Bator Jakub Bator Jakub
230
BLOG

Jak łatwo zdemolować finanse miasta - model dębicki

Bator Jakub Bator Jakub Polityka Obserwuj notkę 1

Dziś już pewnie niewielu krakowian pamięta dyskusje na temat pomysłu odrzucenia przez Radę Miejską w całości budżetu dla miasta Krakowa. Od lutego 2010 staram się śledzić los miasta Dębicy. Tamtejsza Rada Miejska postanowiła wdrożyć w życie taki właśnie pomysł. Czyli nie przyjęto budżetu miasta na rok 2010. I z przerażeniem patrzę, jak niewiele nam brakowało do prawdziwej katastrofy finansów w Krakowie. 

Niczego nie będzie 

Na przełomie roku 2009/2010 w Krakowie i w Dębicy rozgorzała bardzo podobna dyskusja. Oto w obydwu tych miastach Radni przede wszystkim z klubu PO podnosili larum w sprawie zadłużenia miasta. Zadziwiające jest podobieństwo tych wypowiedzi, czasem były one nawet identyczne. Radny Z. Kochanowski z Dębicy mówił „Przeraża nas prognoza długu. Nie chcemy, żeby Dębica stała się bankrutem”. Prawda, że ton tej wypowiedzi można spokojnie przypisać krakowskiemu Radnemu? Słyszeć można było także o „kreatywnej księgowości” i „naciąganiu wskaźników”. Czyli łatwy to sformułowania komunikat, niepodparty jakąkolwiek analizą ekonomiczną.

Padła więc ze strony PO propozycja odrzucenia budżetu zaraz po jego prezentacji przez Prezydenta - w Krakowie i Burmistrza - w Dębicy. Wszyscy wiedzieli, że konsekwencją takiej decyzji będzie przyjęcie budżetu dla miasta przez Regionalną Izbę Obrachunkową (dalej RIO). Wiedzieliśmy także, że RIO w takiej sytuacji ma obowiązek zapewnić budżet jedynie na bieżące zadania własne miast. Ale niektórzy z Radnych przekonywali, że to nieprawda. Że budżet przyjęty przez RIO będzie kontynuował rozpoczęte już inwestycje i podpisane już umowy, że mieszkańcy nie odczują różnicy. A jedynie miasto będzie mniej zadłużone (ten argument proszę zapamiętać). „To nieprawda, że „schetynówka” nie będzie realizowana. Jeśli nie przyjmiemy budżetu, to RIO w konsultacji z radą miejską uwzględni wszystkie inwestycje, na które są już podpisane umowy albo uchwały zobowiązaniowe” mówił Piotr Szyper Radny Dębicy. Burmistrz Dębicy przestrzegał, że odrzucenie budżetu będzie oznaczać stratę 20 mln dotacji, zahamowanie inwestycji. Ale Radni Dębicy wiedzieli swoje i ostatecznie 30 stycznia 2010 roku odrzucili projekt budżetu miasta. 

Mniej pieniędzy, żadnych inwestycji
Regionalna Izba Obrachunkowa przyjęła w dniu 23 lutego ustawę w sprawie budżetu dla Dębicy. Przyglądnijmy się więc temu dokumentowi. Otóż RIO - zgodnie z zapowiedzią ekspertów - zrezygnowała z części dochodów (zmniejszone o 10%), nie przyjęła także zapisów o kredytach dla miasta. Nie można więc było zaciągnąć kredytu ani inwestycyjnego, ani - co bardzo ważne - kredytu obrotowego. Łącznie dochody i przychody budżetu Dębicy zmalały z 147 mln do 109 mln zł. A więc aż o 26%. W Krakowie oznaczałoby to budżet mniejszy przynajmniej o 332 mln zł (kredyty). 

