247 obserwujących
1040 notek
2379k odsłon
  13085   0

Jak Grzegorz Żemek z FOZZ ratował spółdzielnię Mariusza Waltera

Wkrótce Sąd Apelacyjny zajmie się sprawą karną wytoczoną Antoniemu Macierewiczowi przez koncern medialny ITI i Mariusza Waltera, założyciela TVN. Chodzi o wywiad, w którym minister jako przewodniczący Komisji Weryfikacyjnej WSI mówił o związkach Waltera z wojskowymi służbami specjalnymi PRL i z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Antoni Macierewicz broni się i przedstawia koronny dowód na czerpanie przez Waltera konkretnych korzyści z FOZZ: Grzegorz Żemek zasilił z pieniędzy FOZZ nieznaną spółdzielnię budowlano-mieszkaniową o wdzięcznej nazwie „Związkowiec”. Członkiem spółdzielni był m.in. właśnie Mariusz Walter.

Ulica Cypryjska w Warszawie. To tu w latach 80. powstawało jedno z lepszych osiedli w Warszawie. Adres był świetny – niedaleko centrum, tuż przed Wilanowem, w bliskim towarzystwie notabli z „zatoki czerwonych świń”.

Spółdzielnia, która budowała osiedle, miała „wejścia”, o jakich wtedy można było jedynie pomarzyć. W 1983 r. dostała od miasta 6,5 ha ziemi w wieczyste użytkowanie, a potem wsparcie finansowe w wysokości 1,1 mld starych zł (na tamte czasy to pokaźna suma) na infrastrukturę. Zaczęła budować domy szeregowe (po ok. 200 mkw.) z ogródkami oraz trzy niewysokie bloki. Ci, którzy mieli zamieszkać w domach jednorodzinnych, zazwyczaj nie należeli do osób przypadkowych. Wśród nich można było później odnaleźć znaczące nazwiska: Mariusz Walter, Lew Rywin (ten od afery i taśm Michnika) czy Tadeusz Barłowski (ówczesny prezes zarządu Banku Handlowego w Warszawie).

Urban rozpływa się nad Walterem

Mariusz Walter rozpoczynał karierę dziennikarską w latach 60. Od 1967 r. należał do PZPR. W 1978 r. został redaktorem naczelnym Studia 2, popularnego magazynu emitowanego przez telewizję. Po ogłoszeniu stanu wojennego pomyślnie przeszedł weryfikację.

Światło na jego rzeczywiste znaczenie rzuca poufny dokument napisany w lutym 1983 r. przez Jerzego Urbana, rzecznika reżimu stanu wojennego, w którym rekomendował on Waltera szefowi MSW Czesławowi Kiszczakowi. W dokumencie Urban roztaczał wizję skanalizowania przekazów w Polsce. „Proponuję utworzenie w MSW odrębnego pionu (służby) propagandowej, działającej także w obrębie MO. Dopóki w kraju toczyć się będzie walka polityczna, MSW będzie planować i realizować przedsięwzięcia o największym znaczeniu z punktu widzenia jej przebiegu. Potrzebny jest instytucjonalny instrument umożliwiający lepsze wykorzystanie propagandowe tych operacji” – uważał Urban. Rzecznik przewidywał, że trudno będzie znaleźć dobrych dziennikarzy, którzy zdecydują się przejść do MSW, do służby propagandowej. „Jedynym wabikiem dla ludzi zdolnych, a dobrze sytuowanych w środkach masowego przekazu mogłyby być mieszkania” – pisał Urban, wskazując jednocześnie trzy osoby, które nadawałyby się do tego zadania. Na pierwszym miejscu wymienił Waltera. „Nadaje się na głównego konsultanta, jakiegoś szefa programowego, szefa realizacji programów radiowych i TV – jednym słowem nie kierownika pionu propagandy, lecz główną siłę koncepcyjno-fachową. Najzdolniejszy w ogóle redaktor telewizyjny w Polsce (...). Przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych”. Rzecznik stanu wojennego pisał: „Kilkakrotnie wysuwano wobec Waltera fałszywe oskarżenia: o nadużycia finansowe (upadło), o członkostwo w Solidarności – zupełnie nieprawdziwe. Sam usunął się z TV, mając dość nękania go”. Urban dodawał: „Sprawę zna gen. Wojciech Jaruzelski; dwukrotnie polecał przyjąć go na powrót do TV. Popiera ten zamysł także Rakowski” i nadmieniał, że Walter „na razie pracuje w firmie polonijnej, gdzie robią wideokasety, nie jest tą pracą usatysfakcjonowany”.

ITI, czyli źródła fortuny

Rzeczywiście początki kariery biznesowej Waltera przypadły na okres, w którym – tak się dziwnie ułożyło – zaczynała większość rekinów biznesu III RP. Mechanizm ten opisał Piotr Lisiewicz w „Gazecie Polskiej”.

„Zaczęło wówczas swoją działalność wiele tzw. firm polonijnych, które w czasach, gdy opozycja siedziała w więzieniach, a Polacy usiłowali wyżywić się z kartek, zyskały możliwość prowadzenia prywatnych biznesów z Zachodem.

Kto je zakładał? Firmy te zrzeszone były w specjalnej izbie Inter-Polcom, która wydawała własny biuletyn. Wiceprezes izby Jacek Szydłowski w wywiadzie dla owego biuletynu z kwietnia 1982 r. wyjaśniał, kto może otrzymać zgodę na ich prowadzenie: »Panowie! Rząd Polski – ani żadnego innego kraju – nie ma obowiązku udzielać zezwoleń każdemu. Na przykład ludziom, których przyłapywano na szmuglu przez granicę, autorom artykułów w prasie zagranicznej, którzy atakują w nich władze PRL, takim, którzy krzyczą pod ambasadami«.

Firmami polonijnymi były m.in. stworzony w 1976 r. Konsuprod Jana Wejcherta oraz powstała w 1984 r. w Panamie ITI Mariusza Waltera. Rola szefów Konsuprodu w stanie wojennym była szczególna. Już 4 stycznia 1982 r. wicepremier Jerzy Ozdowski spotkał się z Lotharem P. Grabowskim, dyrektorem generalnym tej firmy. Ustalili, że stan wojenny nie przeszkadza ich działalności. Wręcz odwrotnie, władza będzie ją promować.

Podczas zjazdu izby w czasie stanu wojennego w 1982 r. Henryk Kulczyk (ojciec i wspólnik Jana Kulczyka) w specjalnym przemówieniu protestował przeciwko zachodnim sankcjom nałożonym na juntę Jaruzelskiego: »Nigdy bardziej niż dziś nie czuliśmy się związani z Macierzą w potrzebie i zdeterminowani na przyjście jej z taką pomocą gospodarczą, na jaką nas stać«.

W III RP Wejchert i Walter zostali właścicielami telewizji TVN. Jedną z firm polonijnych była także firma Solpol Zygmunta Solorza, dziś właściciela Polsatu. Jan Kulczyk zaś został najbogatszym Polakiem, a ludzie z firm polonijnych stali się czołówką polskiego biznesu”.

Żemek zostaje spółdzielcą

W czasie gdy Walter doskonalił swoje umiejętności w ITI, m.in. handlując sprzętem Hitachi, spółdzielnia „Związkowiec”, której był członkiem, rozwijała działalność. Jak to w PRL bywało, spółdzielnia więcej wydawała, niż wynikałoby z jej zapotrzebowania. Donos członków spółdzielni, który trafił potem do NIK, pomaga rozwiązać tę zagadkę. Wynikało z niego, że materiały budowlane i wykończeniowe należące do spółdzielni można było kupić na lewo, a niejeden ze spółdzielców obłowił się na tym procederze.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale