Nadzieja jest jednak matką głupich – myślałem, że po chorobie filipińskiej Kwaśniewski skorzysta z okazji, żeby siedzieć cicho... Nic bardziej mylnego – syndrom Geremka działa i człowiek ignorowany w kraju zaczyna się wywnętrzać na zewnątrz. Wywołuje to we mnie osobiście mieszane uczucia, coś jak znienawidzona teściowa spadająca w przepaść w nowym samochodzie: z jednej strony przestał się wypowiadać na forum krajowym, więc brak jego nalanej mordy w mediach należy uznać za pozytyw. Z drugiej, niestety, nieustająco daje głos na forum zagranicznym – ostatnio tutaj:
http://www.derwesten.de/nachrichten/nachrichten/politik/2008/7/17/news-62971684/detail.html
i tutaj
http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/news/kwasniewski-znow-powiedzial-za-duzo,1148108
Cóż tym razem wybełkotał mąż matki boskiej eseldowskiej? Primo, wiadomo: starego psa nie uczy się nowych sztuczek i człowiek, który przez całe życie zginał kark przed Moskwą musiał sobie znaleźć po 1989 nowego pana – a brukselscy komisarze pasują tu jak ulał. Nawet tytulatura podobna. I w tym wywiadzie mentalność z Kwasa wyłazi: dzięki omijającemu Polskę gazociągowi NordStream Europa może sobie zapewnić skuteczniejszą politykę energetyczną. Czy Polska coś będzie z tego miała? O tym Prezio nie wspomina.
Secundo, z powodu popełnionych po obu stronach (sic!) błędom dyplomatycznym, sytuacja jest skomplikowana. Że „polskie” rządy negocjujące z Rosją, zwłaszcza za czasów Kwaśniewskiego, to debile albo agenci – mniej więcej wiadomo. Ale jakie błędy popełnili Rosjanie? Nie można mieć do niedźwiedzia pretensji, że jest niedźwiedziem, zwłaszcza jeśli po mistrzowsku rozgrywa przeciw sobie nawzajem resztę lasu.
Tertio, zimne prysznice w postaci nominacji, których nie było (a przypomnę: widziano już Kwasa i w ONZ, i w NATO, i bodajże Banku Światowym) nie podziałały – otóż Kwas zalecałby odpolitycznienie projektu. Stawiana jest na dnie Bałtyku rura, która jest droźsza od konkurencyjnego projektu, rozwściecza ekologów (i seniora Giertycha) – i co, to z ekonomicznej kalkulacji wynika? Ani chybi filipińska choroba kończy wyżeranie szarych komórek Prezia – nie żeby nieszczęsny wirus miał szansę sobie uczciwie pojeść. I kto niby miałby się tymi zaleceniami przejąć?
Zgroza. To jeszcze nie jest może poziom Schroedera, który żyruje kredyt dla Gazpromu z federalnej kasy, a po zakończeniu kadencji idzie tam na członka rady – ale już jedna liga. A róźnice między nimi? Cóż, każdy ma kolaborantów na miarę swoich możliwości.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)