23 września przypada rocznica utworzenia w 1976 r. Komitetu Obrony Robotników.
Trwał proces pierwszych siedmiu robotników z ZM „Ursus”, których oskarżono, że 25 czerwca 1976 r. doprowadzili do wykolejenia elektrowozu. Plan surowego ukarania „warchołów” w pełni by się powiódł, gdyby nie obecność w gmachu sądu grupy obserwatorów. Kluczowa była także rozkręcana już wówczas akcja pomocowa zainicjowana przez Antoniego Macierewicza.
23 września przypada rocznica utworzenia w 1976 r. Komitetu Obrony Robotników. Jego geneza często przedstawiana jest stronniczo. Ma uzasadniać wyjątkową pozycję i prawa osób, które z powołaniem KOR-u nie miały nic wspólnego, albo służy do diabolizacji Komitetu jako siedliska masonów i przemilcza jego pluralistyczny charakter.
„Wichrzyciele” i „wandale”
Za moment przełomowy przyjęło się uznawać 17 lipca 1976 r. – niecały miesiąc po robotniczych protestach, głównie w Radomiu, Ursusie i Płocku, stanowiących reakcję na podwyżkę cen. Wystąpieniom tym towarzyszyła niezwykle brutalna reakcja sił porządkowych oraz późniejsza bardzo szeroka akcja represyjna, a także propagandowa. Trwał wówczas proces pierwszych siedmiu robotników z ZM „Ursus”, których oskarżono, że 25 czerwca doprowadzili do wykolejenia elektrowozu, przez co zatrzymali ruch pociągów i spowodowali zakłócenia w transporcie kolejowym. Jako „elementy awanturnicze”, „wichrzyciele”, „wandale” i uczestnicy „ekscesów przestępczych” – jak określał ich akt oskarżenia – usłyszeli wyroki od 3 do 5 lat więzienia. Plan surowego ukarania „warchołów” w pełni by się powiódł, gdyby nie obecność w gmachu sądu na warszawskim Lesznie kilkunastoosobowej grupy postronnych obserwatorów, wywodzących się z trzech środowisk: harcerskiego, postrewizjonistycznego oraz Klubu Inteligencji Katolickiej. O wiele ważniejsza była jednak rozkręcana już w tym czasie akcja pomocowa, którą podjęli przedstawiciele pierwszego z nich – harcerze i instruktorzy 1. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Romualda Traugutta oraz kręgu starszo-harcerskiego „Gromada Włóczęgów”, zainicjowana przez Antoniego Macierewicza.
Polska tradycja patriotyczna
O wyjątkowości 1. WDH, istniejącej przy warszawskim VI LO im. Tadeusza Reytana, od koloru chust i elementów umundurowania zwanej „Czarną Jedynką”, decydowało nawiązywanie do wzorców przedwojennego skautingu. „Jej harcerska tradycja była po prostu tradycją patriotyczno-niepodległościową. (…) Tak, polską patriotyczną tradycją, którą wynieśliśmy z naszych domów. (…) Tradycją działania niepodległościowego” – podkreślał Piotr Naimski.
W 1969 r. razem z Antonim Macierewiczem, Januszem Kijowskim, Wojciechem Onyszkiewiczem i Andrzejem Celińskim założył wspomnianą „Gromadę”. Za główny cel funkcjonowania stawiano kształtowanie nowej elity, czemu służyły m.in. comiesięczne spotkania dyskusyjne.
Praca wychowawcza przyniosła rezultaty – objęte nią osoby stawały się uczestnikami inicjatyw o wymiarze już czysto politycznym. Na przełomie 1975 i 1976 r. sygnowały ułożony w kilkuosobowym gronie decydentów „Gromady” list przeciwko planowanym zmianom w Konstytucji PRL; zebrano pod nim kilkaset podpisów. Niedługo potem włączyły się w obronę represjonowanych studentów: Stanisława Kruszyńskiego z KUL oraz Jacka Smykała z PAM. Zmobilizowane przez starszych kolegów – Macierewicza i Naimskiego, forsujących pomysł bojkotu lutowych wyborów do Sejmu, a także Wojciecha Fałkowskiego i Ludwika Dorna, w ramach akcji kontroli wytypowanych komisji wyborczych, służącej zorientowaniu się co do rzeczywistej frekwencji, brały udział w całodniowym liczeniu głosujących. To one w końcu zostały wciągnięte w pomoc dla prześladowanych uczestników Czerwca ’76 i ich rodzin. „Ja do tej pory nie wiem, jak to była liczna grupa – opowiadał Marcin Gugulski – ale generalnie było nas w »Jedynce« i »Gromadzie« do użycia sporo. Ludzi już dorosłych, z doświadczeniem śmiałego nawiązywania kontaktu z nieznanymi ludźmi po to, żeby wykonać zadanie”.
Koncepcja ogromnego uderzenia
Najważniejsza okazywała się jednak porada prawna uzyskana dzięki kontaktowi z adwokatami: Janem Olszewskim, Andrzejem Grabińskim, Witoldem Lisem-Olszewskim, Władysławem Siłą-Nowickim i Stanisławem Szczuką. Niemniej istotne stawało się wsparcie materialne. Bywało i tak, że pomagano w pokonywaniu codziennych trudności. Całością zawiadywali Macierewicz z Naimskim. „Po prostu można by tu opisać Antka w roli takiego szefa jak trzeba. (…) Wiedział, komu powierzyć zadanie, i jasne było, na czym ono polega. Antek i Piotrek wiedzieli, jak nad nim czuwać w momencie, w którym ono wskakiwało na inny poziom organizacyjny” – relacjonował Onyszkiewicz. W mieszkaniu Naimskiego przy Al. Jerozolimskich ustanowiono punkt kontaktowy, skąd wyruszano w teren i gdzie meldowano się po powrocie, otrzymywano informacje, instrukcje, pieniądze, składano relacje.
