Najpierw oczywiście musiał się wypowiedzieć Jaś Fasola polskiej lewicy – Grzegorz Napieralski, który po prostu nie może wytrzymać pół dnia, jeśli w jakiejś gazecie nie dowali Kościołowi Katolickiemu. W ramach umacniania sojuszu lewicy z sodomitami (co ma w sumie sens – różnej maści zboczeńcy powinni trzymać się razem), zrównał apele aktywistów „pro life” z molestowaniem seksualnym
http://wiadomosci.onet.pl/blogi/napieralski.blog.onet.pl,323755090,blog.html
dokładnie tak, jak parę tygodni wcześniej zrobił to Robert Biedroń:
http://robertbiedron.blog.onet.pl/2,ID317749807,index.html
Osłabia mnie to: czy ci wszyscy ludzie uczą się zestawu retorycznych cepów z tej samej czerwonej książeczki?
Jeden powiew optymizmu: ludzie o tym poziomie umysłowym nigdy nie będą w stanie zmienić kraju na swoją modłę – czego dowodem „sukcesy” „Krytyki politycznej”, która już dawno zdechłaby bez dotacji. No, chyba że opozycję wobec nich będą stanowili tytani pokroju Sobeckiej – to wtedy może być różnie.
A co druga strona barykady? Też przewidywalnie: histeryczne sms-y o „ratowaniu dzieciątka”, modlitwy, grzmienie o „kulturze śmierci” z ambon... Standardowy repertuar, który na nikim – a już na pewno na bohaterce całej sprawy – nie robi wrażenia.
A przepraszam, był jeden powiew oryginalności: na forum „Frondy” rozpoczęła się dyskusja na temat możliwości ekskomunikowania minister Kopacz.
http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=1734386.
Skoro ułatwiła wykonanie aborcji, bezpośrednio sprzeciwiła się nauczaniu KK – wiadomo.
Nie wiem co wyjdzie z tej akcji, ale mam przekonanie że niewiele. Primo, podczas całej sprawy (kiedy młoda matka namyślała się – pozbyć się dziecka czy nie), ludzie próbujący ją odwieść od tej decyzji nie dostali przesadnego wsparcia ze strony hierarchów – więc niby czemu teraz cokolwiek miałoby się zmienić?
Secundo, mamy w Polsce wystarczającą ilość „postępowych” duchownych – choćby bp Życiński czy o. Zięba – którzy wiedzą, gdzie są konfitury i w razie czego udowodnią co trzeba.
Tertio: po żenujących pokazach korporacyjnej solidarności w wykonaniu kościelnej wierchuszki, coraz więcej ludzi bimba sobie na płynące z ambon moralne nakazy. Chcieli otwartości, demokratyzacji i tak dalej – to proszę bardzo. Jak to mawiał prymas Wyszyński (cytuję z pamięci, ale sens był mniej więcej taki): jak się pozwoli ludziom klaskać podczas mszy, to automatycznie daje im się przyzwolenie na to, żeby buczeli.
I ogólnie wszyscy zadowoleni: czerwoni mogą sobie pokrzyczeć na Kościół i powalczyć z ciemnogrodem, katoliccy aktywiści porozpaczać na tryumfem cywilizacji śmierci, hierarchowie wypowiedzą się w sposób oczywiście zrównoważony, spokojny i nie wartościujący (najlepiej odżegnując się od "inkwizycyjnych" praktyk – Boże, co za upadek)...
Tylko zamienionego w ochłap dzieciaka szkoda.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)