Miłościwie nam panujący Kartofelek nie jest człowiekiem przesadnie skłonnym do kompromisu i ugodowego podejścia do bliźnich – a że trafiła kosa na kamień, bo Słońce Peru też ma spore ego, dziennikarze mają o czym pisać. Samolot do Brukseli, szczyt UE, służba zdrowia... Właściwie nie ma takiego tematu, przy którym panowie nie mogliby się pożreć. Kiedy Tusk wyjdzie któregoś dnia i powie, że swędzą go hemoroidy, zdaniem Kaczora Mniejszego będzie to dowód na to, jak szkodliwy liberalizm niszczy Polskę.
Ale są sytuacje, w których pan prezydent bardzo liczy się z uczuciami bliźnich i gotów jest na rozmaite ekwilibrystyki, żeby tylko nie urazić drugiej strony. Dziwnym trafem, w ciągu ostatniego roku przejawy łaskawości naszego kartoflanego majestatu skierowane były głównie pod adresem Ukraińców –a konkretnie rządzącej tym pięknym krajem dziczy spod znaku OUN-UPA.
Gdy razem z Juszczenką odsłaniał tablice w Pawłokomie plotąc komunały o tragicznych mordach (zupełnie jakby cywili mordowali na Wołyniu Marsjanie) – uniosłem ze zdziwieniem brew. No lae dobra, pomyślałem, dyplomacja, może wszystkiego nie wiem, nawet Kaczorowi przysługuje domniemanie niewinności.
Kiedy IPN organizował konferencję poświęconą ludobójstwu na Kresach, pan prezydent odwołał swój patronat – zazgrzytałem ze złości zębami. Kiedy w tym samym czasie objął patronat nad festiwalem kultury ukraińskiej w Sopocie – szkliwo zaczęło mi pękać na zębach i dentysta kazał mi odstawić wiadomości na minimum tydzień.
Ale jeśli tydzień po wspaniałej jakoby gali z okazji Święta Niepodległości – z której Juszczenko wyszedł – nasz wielce szanowny Skwaszeniec jedzie pochylać się ze współczuciem nad cięzkim losem ofiar kolektywizacji, to już jest po prostu przegięcie.
Ja oczywiście bardzo współczuję ofiarom Wielkiego Głodu – tylko że ciężko zabiegać o szacunek innych, jeśli człowiek nie szanuje sam siebie. Widać omijanie żoliborskiego podwórka nie pomogło, mały Leszek nie wyniósł tej wiedzy z dzieciństwa – a że w Pałacu teraz chór pochlebców wokół, nie ma kto wpoić tej banalnej prawdy do prezydenckiego mózgu.
Szkoda gadać. Człowiek, który mienił się obrońcą tradycji i tożsamości, kupczy narodową pamięcią w imię marnych interesików. Na co liczy? Na poklepanie po ramieniu przez ślicznego Juszczenkę? Całusa od pięknej Julii? A może odsyp od PZPN przy okazji organizacji festynu dla kiboli wspólnie z Ukrainą?
Nie wiem i mam wrażenie, że gdybym o to spytał osobiście, mógłbym liczyć co najwyżej na tępe spojrzenie które nijak nie pojmuje, czego tu się ktoś ciska. Trawiłem ten temat, trawiłem – i nie wiedziałem co z tym zrobić, aż w końcu mnie olśniło: klasycy są dobrzy na wszystko. Więc na zakończenie czterowiersz, napisany dawno temu, w innych okolicznościach przyrody, ale pasujący do postawy pana prezydenta jak ulał
Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet pies cię jebał,
bo to mezalians byłby dla psa.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)