W osłupieniu i z niedowierzaniem oglądałem filmy umieszczane w internecie, pokazujące zachowanie ludzi pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Ich zachowanie można porównać do niesławnych zwyczajów „Dziadków” znęcających się nad „Kotami” w wojsku poborowymi. Widzimy na tych filmach ludzi plujących innym w twarz, obrzucających się wyzwiskami, depczących po wizerunkach zmarłych, szydzących z religii innych. Myślę, że takiego zdziczenia nie zaobserwowalibyśmy nawet w najgorszych spelunach dużych miast. I w tym tłumie możemy zobaczyć takie osoby jak choćby Anna Mucha dziennikarka, celebrytka, aktorka, czy Maciej Gdula publicysta. I co przeraża najbardziej, oni wszyscy przy tym dobrze się bawią.
Nie chcę teraz wchodzić w spór co powinno się stać z Krzyżem. Ale chcę się zastanowić jak to możliwie, że w centrum naszej stolicy, przy aplauzie wielu „poważnych” ludzi, dochodzi do takiego zdziczenia. Wydawało się do niedawna, że takie wartości jak wolność wyznania, szacunek dla zmarłych, godność osobista każdego człowieka, to wartości wspólne dla naszego społeczeństwa. Wspólne i takie, o które społeczeństwo i Państwo w znaczeniu instytucji, aktywnie się będzie upominać.
Profesor Nęcki komentując wysyp wulgarnych graffiti w Krakowie powiedział w Gazecie Krakowskiej: „Agresja zawsze rodzi agresję. Najbardziej podatni są młodzi ludzie. Czytając codziennie podjudzające do nienawiści hasła, stają się agresywni i zbuntowani wobec wszystkich i wszystkiego”.
Żeby dotrzeć do źródła takiego zachowania, żeby uchwycić moment, w którym dano przyzwolenie na taki standard, trzeba cofnąć się nieco w czasie i przyglądnąć słowom jakie padały w naszym życiu publicznym.
Już po wyborach Prezydenckich, kiedy wolno było więcej dziwakowi z Lublina, obserwowaliśmy równie gorszące sceny, tyle że na poziomie agresji werbalnej. Po tym jak puszczono plotkę o „ukazaniu” się Posła Gosiewskiego i po tym jak dziecko Posła przez moment w tą plotkę uwierzyło, wydawało się że granica została przekroczona. Że czas wreszcie zareagować. Ale wtedy o zgrozo można było usłyszeć liczne słowa usprawiedliwienia, czasem wręcz poparcia dla dziwaka lubelskiego, płynące z ust „moderatorów” dyskusji publicznej. Niektórzy z nich, jak Pani Paradowska, czy Pani Kolenda-Zaleska, wręcz ochoczo się do dziwadła przyłączyły. Jakby w końcu ktoś pozwolił im zrobić coś (poznęcać się nad zmarłym, niepełnosprawnym Posłem PiSu), na co miały ochotę od dawna. Jakby wreszcie mogły zrzucić uwierający gorset kultury czy dobrego obyczaju.
Przypomnijmy sobie słowa jakie padały z ust osób piastujących najważniejsze stanowiska w Państwie. Niestety prawda jest taka, że Prezydent, Premier, Marszałek Sejmu i Senatu, były Prezydent i zarazem noblista, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego - oni wszyscy uznali, że przeciwników politycznych można traktować jak śmieci. Że można w walce politycznej, ale i tym samym w debacie publicznej, swoich rywali politycznych wyzywać, szydzić z choroby ich bliskich, drwić ze śmierci ich bliskich, bawić się emocjami ich rodzin, oskarżać nie mając żadnych podstaw o alkoholizm, o choroby psychiczne, drwić z nich jak dzieci w podstawówce z brzydkich butów, brzydkiej koszuli, małego wzrostu, nadwagi.... I tak bez końca. Co więcej, tym ważnym instytucją Państwowym z pobłażaniem, czasem z życzliwością przyglądali się niektórzy hierarchowie kościoła katolickiego. Można było usłyszeć wyrazy szacunku dla Pana Komorowskiego („jaki Prezydent, taki zamach”, „Dunki kaszaloty”....) od arcybiskupów, można spotkać księdza Sowę grzecznie przytakującemu politykom. Co mniej jeszcze bardziej przeraża, nie usłyszałem (a jestem z pewnością ponad przeciętnym konsumentem mediów) sprzeciwu, napiętnowania zdziczenia obyczajów w dyskusji publicznej, ze strony Kościoła Katolickiego! Dlaczego?!
I zapewniam Państwa, że nie chodzi mi o konkretne osoby, czy partie polityczne. Również dlatego, że bardzo łatwo wypaść z roli pieszczocha „mainstremu” do roli wioskowego głupka. Nawet Tony Blaire, który kilkanaście lat niepodzielnie rządził debatą publiczną w Wielkiej Brytanii, ostatecznie stał się Persona Non Grata. Taka dola aktywnych polityków.
I właśnie w tym „zdziczeniu” języka jakim posługuje się wielu polików i dziennikarzy dostrzegam sygnał, przyzwolenie na takie zachowania jakie można obserwować na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie (hasło „Pokaż Cycki” krzyczane do starszych kobiet, stało się już klasukiem). Tu widzę źródło nagłego wysypu obraźliwych graffiti w naszym mieście.
Dlatego zachęcam do stawiania tamy i przeciwstawianiu się brutalności w sferze języka jaki zadomowił się w naszej debacie publicznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)