Hura, niech żyje, alleluja i do przodu – świętujemy kolejną wspaniałą rocznicę w paśmie sukcesów pod hasłem III RP: tym razem idzie o umowę zawartą przy Okrągłym Stole. Ale o czym pisać? Mędrcy i uczeni w piśmie podali do wierzenia wersję obowiązującą (w dużym skrócie: należy postawić pomniki Wałęsie i Kiszczakowi / Jaruzelskiemu, a kto twierdzi inaczej ten oszołom opętany nienawiścią), a wierszówkę wyrobić trzeba.
Z góry przepraszam za ilość cudzysłowów w tym tekście, ale nie jestem w stanie poważnie traktować profesorskiego tytułu Środziny, natomiast użycia alternatywnego słownictwa zabraniają reguły dobrego wychowania (no i obiecałem autocenzurę wulgaryzmów mojej Mamie).
Na rynku prasowym panuje ostra konkurencja, więc „Der Dziennik” postanowił zrobić coś oryginalnego: zapytać kobiety co sądzą o przemianach ostatniego dwudziestolecia. Z jakiegoś powodu zaczęli od „profesorki” etyki Magdaleny Środy – co jest wyborem cokolwiek kontrowersyjnym (Środa to koszmarny otyły chłopobabon, tytuł profesorski dostała z klucza jako politycznie głośna specjalistka od obciążania winą za wszystko Kościoła Katolickiego, a już jej specjalizacja z etyki ma tyle mniej więcej sensu, co opinie Koniogłowego Seniora o ewolucję)... No ale niech im będzie.
Czym był zdaniem „profesorki” Okrągły Stół? "Uważam, że był dla wszystkich rozsądnych ludzi w tym kraju czymś bardzo ważnym. Pokojowa, oparta na negocjacjach, a nie na walce zmiana ustroju.” - no i od początku mamy jasno ustawione priorytety. Primo, „w tym kraju” - fraza używana do stadium nudności przez wszystkich ludzi „kulturalnych” i „eleganckich”, jak mawiał przed swoją późną apostazją Piotr Wierzbicki. Nie „Polska”, nie „mój kraj”, nawet nie „tutaj” - „ten kraj”, co od razu podkreśla dystans, jaki powinien czuć każdy oświecony Europejczyk.
Negocjacje – no, w sumie można to i tak nazwać. Generałowie obiecali nie rozstrzelać wszystkich jak leci (oczywiście samorządną decyzją, bez żadnej konsultacji z Kremlem) – a w zamian „konstruktywna opozycja” (krytyka tak, krytykanctwo nie – tak to szło za Towarzysza Edwarda?) pozwoliła im się uwłaszczyć.
„w opozycji, a zwłaszcza w tak zwanym podziemiu całą niemal pracę wykonywały kobiety. Kiedy natomiast przyszło do podziału władzy, do wejścia w Historię, kobiety – jak zwykle – zniknęły. I dziś gdy organizuje się konferencje poświęcone Okrągłemu Stołowi, zaprasza się samych mężczyzn.” - no, to jest dość ciekawa hipoteza, zwłaszcza w konkteście wysiłków „salonu”, żeby zdyskredytować rolę Anny Walentynowicz czy Joanny Gwiazdy. Ale może to teraz taka mądrość etapu. Może po prostu pani Anna powinna umrzeć, a przynajmniej stracić głos – i wtedy będzie można ją bez problemu wciągnąć na cokół? Zobaczymy.
Ale dość o przeszłości i czasach słusznie (miejmy nadzieję) minionych. Co „profesor” Środa sądzi o czasach po 1989? „Jednocześnie pojawiła się bardzo silna promocja tradycji, władzę pomału, ale skutecznie przejmował Kościół, co powodowało ograniczenie praw reprodukcyjnych kobiet i wtłaczanie ich w tradycyjne role matek i żon.” - Jezusie Maryjo (czy raczej w przypadku Środy: o Betty Dodson, wzorcu i inspiracjo nasza), tradycję promują? Jak to? Przecież żyjemy w czasach nowoczesnych, wszyscy powinniśmy wybrać przyszłość i radośnie pomaszerować pod czerwonym sztandarem w stronę tęczy na horyzoncie! Walcząc przy tym o prawa reprodukcyjne kobiet (nie wiem dlaczego, ale zwrot „prawa reprodukcyjne” wywołuje u mnie ciarki – pasowałby jak ulał do ustaw norymberskich albo czegoś w tym rodzaju), swobodę dla mniejszości etc.
Choć po chwili zastanowienia, może i ma pani Środa rację – na przykład prawa jej koleżanki po feminazistowskim fachu, Wandy Nowickiej, rzeczywiście zostały ograniczone... Wskutek czego jej synalek, Łukasz, może teraz działać w Lewicy bez Cenzury, bo jego mamusia go nie wyabortowała. Nad czym ja osobiście serdecznie ubolewam – oczywiście dlatego, że rozbieżność między głoszonymi poglądami a faktycznym zachowaniem u osób pełniących funkcje publiczne napełnia moje serce smutkiem.
A'propos komuchów: pani Środa mówi, że „Dekomunizacja oznaczała deemancypację” - i ja w tym momencie ogłaszam konkurs na wyjaśnienie co poetka miała na myśli. Nagroda: butelka dobrej whisky, żeby spłukać szok estetyczny związany z przeczytaniem jej wypocin, tudzież obejrzeniem otwierającego wywiad zdjęcia.
Pani „profesor” Środa para się etyką, estetyka to podobne słowo i też na „e” - czemu bohaterka wywiadu daje wyraz, stwierdzając „Gdy w 1992 roku usłyszałam po raz pierwszy wyrażenie „dziecko poczęte”, nie sądziłam, że taki potworek językowy może się przyjąć.”. „Prawa reprodukcyjne” są w porządku, ale „dziecko poczęte” to potworek językowy. Jak na porządną wyznawczynię Wielkiego Marszu ku postępowi przystało, pani Środa nie pozostawia problemu bez odpowiedzi „Dziś z przerażeniem patrzę, że ten język normalnie funkcjonuje i trzeba się zastanowić, co z tym zrobić.”
- i tu już nie słychać zaplutej z wściekłości tłustej baby na wiecu. Tu stukają buty. Konkretnie wojskowe buty „nieznanych sprawców”.
Kiedy Kinga Dunin opowiadała, jak to celem „Krytyki Politycznej” jest wykluczenie pewnych pojęć (prawicowych) z debaty publicznej, tylko paru „oszołomskich” blogerów zwróciło na to uwagę. Magdalena Środa chce „coś zrobić” z językiem swoich oponentów, jej rozmówczyni kompletnie to nie przeszkadza.
Patrząc na ostatnie półwiecze, można z niezłym prawdopodobieństwem przewidzieć, co zrobi jeśli będzie miała okazję: raport Komisji Rokity może tu służyć za punkt odniesienia. Na szczęście nikt tej wariatki nie traktuje poważnie, nie słucha jej opinii, nie zaprasza do ciał doradzających rządzącym.
Na razie.
Komentarze
Pokaż komentarze (22)