Po dzisiejszej deklaracji Marcina Dubienieckiego wiemy już po co kilka dni temu Jarosław Kaczyński potrząsnął trumną brata.
Celem tego wstrząsu była promocja Dubienieckiego. Tylko w taki sposób, stojący dotychczas w cieniu swej żony Marty, Marcin Dubieniecki mógł zaistnieć przed wielomilionową widownią.
Na to by cała Polska skierowała na niego wzrok, a jego nazwisko pojawiło sie we wszystkich newsach i wyryło w świadomości Polaków trzeba było czegoś naprawdę wyjątkowego, czegoś - powiedzmy sobie - porażającego na skalę światową. Bo tylko tak można stworzyć w mediach gwiazdę w ciągu kilku godzin.
Czymś takim absolutnie elektryzującym było stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego :
"Nie ukrywam, że o ile rozpoznałem ciało świętej pamięci brata na lotnisku, i tu nie miałem wątpliwości, podałem zresztą charakterystyczne cechy, i one zostały potwierdzone, tzn. bliznę na ręce po ciężkim złamaniu ręki, o tyle, kiedy już widziałem ciało przywiezione do Polski w trumnie, tego nie rozpoznałem. [...] To był człowiek, który w ogóle nie przypominał mojego brata"
To musiało przyciągnąć wszystkie kamery i stacje w Polsce. Pogrzeb, na który mieli zjechać się wszyscy najważniejsi przywódcy świata, który oglądał naród był farsą, brat bliźniak wyraża wątpliwości. Idealny breaking news.
Wszystkie kamery wędrują na prezesa.
A za chwilę Dubieniecki mówi coś wręcz przeciwnego - nie ma żadnych wątpliwości "Na Wawelu spoczywa Lech Kaczyński"
I momentalnie wszystkie kamery przenoszą się na Dubienieckiego, który przez cały dzień powtarza w kółko to samo.
W normalnej rodzinie nikt tak nie pogrywa. Przez 8 miesięcy milczeć przy stole, na spotkaniach rodzinnych i nagle bez konsultacji z pozostałymi członkami czyli bratanicą i jej mężem, ni z tego ni z owego, wyskoczyć przed publicznie na konferencji prasowej "nie wiem czy tam jest mój brat".
Nie obawiajmy się - tu też ta konsultacja była, lecz zdecydowano się potrząsnąć trumną by Dubieniecki zaistniał w czołówkach.
Wcześniej można sie było tylko domyślać takiej promocji, ale kiedy dziś Dubieniecki powiedział że "może zapisze się do PISu" i bedzie kandydował z list tego ugrupowania, taka kampania promocyjna staje sie oczywistą oczywistością.
Za chwilę Dubieniecki wyciąga następnego asa z rękawa, aby znaleźć sie w centrum uwagi :
Od dziś Dubieniecki chce złożyć doniesienie o zamachu do prokuratury.
Dlaczego akurat on? Ciekawe? Tak jak ciekawa forma promocji.
Zdaje się, że Prezes ewidentnie potrzebuje wsparcia kogoś z rodziny by prowadzić politykę i raczej nadal nie ufa Ziobrze mimo, że ten już nieźle mówi po angielsku.
Obawiam się jednak, że Dubieniecki ma w sobie coś z antylidera i brakuje mu charyzmy, nawet takiej jakiej w minimalnym stopniu PiSu odmawiał Komorowskiemu.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)