Niestety obserwując ostatnie godziny, moje obawy co do przebiegu obchodów smoleńskich, pomału nabierają kształtu.
W mojej ocenie pomysł Tuska i jego kolegów od PR jest prosty. Realizowany zresztą konsekwentnie od słynnej już zapowiedzi "przeniesienia" krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. A mianowicie, będą prowokować do możliwie awantur ludzi dla, których smoleńsk jest ważny, dzięki czemu osiągają dwa cele.
Po pierwsze mogą uciec od debaty nad gospodarką, służbą zdrowia i edukacją w Polsce. Po drugie daje to szansę na podział społeczeństwa na "starych, prostych, biednych" zwolenników PiSu i nowoczesnych, miłych i bogatych wyborców PO. Cel pierwszy jest łatwy do osiągnięcia i generalnie dla wszystkich oczywisty, biorąc pod uwagę fatalnie niski (na marginesie dużo niższy w mojej ocenie od poziomu polityków jako takich) poziom dziennikarzy. Cel drugi już jest trudniejszy, ponieważ Tusk występuje tym samym przeciw oczywistym ludzkim odruchom serca. Ale najbardziej widoczną grupą, najbardziej wytrwała, stanowią faktycznie często ludzie starsi, rozemocjonowanych - mało przyjemnych w odbiorze TV. Tworząc w mediach odpowiednią zbitkę obrazów osiąga się dzięki konsekwencji właśnie ten cel. Czyli gdzieś tam z tył głowy, nawet jeśli sami ludzie tego głośno nie artykułują, to decyzją oddania głosu na PiS staje się decyzją o przyłączeniu się właśnie do tej mało pociągającej grupy ludzi.
Oczywiście dzieje się to za cenę łamania takiego tabu jak szacunek dla zmarłych, jedność narodu w sprawach fundamentalnych, podeptania godności drugiego człowieka. Dlatego jest to tym bardziej zatrważające. Wykorzystują to bezwzględnie Rosjanie. Czego dowodem jest usunięcie tablicy w Smoleńsku tuż przed wizytą Prezydenta RP. Tusk i Komorowski, którzy sami zagonili się w kąt, nie mogą teraz zareagować, bo to oznaczałoby przyznanie się do porażki i przyłączeni się do "oszołomów".
Ten cynizm z jakim rząd i Gronkiewicz-Waltz wykorzystując służby mundurowe prowokują awantury jest zatrważający. Rzeczą oczywistą jest, że najkorzystniejszym rozwiązaniem dla Polski byłoby, gdyby to sam Komorowski zapalił znicz na Krakowskim Przedmieściu i tym samym zamknął sprawę. Zapewniam, że po takim geście już 10 maja nie byłoby żadnej awantury i żadnych czuwań itd. Igor Janke świetnie opisał mechanizm napędzania ludzi pod Pałac Prezydencki. Im większy sprzeciw, tym więcej demonstracji. Zakaz emisji filmu Mgła napędził mu ogromną widownie. Przykłady można mnożyć.
Ale jak już napisałem w mojej ocenie nie docenili tego, że dotknęli pewnych podstawowych emocji, instynktów każdego z nas. Każdy z nas zapalał znicz na grobie swoich bliskich i brzydzi się tymi, którzy te znicze kradną. Pewnie wielu zna lub sami zapalali znicze przy krzyżach przydrożnych i także czuliby się dotknięci, gdy ktoś je gasi i wyrzuca do kosza na śmieci. To są pewne nawyki wyniesione z domu. Dotyczą sfery sacrum, która taką była od początków cywilizacji. Sprawa śmierci i obrzędów pogrzebowych to ceremonie wyryte w każdym człowieku i będąca częścią kultury. Igrając z taką sferą Tusk może przegrać.
W mojej ocenie co raz większe grono ludzi będzie chciało przeciw tej pogardzie wystąpić. Świadczy o tym już znaczna ilość wywieszanych flag 10.IV. Gest, któremu sprzeciwiły się władze Miasta Warszawy, rozprzestrzenia się oddolnie, staje się gestem solidarności ze zwykła ludzką przyzwoitością.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)