60 obserwujących
538 notek
792k odsłony
  134   0

Cyfryzacja - plusy i minusy

    Na blogu „technikalia” bloger @leniuch102 ponownie poruszył temat odtwarzania muzyki porównując winyle z CD, plikami rozpowszechnianymi w sieci oraz wrażenia ze słuchania takich konserw muzycznych. Przedstawiający się jako inżynier bloger pominął jednak kilka ważnych aspektów:

   Współczesny Świat dał się omamić „cyfrową jakością”. Pliki cyfrowe można łatwo i szybko powielać – mało tego, łatwo sprawdzić czy kopia jest identyczna (bit perfect) z oryginałem. Dodatkowo elektronika cyfrowa umożliwia dokonywanie praktycznie dowolnych modyfikacji nagrań w formie cyfrowej. W studiach nagraniowych, a nawet na koncertach „na żywo” używa się skomplikowanych konsolet z oprogramowaniem, które pozwala na prawie nieograniczone modyfikacje „materiału dźwiękowego” – na przykład w nagraniu stereofonicznym łatwo można zmienić ustawienie muzyków i instrumentów na scenie dźwiękowej, zmienić barwę każdego instrumentu z osobna, wprowadzać kompresję głośnych dźwięków itp.

    Niewątpliwą przewagę także transmisja cyfrowa w przypadku transmisji dźwięku – to dzięki niej możemy znacznie zwiększyć efektywność wykorzystywania kanałów transmisyjnych (różne multipleksy TV i radia). Dzięki temu można po stosunkowo niewielkich modyfikacjach lepiej wykorzystać istniejące nadajniki i pomieścić więcej stacji telewizyjnych i radiowych. Przy „okazji” uzyskamy praktycznie całkowitą eliminację zakłóceń transmisji, możliwość jej buforowania i wiele innych atrakcyjnych właściwości.

   Kodowana transmisja cyfrowa to bardzo stary pomysł! Stosowano ją już w epoce telegrafii (przewodowej i bezprzewodowej). Starzy harcerze pamiętają zapewne kod Morse’a (1838!). Jakość transmisji oraz podatność na zakłócenia były wówczas daleko niezadowalające – ratunkiem (na pewien czas) okazało się kodowanie i przejście na transmisję kropek (krótki sygnał) i kresek (długi sygnał). Do kodowania i odkodowywania transmisji niezbędni byli wytrenowani telegrafiści.

    Technika szła jednak do przodu i wkrótce jakość kanałów transmisyjnych poprawiła się na tyle, że możliwe stało się korzystanie z niekodowanych transmisji analogowych (telegrafiści stali się zbędni) i rozwinęły się najpierw techniki zapisu i przesyłania dźwięku w postaci analogowej (telefon Bella to 1877 r., a fonograf Edisona to 1877 r.), a nieco później radio i TV. Stosunkowo niedawno znów powrócono (z wielu względów – także komercyjnych) do transmisji dźwięku i obrazu kodowanych cyfrowo. Rozwój elektroniki cyfrowej i szybkość pracy komputerów (w tym specjalizowanych) pozwoliło na rozwój tych technik. Systemy kodowania zmieniają się jak w kalejdoskopie - dobrze o tym wiedzą poszukiwacze różnych kodeków. Sporo transmisji jest kodowanych – chcesz? To płać. Pamiętacie Państwo regionalizację odtwarzaczy i płyt DVD oraz akcję wprowadzania DRM (Digital Rights Management)? Tak naprawdę te działania ochrony praw wymusiła szybkość i łatwość bezstratnego (bit-perfect) kopiowania plików cyfrowych. Dziś płacimy odpowiednie podatki o każdego nośnika i każdego urządzenia, które można wykorzystać do ich kopiowania (opłaty reprograficzne).

   Transmisje (lub nagrania) analogowe z zasady nie są kodowane. Aby posłuchać klasycznej analogowej płyty winylowej nie potrzebujemy żadnego kodeka. Mam sporo wspaniałych płyt winylowych z „złotego okresu HiFi” czyli lat 1960-1970. Na wielu z nich znajdują się takie (lub podobne informacje):

„Sesja nagraniowa miała miejsce w 1960 r. w słynnej ze swej akustyki sali koncertowej w Watford pod Londynem. Orkiestra (London Symphony) została rozmieszczona klasycznie, jak na koncercie, zadbano także o obecność na scenie (choć nie poruszających się) tancerzy. Nagranie wykonano za pomocą trzech (3!!!) nieruchomych mikrofonów (jeden służył do nagrania wersji monofonicznej). Podczas nagrywania na nośniku magnetycznym i późniejszego przeniesienia go z taśmy na płyty winylowe nie dokonywano żadnych interwencji akustycznych lub technicznych. Za dynamikę, zrównoważenie instrumentów, artykulację i szczegóły i tym samym ostateczny efekt nagrania odpowiedzialny był jedynie dyrygent – maestro Anatole Fistulari.” 

(Balet Adolphe Adam „Giselle” album Mercury Living Presence SR2-9011) tłum. autor notki

    Dziś takie nagrania uznawane są za referencyjne i odtwarzane na dobrym sprzęcie nie mają sobie równych pod względem wierności brzmienia. Są również przenoszone na inne nośniki – na taśmy szpulowe, albo na nośniki cyfrowe (najczęściej na SACD), jednak wymaga to interwencji podczas remasteringu.

Tyle o technice – o teraz nieco o muzyce.

    Bardzo niewielu ludzi słucha obecnie muzyki w formie naturalnej – to znaczy wykonywanej na instrumentach akustycznych lub śpiewu bez pośrednictwa wzmacniaczy. Nawet na koncertach (o zgrozo również muzyki barokowej lub w klubach jazzowych) króluje stanowisko akustyka, który decyduje o końcowym efekcie – a słuchacze odbierają dźwięk z głośników. Oczywiście niektóre instrumenty (choćby gitara elektryczna) tego wymagają, ale nagłaśnianie w małej sali klasycznego tria fortepianowego (fortepian, kontrabas i perkusja) po prostu nie ma sensu. Słuchacze są dziś przyzwyczajeni do dźwięku emitowanego z głośników i traktują go jako naturalny. 

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale