia wiarygodności Polski na międzynarodowych rynkach finansowych, a poprzez te czynniki w zapewnieniu bezpieczeństwa gospodarczego państwa w warunkach wysokiej niepewności i zmienności na rynkach finansowych.

FCL pomogła i pomaga Polsce utrzymać w okresie trwającej niepewności i zjawisk kryzysowych dostęp do finansowania rynkowego, sprzyjając obniżaniu premii za ryzyko, znajdującej odbicie w redukcji kosztów obsługi zadłużenia zagranicznego. FCL pełniła rolę pozytywnego sygnalizatora stabilności naszej gospodarki, bardzo ważnej dla inwestorów zagranicznych rozpatrujących możliwości inwestowania w Polsce, a także z przeciwstawnego punktu widzenia – dla podmiotów spekulacyjnych rozważających szanse ataku na polskie aktywa lub walutę”.

Teresa Wójcik, Maciej Pawlak

JESTEŚMY LUDŹMI IV RP Budowniczowie III RP HOŁD RUSKI 9 maja 1794 powieszeni zostali publicznie w Warszawie przywódcy Targowicy skazani na karę śmierci przez sąd kryminalny: biskup inflancki Józef Kossakowski, hetman wielki koronny Piotr Ożarowski, marszałek Rady Nieustającej Józef Ankwicz, hetman polny litewski Józef Zabiełło. Z cyklu: Autorytety moralne. В победе бессмертных идей коммунизма Мы видим грядущее нашей страны. Z cyklu: Cyngle.Сквозь грозы сияло нам солнце свободы, И Ленин великий нам путь озарил Wkrótce kolejni. Mamy duży zapas.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Gospodarka