Na początek pytanie: z czym Wam się kojarzy hasło “niska jakość życia” i sugestie eliminacji jednostek nie w pełni wartościowych? Jeśli z totalitarnymi pomysłami na inżynierię społeczną, to dobrze Wam się kojarzy. Natomiast jeśli myśleliście, że takie pomysły zakopano na śmietniku historii razem z trupami Goebbelsa i Himmlera, to mam złą wiadomość:
Wraca nowe, proszę Państwa. Zdaniem wybitnej etyczki, ludzie z demencją powinni rozważyć zakończenie swojego życia, bo są obciążeniem dla NHS (taki ichniejszy NFZ) i swoich rodzin. Pani baronowa ma nadzieję na rychłe wyszkolenie ludzi, którzy będą mogli „put others down” (najbliższe polskie tłumaczenie jakie przychodzi mi do głowy to „uśpić” albo „dobić”). Zdaniem pani baronowej, nie ma nic złego w uczuciu, że człowiek powinien skończyć ze sobą, bo marnuje życie ludzi wokół – a prognozowany koszt na 2026 to 35 miliardów funtów rocznie. Jak skaczemy w przyszłość, to może wybierzemy się na chwileńkę w przeszłość?
http://en.wikipedia.org/wiki/Image:EnthanasiePropaganda.jpg
Sporo złego można powiedzieć o rewolucjonistach – czy to komunistycznych w Polsce lub Rosji, czy jakobińskich we Francji: siali zniszczenie, śmierć i wywracali porządek społeczny do góry nogami. Ale jak patrzę na taką baronową Warnock to myślę sobie, że z ich działalności wynikł jeden pozytywny skutek: eksterminacja szlachty jako warstwy mającej wpływ na życie społeczeństwa. Zniknęła horda wsobnie chowanych arogantów, których głównych mandatem do działalności publicznej były dokonania ich przodków sprzed paru stuleci – i patrząc po zachowaniach niedobitków, dobrze że zniknęła.
Oczywiście natura nie znosi próżni – miejsce tamtych zajęła, jak to nazywa mój przyjaciel Misza, „szlachta wrocławsko-warszawska” i przesadnej zmiany na lepsze nie stwierdzono. Ale to temat na kiedy indziej.
Nie byłoby tego tekstu gdyby nie opowiadanie Tomasza Kołodziejczaka „Wstań i idź”. Dziękuję, panie Tomaszu.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)