Kazimierz „yes yes yes” Marcinkiewicz postanowił o sobie przypomnieć – w swoim klasycznym stylu, to znaczy jak tu dużo mówić żeby nic nie powiedzieć. Mam nadzieję, że pogłoski o jego starcie w wyborach prezydenckich to tylko plotki – bo jeśli nie, to ten facet całkowicie utracił kontakt z rzeczywistością.
Dokonania w dotychczasowej karierze politycznej ma z gatunku mizernych – jako premier nic wielkiego nie zdziałał (acz, powiedzmy szczerze, niewiele spieprzył – może dlatego, że zajęty był balami studniówkowymi, machaniem do kamery i temu podobnymi działaniami). Ale zasmakował w bywaniu na szczycie – co robić, chciałoby się zapytać wzorem Włodzimierza Iljicza? Z prezesurą PKO nie wyszło, wielka kariera w świecie londyńskiej finansjery też jakoś nie przekłada się na polityczne profity, Platformie chyba przestał być potrzebny po dorżnięciu watahy („Murzyn zrobił swoje”)...
Czemu o tym piszę? Jeszcze jeden były, odstawiony na boczny tor – historia, jakich w polskiej polityce setki. Niestety sfrustrowany Kazio postanowił podzielić się ze światem szczegółami swojego życia osobistego. Kryzys wieku średniego, wymieniamy starą zużytą żonę na nowy model – nic specjalnego, prawda?
Ale po raz pierwszy w swojej karierze Kazio zrobił coś oryginalnego: wyznaczył nowe standardy w dziedzinie tego, jak nisko można się stoczyć w zapamiętałym ekshibicjonizmie.
Kazio się zakochał
Kazio nie jest winien, to ta okropna rodzina nie chciała z nim dzielić trudów zmieniania Polski i świata – więc znalazł pocieszenie w, hm, powiedzmy że ramionach uroczej asystentki.
Kazio jest człowiekiem z zasadami, który nigdy nikogo nie oszukiwał, a żona o wszystkim wiedziała
Po zrobieniu wokół siebie zamieszania, Kazio się kaja
Dobra, wystarczy – powyższe linki dają chyba niezłą próbkę żałosnych prób zwrócenia na siebie uwagi, które ostatnio uskutecznia były premier. Staram się być człowiekiem tolerancyjnym i nie osądzam decyzji Marcinkiewicza jako takiej. Jego małżeństwo, jego sprawa – może jest bawidamkiem który zdurniał na widok młodszego egzemplarza, a może małżeństwo i tak było fikcją pozbawioną uczucia i takie rozwiązanie jest uczciwsze. Nie wiem, i prawdę powiedziawszy średnio mnie to obchodzi.
Natomiast gdybym spotkał byłego premiera, to nie miałbym specjalnej ochoty podać mu ręki. Rozpadło ci się małżeństwo – trudno. Znalazłeś nową miłość – mazel tow, gratulacje. Ale na miłość boską, jeśli rozstanie z kobietą, z którą spędziłeś ponad ćwierć wieku coś znaczyło, to zamknij się („umieraj jak mężczyzna”, przypomina się stary dowcip). Co z ciebie za facet, że robisz z byłej żony pośmiewisko, w dodatku zwalając na nią całą odpowiedzialność? Nową kobietę traktując jak maskotkę do pokazywania się w tabloidach? Wywlekając prywatne sprawy na wierzch? Tfu, żenada.
Zdaniem lekarzy pracujących w klinikach zajmujących się sztucznym zapłodnieniem, wskutek chorób cywilizacyjnych i zanieczyszczenia środowiska z mężczyznami jest coraz gorzej – co w szczególności odbija się na jakości nasienia, z którym muszą pracować lekarze.
Gdy tak patrzę na Kazia i paru innych ludzi z wierchuszki to wydaje mi się, że problem sięga dalej niż kwestie czysto fizjologiczne. Coś się ludziom poprzestawiało w głowach i oplata się w gazetach jakieś żałosne androny, które jeszcze kilka lat temu zrobiłyby z każdego faceta pośmiewisko. Podobno styl to człowiek – i chociaż brzmi to jak oklepany frazes, nie mogę sie od niego opędzić w konkteście telenoweli zaserwowanej nam przez byłego premiera.
Kazia M. nazwano kiedyś Dodą Elektrodą polskiej polityki – że niby też go pełno w tabloidach i jest znany z tego, że jest znany. Osobiście uważam to porównanie za dość krzywdzące – z trzech powodów.
Primo, Doda jest osobą ciężko pracującą – polecam zapoznanie się z rozkładem jej koncertów, ta kobieta (podobnie jak Ich Troje) nie jęczy o dofinansowanie i mecenat tylko gra jakieś stachanowskie ilości koncertów. Że potem za zarobione pieniądze świruje? No i na zdrowie, w przeciwieństwie do ślicznego Kazia pani Rabczewska nie robi tego za moje pieniądze.
Secundo, tabloidy rozpisują się o szaleństwach, wybrykach, zejściach i rozejściach Dody i Majdana, ale nie przypominam sobie, żeby któreś z nich opowiadało ze szczegółami o prywatnych sprawach (pyskówek na wizji w kontekście gwiazd, lodu i tańca nie liczę – choć fakt, mamy tu element wspólny z Marcinkiewiczem czyli pasożytnictwo na publicznej kasie; inna sprawa, że gdyby ludzie nie chcieli tego oglądać, program by zdechł – a czy ktoś się pytał widzów o chęć oglądania Kazia?).
Tertio, Doda ma znacznie ładniejszy tyłek niż były premier. Ale może to tylko kwestia mojego seksizmu.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)