W latach trzydziestych ubiegłego wieku w Białymstoku zbudowano Dom Ludowy. Budowa szła niesporo (1930-38) bo budowano po części ze składek społecznych. Nadano mu imię Józefa Piłsudskiego. Budynek funkcjonował jako scena impresaryjna (nie dorobił się do wojny stałego zespołu teatralnego), ale głównie odbywały się w nim różne wydarzenia społeczno – polityczne, akademie ku czci, zebrania, spotkania, koncerty.
Białystok znalazł się po wschodniej stronie linii Ribbentrop – Mołotow ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. W lipcu 1940 Sowieci powołują do życia Państwowy Teatr Polski Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, powierzając dyrekcję Aleksandrowi Węgierce (aktorowi i reżyserowi scen warszawskich). Węgierko, ciesząc się zaufaniem nowych władz, rozbudowuje teatr i gromadzi zespół złożony z przedwojennych sław aktorskich. Gra się po polsku, oprócz serwitutów ideolo stawia się także klasykę polską.
Po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej Węgierko nie ewakuował się na wschód. Nie wiadomo czy nie chciał czy nie zdążył. Nie wiadomo też gdzie, kiedy i jak zginął. Jedna z wersji głosi, że w zbombardowanym teatrze. W 1950 białostocki teatr przyjmuje imię Aleksandra Węgierki. Na następne 57 lat.
W maju 2007 marszałek województwa podlaskiego, na wniosek Piotra Augustynowicza, prezesa i sekretarza Towarzystwa Pamięci Józefa Piłsudskiego, zmienił patrona teatru. Prezes i sekretarz kontaktował się wpierw w tej sprawie bezpośrednio z teatrem, ale został odprawiony na drzewo. Wnioski wyciągnął, nauka nie poszła w las – drugim razem zapukał do właściwych drzwi.
Argumentacja godna zacytowania (oddajemy głos prezesowi i sekretarzowi): „Aleksander Węgierko nie zasłużył się niczym chwalebnym ani dla Białegostoku, ani dla Białostocczyzny. To postać nieznana ani młodemu, ani starszemu pokoleniu. Ponadto zachodzi poważne podejrzenie, że był agentem NKWD”. Na pytanie o to, czy są jakieś dowody na współpracę reżysera i aktora z sowiecką służbą bezpieczeństwa, Augustynowicz odpowiada, że nie, ale na współpracę Bolesława Bieruta też nie ma, a wszyscy wiedzą, że współpracował. Dzielni piłsudczycy wynaleźli też, że Węgierko Żyd - i już teraz wiadomo, czemu go tak sowieci hołubili.
Poznański Teatr Nowy nosi imię Tadeusza Łomnickiego (który, nota bene, zmarł na jego deskach podczas próby „Króla Leara” Szekspira). Jedyna nadzieja, że w Poznaniu Piłsudski nie cieszył się jakąś szczególną atencją. Bo jakiś lokalny prezes i sekretarz mógłby znaleźć kwity na Łomnickiego (że członek KC PZPR, że pięć żon, że były milicjant) i zadzwonić do marszałka województwa.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)