Mniejsze dochody oznaczać muszą oczywiście mniejsze wydatki. RIO w Dębicy nie zapisało w budżecie na rok 2010 żadnych inwestycji. Może wydawać się to nieprawdopodobne, ale dlatego piszę o tym dopiero dziś, po licznych perypetiach jakie to miasto przeszło. Nie zapisano w budżecie nawet tych inwestycji, na które miasto podpisało już umowy. Zobowiązywano tym samym władze miasta, do zerwania umów i wypłacenia odszkodowań dla wykonawców w wysokości 20 mln zł. Zmniejszono także wydatki w poszczególnych zakładach budżetowych i wydziałach. Pracownicy tych zakładów musieli się udać na przymusowe urlopy bezpłatne. Co oczywiście zaowocowało protestami.”Radni nie przyjęli do budżetu ani kasy na inwestycje, ani pieniędzy na nasze wynagrodzenia. Ludzie zarabiają po 200-300 zł, bo są wysyłani na bezpłatne urlopy. Co z nami będzie? Ja mam żonę na zasiłku przedemerytalnym, troje dzieci. A jak będzie wyglądać to miasto? Przecież my sprzątamy, utrzymujemy zieleń, a w zimie odśnieżamy” - pytał Bogusław Lesiak pracownik dębickiego Zakładu Usług Miejskich.
Część kredytu, który był w planie Burmistrza Dębicy, miał służyć spłacie wcześniej zaciągniętego długu. Tak się dzieje w wielu miastach Polski, tak działanie podejmuje też rząd (jest to tzw. rolowanie długu). RIO nie pozwoliła na zaciągnięcie nowych kredytów, ale oczywiście zaplanowała spłatę starych. Tak więc realnie w budżecie miasta było jeszcze mniej pieniędzy. W Krakowie byłaby to kwota 327 mln zł. 

Co ciekawe, Rada Dębicy szła w zaparte. W marcu Burmistrz zaproponował po raz kolejny głosowanie nad budżetem - jest to dopuszczalne - w takiej sytuacji przestałby obowiązywać „kadłubkowy” budżet przyjęty przez RIO. Burmistrz proponował głosowanie każdej z inwestycji z osobna. Ale i na to Rada się nie godzi. W związku z tym Burmistrz Dębicy podaje się do dymisji. Ta decyzja uratowała miasto przed koniecznością zerwaniem umów zawartych w poprzednich latach i wypłatą większości odszkodowań. Do zerwania umów zobowiązywał Burmistrza przyjęty przez RIO budżet. Skoro nie było Burmistrza w mieście uznano, że nie ma kto umów wypowiadać. Interpretacja prawa dość szczególna, ale zafunkcjonowała. Po tej decyzji miasto było zarządzane byle jak, albo wcale, można powiedzieć że dryfowało. Inwestycje rozpoczęte w latach ubiegłych były realizowane, albo nie. Dotacje przepadały. Nikt nie wiedział tak naprawdę dlaczego. Pracownicy Urzędu, nauczyciele, zakłady budżetowe otrzymywały pieniądze z opóźnieniem, czasem mniej, czasem więcej. 

W tej sytuacji z mocy prawa interweniuje Wojewoda i Premier. W związku z tym, że do wyborów pozostało mniej niż rok, postanowili powołać osobę pełniącą obowiązki Burmistrza. Został nim Mariusz Szewczyk, szef struktur powiatowych partii....., tak zgadli Państwo, PO. Zastępcą Burmistrza został za to Andrzej Reguła, wierny członek.... (równość koalicyjna musi zostać zachowana) PSL, wcześniej kierownik Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Dębicy. Powołano ich końcem kwietnia. 

Krajobraz po bitwie - jeszcze większe długi

W maju pełniący obowiązki Burmistrz przedstawił raport o stanie finansów miasta. I to jest najbardziej zatrważające. Stan zadłużenia miasta według planu budżetu - który Radni odrzucili i z powodu, którego to postanowili narazić miasto na straty finansowe i wyhamowanie rozwoju - wynosił 66 mln zł. Plan przygotowany w maju przez p.o. Burmistrza wyniósł 70 mln zł. Czyli o 4 mln zł więcej  ( 6%). Jak to możliwe? Ano to dość logiczne biorąc pod uwagę chaos, jaki panował w mieście, konieczność wypłaty części kar i odszkodowań, odpraw dla odchodzących z podupadających instytucji pracowników itd. Ale to nie koniec. W lipcu rozstrzygnięto przetarg na kredyt obrotowy, tak bardzo wedle niektórych niepotrzebny. W lipcu także zaczęto rozpisywać przetargi na inwestycje zaplanowane już w grudniu ubiegłego roku. Tak więc miasto straciło siedem miesięcy. Jeśli będą protesty (a niemal zawsze są), to umowy podpisane zostaną jesienią, a zima przesunie ukończenie inwestycji na kolejny rok. 

Kraków - chaos do kwadratu
Proszę spróbować sobie wyobrazić podobny scenariusz dla Krakowa. Miasto dysponowałoby pieniędzmi mniejszymi o 659 mln zł (przypominam, że niemal w całości kredyt zaciągnięty w tym roku służy spłacie kredytów z lat poprzednich). Nie wystartowałyby nowe inwestycje, takie jak budowa przedszkoli, remonty szkół itd. (to nie tylko o remont ronda Ofiar Katynia chodzi). Chaos jaki zapanowałby w drugim co do wielkości mieście Polski, byłby zapewne wielokrotnie większy od tego, co działo się w Dębicy. Zaznaczam, że Prezydent nie ma obowiązku rezygnacji z funkcji. A to by oznaczało konieczność zrywania umów i wypłatę odszkodowań idących w setki milionów złotych. Zagrożone byłyby dotacje UE (projekty z podpisanymi umowami, lub z tzw. pre umowami to łącznie 1 mld 30 mln zł). I co ważne, jak pokazuje doświadczenie, zadłużenie miasta wzrosłoby jeszcze bardziej, niż przy sytuacji stabilnej. 

Można by zapytać w imię czego fundować taki stan mieszkańcom miasta? Odpowiedzią niech będzie klucz wedle którego mianowano p.o. Burmistrza w Dębicy. Zapytajmy Qui bono, kto skorzystał w Dębicy? Któremu z kandydatów na Prezydenta Krakowa to zamieszania miało służyć? Te pytania niech pozostaną bez odpowiedzi. 

Fakty po naszej stronie
I na koniec, naprawdę z przerażeniem patrzę na to, co nadal dzieje się w Dębicy. Jak łatwo zdemolować dorobek kilku lat pracy i jak łatwo zdemolować finanse publiczne. Z przerażeniem też patrzę (a przyznam, że w grudniu 2009 nie było to dla mnie tak jasne), jak blisko takiej sytuacji byliśmy w Krakowie. Wiem też, że tylko dzięki osobistemu zaangażowaniu Zbigniewa Wassermanna (wielu w klubie PiS w grudniu 2009 chciała poprzeć wniosek PO), dr Mariusza Andrzejewskiego (Uniwersytet Ekonomiczny) i mojemu skromnemu wsparciu, uniknęliśmy wszyscy wielkich kłopotów Krakowa. W naszym dążeniu do przyjęcia możliwie dobrego budżetu dla Miasta Krakowa byliśmy (jesteśmy nadal?) oskarżani przez wielu o koniunkturalizm, chęć przejęcia stanowisk, zdradę i Bóg wie, o co jeszcze. Czy dziś w obliczu suchych faktów i liczb - po „eksperymencie Dębickim” już nie musimy spekulować o interpretacji prawa - będą oni mieli odwagę te oskarżenia odwołać? Wnioskując z tego, czego nauczyłem się w polityce.... Wątpię. 

Bator Jakub
O mnie Bator Jakub

Pod postami proszę o dyskusję na temat, o jakim tekst traktuje. Komentarze chamskie, zawierające personalne ataki i nie na temat będę usuwał.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka