Afera kurwików była bardzo istotnym momentem w pierwszym roku rządów PISu. Medialnie była porównywalna do afery Rywina, i podobnie jak tamta zdefiniowała albo miała określić kierunek polityki polskiej na długi okres czasu. I nie da się ukryć ze wybory samorządowe odbywały się w cieniu "taśm prawdy" jak pompatycznie nazwali je dziennikarze tvn-u.
Po ujawnieniu taśm były dwie możliwości: Pierwsza: społeczeństwo uwierzy w wersje mediów i PO (ach ta zgodność...), czyli uzna cała sprawę za skandaliczny akt korupcji i sprzeniewierzenie się obietnicom wyborczym PISu. To oznaczałoby znaczący spadek notowań tej partii i wykreowanie Samoobrony na bohatera demokracji (zresztą przymiarki medialne były podejmowane - żakowski już wyznał miłość panu Andrzejowi- ciekawe co na to Olejnik?) i równie znaczący wzrost notowań Samoobrony.
Możliwość druga: ludzie wierzą w zapewnienia Pisu ze rozmowa z panią Beger była normalnym elementem zawsze dość nieeleganckiej kuchni politycznej a Pis odrzucił zaloty pani z czarodziejskim warkoczem. W takim wypadku Samoobrona wychodzi na nieczysto grająca partie warcholska a Pis zostaje "przy swoim" w sondażach.
Teraz widzimy ze mamy do czynienia z opcja druga. Ludzie mimo zmasowanego ataku i nachalnych prób podyktowania interpretacji zrobili mediom psikusa i zinterpretowali sprawę po swojemu. Pis w wyborach stracił, ale stracił zaskakująco mało, (musimy dodać naturalny spadek notowań po roku rządów) a samoobrona przestała praktycznie istnieć.
Jeszcze raz okazało się ze nie można narzucić ludziom jak maja myśleć. Ze ludzie przez te lata okupacji i pół-wolności nauczyli się nie wierzyć zgodnemu chórowi medialnych gęgaczy - dziennikarzy i "niezależnych ekspertów"



Komentarze
Pokaż komentarze