5 obserwujących
25 notek
20k odsłon
1117 odsłon

„High Score” - sernik z rodzynkami,

Wykop Skomentuj9


Czyli jak się dobrze bawić śledząc wykwity prymitywnego agit-propu.

Netflix postrzegany jest jako platforma i producent mocno zaangażowany w kultywowanie politycznej poprawności. Warto tu wspomnieć o słynnych driadach z Brooklinu.
Nie wydaje mi się, żeby w powyższym przypadku był to duży problem. Ma to uzasadnienie. Serial adresowany jest do widza na całym świecie i nie ma powodu, by nie umieszczać w wymyślonych krainach ludzi o różnych kolorach skóry.

Inną działalnością Netflixa jest produkcja seriali dokumentalnych. Ostatnio premierę miał dokument o historii gier „High Score”. Bardzo dobry. Ukazujący, w błyskotliwy sposób historię powstawania i rozwoju ogromnego obecnie przemysłu, w którym i polscy twórcy mają duże osiągnięcia.

Każdy, kto wrzucał swoje kieszonkowe do automatów, przyjaźnił się z kolegą tylko dlatego, że ten miał konsolę lub czekał, aż z taśmy wgra się program do ośmiobitowa, oglądając go poczuje przyjemne ukłucie nostalgii.
Nad tym serialem kładzie się jednak cień politpoprawnego nadzorcy. Oczami wyobraźni widzę taka postać, która pochyla się przerażonymi scenarzystami.
¬ A więc robicie serial o grach… A będzie coś o czarnych?
– Tak panie…
– A homoseksualiści będą występować?
– Tak panie…
– Czarny homoseksualista?
– Oczywiście milordzie.

I tak oto w drugim odcinku pojawia się opowieść o konsoli Channel F, która jako pierwsza wykorzystała kardridże jako nośnik danych. Urządzenia, o którym nikt nie pamięta, bo przyćmiły go produkty firmy Atari. O jej konstruktorze występująca w filmie wraz z rodziną córka mówi: „O moim ojcu nikt nie pamięta…” a my możemy wyobrazić sobie końcówkę zdania: „…bo był czarny.”
No dobra, może się czepiam. Jeżeli rzeczywiście był to wynalazca kardridży, to miał pecha i warto o nim wspomnieć, nawet jeżeli nie byłby murzynem.

W trzecim odcinku poznajemy historię programisty, który 40 lat temu napisał grę w stylu RPG, która mu zaginęła i nie może jej odnaleźć. Nie zyskała popularności, nikt o niej nie słyszał, prawdopodobnie nikt w nią nie grał. Historia jakich wiele. Dlaczego zatem została umieszczona w filmie? Bo jej autor jest homoseksualistą, który mimo, że mieszkał w wesołym Los Angeles cierpiał pod opresją religijno-konserwatywnego systemu. Facet czuł się tak prześladowany, że aby to odreagować napisał hejterską grę „GayBlade”. Za potwory robili w niej: kaznodzieje, wieśniaki (rednecks) i wszy, a celem było zabicie Pata Buchanana. „To było przezabawne. Zwariowane i śmieszne” – jak wspomina autor. Niestety to dzieło zniknęło – zatem: Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
Tak, to było przezabawne. Obowiązkowy ukłon w stronę lobby LGBTQ. Desperackie zaspokojenie zapotrzebowania na geja-programistę, geja-inżyniera, geja-konsultanta. Ale zastanówmy się, czy naprawdę nie można było znaleźć jakiegoś homoseksualnego programisty (płci obojga), który wniósł wkład w rozwój rynku gier? Pewnie tacy pojawiają się w tym serialu, ale nic o tym nie wiemy i nie potrzebujemy wiedzieć.

W czwartym odcinku mamy combo: czarny homoseksualista. Osiągnięcia: spowodował by w grach pojawiały się czarne postacie, z którymi „mógł się identyfikować ” i podobne „blablabla” – jak śpiewał Perfekt.

Piąty odcinek nosi tytuł „Bijatyka”, więc sami rozumiecie, nie może tam być nic o czarnych i homoseksualistach. Cały zatem został zdominowany przez Japończyków.

Szósty odcinek to historia strzelanek w oparach Heavy Metalu – mało gejowskie. Na szczęście program obowiązkowy został zrealizowany w poprzednich epizodach.

Chyba będziemy musieli się przyzwyczaić, że nawet w dobrych produkcjach odnajdziemy politpoprawne kwiatki. Mam nadzieję, że będą tak zabawne i kuriozalne jak w serialu „High Score”. Rozumiecie, takie rodzynki w serniku.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura