Dzis w TOK FM pojawilo się nie publikowane dotychczas nagranie z wywiadu, opublikowanego w Polityce 1 listopada 1980 roku, nr 44.
Wywiad z Lechem Wałęsą, Andrzejem Gwiazdą, Bogdanem Lisem, Bogdanem Borusewiczem i Aliną Pieńskowską przeprowadził Daniel Passent, Andrzej K. Wróblewski i Adam Orchowski.
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,8809728,Walesa_tuz_po_strajku__Odejde_w_cien__Beda_rzadzic.html
z ciekawością wysłuchałem i chciałbym podzielić sie kilkoma spostrzeżeniami
1. Myślę, że żadna z osób wówczas rozmawiajacych, wbrew temu że niektórzy już się tłumaczą, nie ma żadnych powodów by wstydzić się tego co mówiła - ani pytający ani pytani. Szczegolnie rezolutny i rozważny wydał mi się głos Andrzeja Gwiazdy, Lech Wałesa troche kokietował, lecz chyba rzeczywiscie był zagubiony.
2. Można wyczuć (z czego tłumaczyć sie już zaczął Daniel Passent - wg mnie niepotrzebnie) że dziennikarze - w końcu reżimowego medium - próbują wpędzić Związkowców w pułapkę. I ta właśnie pułapka jest clou całego tego wywiadu, tak wówczas jak i dzisiaj. Tylko że w 1980 roku ta pułapka była swoiście perfidnym szantażem a z upływem czasu stała sie realną rzeczywistoscią. Na czym ona polegała?
Otóż Passent i Wróblewski w ciągu wywiadu systematycznie spychają związkowców z tematów wolnosciowo-politycznych w sferę tematów ekonomicznych, a dokładniej w problemy funkcjonowania zwiazków zawodowych w systemie kapitalistycznym.
To spychanie wygląda tak : Chcecie wolności czyli także władzy to weźcie odpowiedzialność, a odpowiedzialność bedzie polegała także na oparciu się na bezwzględnym rachunku ekonomicznym, na pojawieniu się konkurencji wsród zakładów ale także wśród pracujacych, na reformach i restruturyzacji, prywatyzacji i w konsekwecji nieuniknionym bezrobociu, czy tego chcecie, czy macie na to odwagę na takie zmiany?
Odnisłem wrażenie, że te pytania to po pierwsze było straszenie kapitalizmem, po to by przyhamować ambicje niezaleznosci i samorządnosci, lecz przyznam, że był też w tych pytaniach pewien szerszy horyzont dziennikarzy i zwiazkowcy sobie z nim nie radzili. Zresztą na tym etapie nie mieli obowiazku sobie radzić, zaś dziennikarze powtierdzali rację samego ich protestu, kiwając paluszkiem na zakusy i ciągotki do władzy.
Wszyscy wspólnie - sypchający i spychani - dochodzą do konkluzji - socjalizm tak wypaczenia nie. I co ciekawe na tej konkluzji nie kładzie się cieniem groźba wielkiego brata ze wschodu, lecz ta konkluzja jest efektem tylko rozważań o pracy, zwiazkach zawodowych, relacjach spolecznych i ekonomii (socjalistycznej).
Jedynie Andrzej Gwiazda ma pomysł i mówi jednoznacznie - władza to odpowiedzialność i na odwrót odpowiedzialność to władza. Mimo, że jak widac, i jak pokazala historia, obalenie socjalizmu (czyli prywatyzacja, ewentualne bezrobocie) wcale mu nie w głowie.
Gwiazda ujmuje tę myśl o odpowiedzialności w słowach:
"Co tu mówić, że władza ma lub nie ma do nas zaufania. To pytanie czy władza ma zaufanie do społeczeństwa. Jeżeli nie ma zaufania do społeczeństwa, to sprawuje władze bezprawnie."
Wałesa już wtedy ma charyzmę, ma też wyczucie sytuacji np gdy mówi skrótami "Gdybyśmy strajku nie wywołali, to ten strajk wybuchłby sam." lecz prawdziwą gwiazdą tego wywiadu jest Andrzej Gwiazda i to jego powyższe słowa stają sie mandatem, programem i celem Solidarności.
Od tego momentu wszystko (chociaz nie jawnie) zmierza do wzięcia prawdziwej odpowiedzialnosci czyli wolnych wyborów. Wybuchają strajki i są gaszone, podpisuje się porozumienia i zrywa je, podkreśla się nienaruszalność systemu czyli socjalizmu ale kwestionuje władzę. Wszystko zmierza do wolnosci, czyli do wyborów.
To jest wspanialy wywiad, bo ludzie w nim rozmawiajacy odnoszą sie do siebie wzajem z szacunkiem, dziennikarze potwierdzają że protest robotniczy jest uzasadniony, a poziom manipulacji (jakkolwiek ona istnieje) jest w porownaniu z dzisiejszym niemal żaden, zaś poziom kultury tej rozmowy jest dzisiaj nieosiągalny, jasnosc myśli i sposób ich wyrażania krystaliczny w porowaniu do dzisiejszego wszech partyjnego bełkotu.
[dziś wiodący dziennikarz polski Tomasz Lis przerywając co dwa slowa Palikotowi, czyli gosciowi ktorego zaprosil do studia, strofuje go i wygłasza podnoszac głos, dosadne czy wręcz chamskie opinie kulturze swojego gościa - cóż rzec o takim dziennikarstwie, schodząc na jego poziom trzeba by pzapytać 'czy to wyłazi słoma z nory'? ]
Ale wracajac do tematu - można zaryzykować tezę, że bez Wielkiego Brata ZSRR w Polsce w 1980/81/82 roku doszloby do demokratyzacji, PZPR wraz ze swym zbrojnym ramieniem zostałby rozbrojony.
Rodzi sie pytanie, ktore pewnie zadano nie raz i nie raz nie odpowiedziano, dlaczego wtedy nie szukano konraktowego kompromisu u władzy poprzez wybory.
Dlaczego tak władza jak i Solidarnosc doprowadzily do polaryzacji i powstania dwu ośrodków władzy - Związków i Rządu(de facto partii), a po 10 latach okazalo sie ze polem kompromisu był Sejm. Czy w 1981 roku nie można bylo zawrzeć kontraktu 30%-70%.
I jak wyglądałaby ta kompromisowa władza, która w latach '80 podjęłaby się reform, czy nie zostałaby zdmuchnięta przez coraz większy radykalizm, czy nie skompromitowałaby sie szybciej i bardziej probując w 1981 roku budować socjalizm z ludzką twarzą, skoro w 1990 po pół roku budowy kapitalizmu Solidarność odcięłą i odżegnała sie od Balcerowicza? Przez te 10 lat i Solidarność i komuna dojrzały do reform, ktore były wszak nieuniknione. Ktoś powie Czechy, Słowacja, Węgry, wprowadzały je bez dojrzewania, ale była też jednak i Rumunia i Jugosławia.
A może Czechosłowacja i Węgry dojrzały do aksamitu w 1956 i 1968 roku. Na pewno każdy z krajów bloku wschodniego poniósł cenę dojrzewania lub jego braku. My nie wybieraliśmy, skazano nas 13 grudnia na drogę, ale myślę że z tych wszystkich straszliwych dróg nasza polska droga była najlepsza.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)