Kolejny już rozłam PiS jest o tyle ważny, że dotyka „samej istoty” tej partii. Wyrzucony został polityk, który symbolicznie uosabiał to, co najciemniejsze w IV RP: podsłuchy zakładane politycznym rywalom, areszty o 6 rano, konferencje prasowe z „gwoździami do trumny” wicepremiera… Ale to, co ciekawsze w kontekście samej partii , to fakt, że właśnie Zbigniew Ziobro był zwolennikiem rządów twardej ręki w PiS.
Zabiegał i skutecznie wyrzucał swoich rywali z PiS, począwszy od działaczy lokalnych, krakowskich czy nowosądeckich (jak np. sprawa senatora Koguta) po starcie z Ludwikiem Dornem. Przypomnijmy, że to właśnie konflikt z Ziobro,ówczesnym ministrem sprawiedliwości był początkiem marginalizacji Ludwika Dorna, aż po wyrzucenie tego ostatniego z PiS. Ludwika Dorna na stanowisku ministra MSWiA zastąpił Janusz Kaczmarek i niech to będzie najlepszy wskaźnik działań kadrowych, jakie następowały w PiS za przyczyną Ziobry. To już historia, ale warto o tym pamiętać zastanawiając się nad losem polskiego konserwatyzmu.
Jarosław Kaczyński może dzisiaj zrobić dwie rzeczy. Usiąść, ponarzekać na świat i na Ziobrę i czekać, aż zwycięstwo przyjdzie samo. Jedyne działanie w tym modelu, to rozbijanie (nie wykluczone, że skuteczne) klubu Solidarna Polska. Ale wbrew temu, co wydaje się Kaczyński sugerować, nawet w Budapeszcie zwycięstwo konserwatystów nie spadło z nieba.
Drugi wariant zachowania PiSu dziś to na nowo budowa szerokiej partii prawicy, partii konserwatystów. PO nawet z Gowinem na 5. miejscu swojej listy do sejmu nie może już udawać partii prawicowej czy liberalnej gospodarczo. PO jest dziś partią trwania, także trwania przy władzy (co wyborcy uznali za dużą wartość i o tym należy pamiętać). PiS po odejściu Ziobry ma szansę na powrót do formuły z lat 2003-2005, a więc konserwatywnej partii wielu nurtów. To w 2006 roku rozpoczął się szaleńczy maraton wyrzucania, bądź marginalizowania kolejnych wyrazistych postaci w PiS. Ten maraton trwa do dziś, ale utworzenie klubu Ziobry może to szaleństwo - także w wymiarze symbolicznym - zatrzymać. Symbolicznym, bo jak już wspomniałem na wstępie Zbigniew Ziobro był czołowym orędownikiem wyrzucania z partii swoich rywali.
Dlatego dziś do PiS powinni wrócić: Marek Jurek – który w mojej ocenie proces rozpadu PiS rozpoczął, a który dziś może być dla dużej grupy wyborcówprzeciwwagą dla Z. Ziobry; Ludwik Dorn – który powinien zostać przywrócony na stanowisko wiceprezesa PiSu; grupa „PJNu” – poniżona przez J. Kaczyńskiego w 2010 roku, dobrze poruszająca się w mediach, wnosząca ferment intelektualny w partii; bardzo szeroka grupa działaczy lokalnych „wycinanych” bądź to przez współpracowników Z. Ziobry, bądź to przez „zakon PC” – bez otwartości na nowych graczy nie ma rozwoju. Wreszcie w wymiarze lokalnym, osobiście mi bliskim, powinni zostać przywrócone osoby kiedyś w Małopolsce skupione wokół osoby Z. Wassermanna, a które po 10.IV.2010 zostały w PiS wyrzucone poza nawias (Jacek Pilch – poseł na Sejm, Paweł Kuglarz – wiceprzewodniczący PiS w Małopolsce, Mariusz Andrzejewski – wiceminister finansów, Witold Kozłowski – przewodniczący Sejmiku Wojewódzkiego i wielu, wielu innych). Wszystkie frakcje powinny mieć swoją reprezentacją w Komitecie Politycznym PiS. Każde z tych odejść było dramatyczne. Każda ze stron tych sporów ma sporo argumentów, którymi się kierowała. Osobiście uważam, że J. Kaczyński ponosi odpowiedzialność za te podziały i że dał drugiej stronie wiele argumentów, dla których poszczególne osoby odeszły z PiS.
Ale teraz nie jest to ważne. Teraz jeśli ktoś chce poważnie działać politycznie, powinien odłożyć na bok emocje i zaszłości. Jeśli jest dla kogoś ważne, jak nasz kraj będzie się rozwijał, w duchu jakich wartości, musi przyznać, że tylko formuła szerokiej partii daję szansę na zwycięstwo. Historia już tak wiele razy boleśnie dała lekcje „podzielonej” prawicy, że udawanie, że można inaczej staje się śmieszne.
Można zadać pytanie dlaczego PiS ma być tą partią, która taki szeroki front zbuduje? Czemu nie zupełnie nowa partia, albo PJN, albo Nowa Prawica… Z zawodu i wykształcenia jestem menadżerem i ekonomistą. Wiem ile i jakie zasoby są potrzebne dla sprawnego funkcjonowanie tak szerokiej formacji. PiS dziś dysponuje pieniędzmi, które takiej organizacji są potrzebne, dysponuje także strukturą przynajmniej na poziomie powiatu, a może i gminy. Te atuty są nie do przecenienia. I to jest sukces wielu osób, które w Sejmie w latach 2001 – 2005 o to zabiegały. Nie wolno tego zmarnować.
PiS ma wiele do zrobienia. Musi zmienić skład Komitetu Politycznego, tak aby było to ciało podmiotowe, decyzyjne i wielonurtowe. Musi odzyskać kontakt emocjonalny z wyborcami. Stworzyć wspólny język, jakim będzie się porozumiewał ze społeczeństwem. Nie może działać tak, jak dzieje się to dziś, tj. budować mury i twierdze, w których „będziemy trwać, aż PO się wywróci”. Od partii opozycyjnej oczekuje się prostych i spójnych odpowiedzi na podstawowe pytania, takie jak: czy jesteś za posłaniem 6 latków do szkół, za podnoszeniem podatków, co zrobisz z poziomem wydatków publicznych? Dziś PiS daje odpowiedzi niejednoznaczne, rozwlekłe i wbrew pozorom jej przedstawiciele nie mówią jednym głosem.
Zwycięstwo nie przyjdzie samo. Czy Jarosław Kaczyńskie będzie miał siłę i odwagę do tak daleko idących zmian w partii? Nie wiem. Ale wiem, że jest to wybór miedzy walką o zwycięstwo, a biernym trwaniem. Trzeciej drogi nie ma.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)