O stosunku poszczególnych osób do całej sprawy świadczy wypowiedź Jana Lityńskiego: „Antek był bardzo optymistycznie i bojowo nastawiony, a Jacek (Kuroń) znacznie mniej. (…) (Macierewicz) miał wtedy taką koncepcję ogromnego uderzenia, jeżdżenia z ludźmi po obozach studenckich, zbierania pieniędzy, chodziło mu o rozpoczęcie takiej ogromnej akcji. Myśmy z Jackiem uważali, że na akcję jest za wcześnie, że trzeba rozpocząć ją dopiero we wrześniu i że trzeba będzie bardzo powoli rozpoczynać, dlatego że to się nie będzie chciało rozkręcić”. Sam Kuroń został wyłączony poprzez wezwanie go na ćwiczenia wojskowe do jednostki w Białymstoku, Michnik zaś pozostawał nieaktywny w oczekiwaniu na paszport, a w sierpniu wyjechał z kraju. Dalsi dawni „komandosi” w sposób bezpośredni zaangażowali się dopiero we wrześniu, i to raczej w jego drugiej połowie. Wcześniej natomiast udzielaniem pomocy zajęli się pojedynczy działacze KIK, m.in. Henryk Wujec, a także niezwiązani z żadnym z wymienionych środowisk Mirosław Chojecki czy Zofia i Zbigniew Romaszewscy. Równolegle działali studenci KUL na czele z Januszem Krupskim z Duszpasterstwa Akademickiego o. Ludwika Wiśniewskiego.
Niechęć warszawskiego salonu
Ze względu na rozrost akcji, w tym rozpoczęcie wyjazdów do Radomia, gdzie skala prześladowań okazała się nieporównanie większa niż w Ursusie, a także postępującą aktywność służb bezpieczeństwa, coraz pilniejsza stawała się potrzeba ustanowienia parasola ochronnego. Jawna reprezentacja osób o społecznym autorytecie miała także uwiarygodnić inicjatywę w oczach społeczeństwa.
Koncepcja komitetu została zaprezentowana w połowie września w mieszkaniu Edwarda Lipińskiego przez Piotra Naimskiego i Jana Józefa Lipskiego oraz odpowiedzialnego za „grupę radomską” Mirosława Chojeckiego. Zebrani nie zareagowali entuzjastycznie. Aniela Steinsbergowa stwierdziła, że planowana inicjatywa nie tylko nie ochroni narażonej na represje młodzieży, ale wręcz może się stać przyczyną ich nasilenia. Zgodzono się jedynie na wzięcie w przyszłości pod uwagę powołania co najwyżej Komitetu Obrony Praw Człowieka, wzorowanego na pomyśle Andrieja Sacharowa. „Dla nas – Antka, Wojtka i mnie konkluzja była jasna: nie udało się” – relacjonował Naimski. „Uważaliśmy, że trzeba to przełamać, przełamać tę niemożność, stworzyć instytucję komitet, a jeżeli potem nas zamkną, zapewne zmobilizuje to następnych, którzy zajmą nasze w nim miejsce. Zdecydowaliśmy, że powołamy Komitet Obrony Robotników w składzie: Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz”. Nazwę wymyślił Macierewicz i on też napisał Apel do społeczeństwa i władz PRL, w którego końcowej redakcji wzięli udział Naimski i Onyszkiewicz, a potem jeszcze Lipski i Olszewski. I dopiero wtedy, gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik, swój akces do istniejącego już KOR zgłosili Lipski i Kuroń.
Dalibyśmy sobie radę
Faktem jest, że dzięki ich poparciu udało się przekonać osoby, które albo w ogóle odmówiłyby współdziałania, albo zgodziłyby się na nie po dużo dłuższym wahaniu. Jednakże jak oceniał Naimski: „Bez Kuronia na pewno dalibyśmy sobie radę. Wcale nie Kuroń był kluczowy czy bardzo ważny dla powstania Komitetu, lecz Jan Józef Lipski. Ale w momencie, kiedyśmy nawiązali naprawdę poważną współpracę z Janem Olszewskim, to mieliśmy i Lipskiego”.
Ostatecznie wśród członków założycieli znaleźli się reprezentanci przedwojennego pokolenia, działacze polityczni (Antoni Pajdak i Adam Szczypiorski z PPS oraz ppłk Józef Rybicki, dowódca Kedywu Okręgu Warszawskiego AK), adwokaci (Aniela Steinsbergowa i Ludwik Cohn), ks. Jan Zieja, intelektualiści i przedstawiciele środowisk twórczych (ekonomista Edward Lipiński, a także Jan Józef Lipski, Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak), Antoni Macierewicz z Piotrem Naimskim, Jacek Kuroń, a ponadto Wojciech Ziembiński. Wszyscy oni podpisali się pod apelem, który stał się dokumentem założycielskim Komitetu. 23 września wysłano go do marszałka Sejmu i to wydarzenie stanowi datę formalnego początku KOR. Tego dnia Macierewicz przebywał w areszcie w Radomiu po kolejnym zatrzymaniu przez bezpiekę.
Justyna Błażejowska




Komentarze
Pokaż komentarze