Tolerancja na kretynów pełniących funkcje publiczne to cecha, którą musi sobie wyrobić każdy regularny czytelnik wiadomości. Jako ze niestety zaliczam się do grona ludzi nałogowo czytających serwisy informacyjne, od dłuższego czasu pracuję nad półpancerzykiem praktycznym i nawet mam pewne sukcesy na swoim koncie – nie wzrusza mnie Pawlak proponujący rozdawanie stanowisk publicznych z przetargu, Rostowski zapewniający, że Polska jest oazą stabilności w morzu kryzysu, Kaczyński postulujący silną reakcję na incydent z Rokitą...
Ale raz na jakiś czas trafia się notka prasowa, po której po prostu muszę sobie puścić wiązankę słów niecenzuralnych, bo inaczej musiałbym coś zdemolować. I tak właśnie zdarzyło się dziś rano, kiedy przeczytałem wypowiedź pani minister od czegoś tam, Julii Pitery:
Dawno temu pani Pitera szefowała polskiemu oddziałowi Transparency International – i jak na warszawską radną, prezentowała zaskakujący poziom kompetencji, inteligencji i opanowania języka polskiego. Nie żeby z jej interwencji wiele wynikało, bo gajowy Piskorski ma się świetnie i przygotowuje się do powrotu jako szef SD („Noc żywych trupów 8” kręcą a ja nic nie wiem?), ale przynajmniej próbowała nagłaśniać co gorsze przekręty – w rodzaju sławetnego wiaduktu przy Dworcu Zachodnim. A potem w 2005 została posłanką z ramienia Partii Miłości. I wtedy się zaczęło.
Przegrana w walce o prezesurę NIK chyba przepełniła Julciowe serce goryczą, bo natężenie jadu pod adresem potwornego kaczystowskiego rządu osiągnęło nowe wyżyny. Przez cały czas spędzony w opozycji, pani Pitera pilnie pracowała nad raportem mającym ujawnić straszne nadużycia władzy, których dopuszczał się rząd PiS. W międzyczasie samochód wraz z oryginałami dokumentów zdążył się spalić (ale na tyle taktownie, że ktoś zdążył to sfilmować – czy w rogu kadru nie przebija aby złowieszczy uśmieszek Kurskiego?), zbrodzień przebrzydły Kamiński dalej szefował CBA, a główne nadużycie ujawnione przez Julcię to dorsz zakupiony przez jakiegoś wiceministra na służbową kartę kredytową. Wspomniałem, że ujawniono służbowe wydatki dokonywane przez ministrów rządu JarKacza – dziwnym trafem oprócz tych, które przypadają na MON, kierowany wtedy przez speca od „dorzynania watahy”?
Trudno się mówi, żyje się dalej – demonstrowane publicznie objawy skretynienia uchodziły Julci na sucho (co w sumie nie dziwi, bo w porównaniu z Niesiołowskim opluwającym np. Polonię z Chicago, to są lekkie ekstrawagancje). Ale takiego idiotyzmu jak sugestie, że policjanci nie potrzebują benzyny do samochodów bo piesze patrole są bardziej efektywne?
Już pomijam, że te słowa wypowiada typowy urzędniczy pasożyt, który dnia w życiu nie przepracował uczciwie, bujając się zawsze w okolicach jakichś fundacji, urzędów, by w końcu wylądować na ciepłej posadce na koszt podatników.
„Bardzo trudno patrolować miasta samochodami. Jaki sens ma patrol samochodowy w ciasno zabudowanych ulicach?” – cholera, że też policja holenderska nie wpadła na taki patent... Wyglądam za okno: faktycznie, amsterdamskie ulice do najluźniejszych nie należą. Ale jakoś policjantów to nie powstrzymuje i po Leidsestraat, gdzie stoi biuro w którym pracuję, co rusz przejeżdża policyjna furgonetka. Z drugiej strony, nie byłem w Warszawie już od dwóch miesięcy i może przez ten czas ulice się skurczyły, a na Marszałkowskiej czy Grójeckiej z trudem mijają się dwa samochody?
„Pytanie, czy to prawda czy próba wzniecenia niepokoju w związku z planowaną reformą w policji, np. zmianą wieku emerytalnego. Być może to celowy wyciek” – no i wszystko jasne, prawda? Spisek wiadomych sił. Po co się zastanawiać nad tym, czy policjantom jednak o coś chodzi – jeśli protestowali za rządu PiS, było to słuszne oburzenie na uwłaczające warunki pracy, jeśli nie przestali protestować za rządów Słońca Peru, są warchołami manipulującymi opinią publiczną przy użyciu kontrolowanych wycieków. Po co myśleć, lepiej rzucić nazwiskiem Brattona – połowa lemingów i tak nie wie o kogo chodzi, ale brzmi to światowo, więc musi Pitera prawdę ci powie...
Z dużą niecierpliwością czekam, jak rozwinie się ta sprawa. Chyba nawet najtwardsi wyznawcy Tuska nie uwierzą w zwalanie winy na prezydenta, ale na szczęście jest jeszcze długa lista możliwości: mohery, PiS, zaplute karły reakcji, PiS, małe zielone ludziki, kryzys gospodarczy... A gdyby i to nie działało, to zawsze Bartoszewski może zaślinić kamerę nazywając krytyków bydłem, wyjcami i tak dalej.
Tylko wracać do domu po zmroku trochę strach. Ale co tam: najważniejsze, jak to powiedział jeden mój znajomy, że „atmosfera w kraju jest lepsza”.
Komentarze
Pokaż komentarze (7)