Dla złagodzenia odbioru, dla efektu normalności, ustawa o tzw. związkach partnerskich ma dotyczyć osób homoseksualnych i heteroseksualnych - typowe zaciemnianie tematu. Ci heteroseksuali mają pomyśleć sobie tak: no tak, nie chcę związku małżeńskiego, to sobie zgłoszę/zarejestruję się partnersko.
Zgłoszę się i co dalej? co mi daje to "zgłoszenie partnerskie" ano niby ma dać, że będę mógł/mogła odwiedzać partnera w szpitalu, dziedziczyć ustawowo(?) czy co tam innego co łaczy małżonków. No dobra, ale po co w ogóle osobom heteroseksualnym taki twór? żeby swoją kobietę nie nazwyać żoną? czy mężczyznę - mężem?
A mnie jeszcze teoretycznie interesuje co będzie się dziać, jak będzie wyglądać, rozwiązanie takiego "związku parterskiego"?
Dopisek:
Pani Piekarska mówi a raczej produkuje cd zasłony dymnej:
"Ponad 20 proc. dzieci dzisiaj rodzi się w związkach pozamałżeńskich i ustawodawca nie może tego nie zauważać. Osoby żyjące w stałych związkach mają problemy w życiu codziennym, nie mówiąc już o sytuacji po śmierci jednego z partnerów. To chodzi o zabezpieczenie: o rentę po zmarłym partnerze, o alimentowanie, gdy związek się rozpadnie"
Chwila, chwila czyli jak to ma być? ktoś jest w związku małżeńskim ale dziecko urodzi mu się z pozamałżeńskiego skoku w bok, to z tą Panią (od skoku) będzie mógł zawrzeć związek partnerski żeby zabezpieczyć dziecko ze związku pozamałżeńskiego? taka bigmamia?


Komentarze
Pokaż komentarze