86 obserwujących
565 notek
763k odsłony
  335   2

O ukrytym sensie świąt na przykładzie Bożego Narodzenia i Chanuki

Cudze oczy to nasze więzienia, cudze myśli - nasze klatki.
Virginia Woolf
image

Świętowanie Narodzenia Pańskiego za pasem. W tym roku jednak jakby umknęło moim rodakom rozpoczęcie Adwentu, czyli  okresu przypominającego oczekiwanie na powtórne przyjście Chrystusa. W zamian za to otrzymaliśmy sporą dawkę informacji o innym święcie. Jest nim judaistyczne Święto Świateł, zwane również Dniem Ognia. Za chwilę zakończy się czas jego celebrowania, który obejmuje okres od 25 dnia miesiąca Kislew do 2 dnia miesiąca Tewet (w tym roku 28 listopada - 6 grudnia). To drugie wydarzenie, dotąd w polskim społeczeństwie mało komu znane, zrobiło prawdziwą karierę za sprawą partycypowania w nim osób z pierwszych stron gazet. Nie o tym jednak chcę wspomnieć, bo napisano już na ten temat całe mnóstwo mniej lub bardziej mądrych fraz (również na S24)  i trudno byłoby dorzucić cokolwiek oryginalnego. Mam za to potrzebę zwrócenia uwagi na pewien aspekt dotyczący Chanuki, który umyka naszej uwadze.


Święto Chanuka związane jest z wydarzeniami, które miały miejsce w II w. p.n.e. w Palestynie. Obszar ten znajdował się wówczas pod panowaniem Seleucydów, czyli hellenistycznej dynastii wywodzącej się od jednego z dowódców towarzyszących Aleksandrowi Wielkiemu. Za panowania Antiocha IV Epifanesa (175 – 164/163 r. p.n.e.) „wystąpili spośród Izraela synowie wiarołomni, którzy podburzali wielu ludzi, mówiąc: „Pójdźmy zawrzeć przymierze z narodami, które mieszkają wokoło nas. Wiele bowiem złego spotkało nas od tego czas, kiedyśmy się od nich oddalili.” Innymi słowy znaczna część wspólnoty żydowskiej (włącznie z elitami)  uległa urokowi kultury hellenistycznej i uznała, że dalsze trwanie na pozycjach ekskluzywizmu religijnego i etnicznego przynosi narodowi więcej szkody niż pożytku. Trend ten wpisywał się dobrze w oficjalną politykę władcy państwa, który wydał dekret mówiący, że „wszyscy mają być jednym narodem i niech każdy zarzuci swoje obyczaje”. Za słowami poszły czyny. Dla tych, którzy kwestionowali postanowienie królewskie nie było litości i prześladowano ich na różne sposoby. System opresji wzbudzał największe niezadowolenie wśród wyznawców religii mojżeszowej. W 167 r. p.n.e. wybuchło powstanie, na czele którego stanął Matatiasz Hasmoneusz, a po nim Juda Machabeusz. W szeregach powstańców przeważali reprezentanci warstw niższych, co w znacznym stopniu wpłynęło na charakter insurekcji, która była niezwykle krwawa. Wojska Antiocha niszczyły wsie i miasta dokonując rzezi mieszkańców bez względu na wiek i płeć. Powstańcy odpłacali taką samą monetą, wycinając w pień jeńców oraz wszystkich nie-Żydów przebywających na terytoriach objętych walkami. Mało tego! Gdy przywództwo powstania przeszło w ręce Judy Machabeusza, jako wrogów traktowano również wszystkich nieortodoksyjnych Żydów. Dochodził do tego, iż machabejscy wojacy organizowali swoiste „kolumny piekielne” i wyprawiali się na sąsiednie obszary obcoplemienne pozostawiając po sobie jedynie ruiny i masy trupów. Pokonanym dawali czasem szansę przeżycia pod warunkiem przejścia na mozaizm. Tak stało się m.in. w sławnej później Galilei…


Trzeba przyznać, że Juda Machabeusz posiadał nietuzinkowy talent militarny, a jego żołnierze wykazali się wielką odwagą i poświęceniem. Dzięki temu pokonali siły interwencyjne i rozpoczęli budowę swoistego rodzaju kieszonkowego imperium. Ułatwiła im to protekcja uzyskana w Rzymie, który stanął zdecydowanie po stronie powstańców. Oczywiście mając na względzie własny interes. Jakby nie było, w roku 165 lub 164 przed naszą erą,  25 dnia miesiąca Kislew w Jerozolimie, powstańcy wraz z masami ludu „wstali wcześnie rano i zgodnie z Prawem złożyli ofiarę na nowym ołtarzu całopalenia, który wybudowali”. Na pamiątkę tego zdarzenia obchodzi się Chanukę zwaną również Świętem Poświęcenia lub Świętem Świateł. I tu dochodzimy do sedna…


Istnieją dwie wersje pochodzenia słowa „chanuka”. Pierwsza z jęz. aramejskiego oznaczającego „inaugurację”, „poświęcenie” – dotyczy ponownego konsekrowanej świątyni, a druga dla upamiętnienia faktu, że żydowscy wojownicy odpoczęli - hebr. "chanu" - zakończywszy walkę z Syro-Grekami. Dylemat ten ma spore znaczenie, gdyż przyczyn świętowania można doszukiwać się albo w zdarzeniu o profilu religijnym, albo w fakcie natury politycznej. Co więcej, nie wiadomo do końca czy trwająca osiem dni Chanuka obchodzona jest przez Żydów ze względu na odzyskanie możliwości zgodnego z regułami religijnymi czczenia Boga Izraela, czy też z powodu rozgromienia obcych. Odpowiedź na to pytanie ma fundamentalne znaczenie, lecz nie należy się spodziewać, iżby znalazło ono wyjaśnienie bez ekskluzywnej wiedzy teologicznej i pomocy środowisk żydowskich.


Wspominam o tym, gdyż jest rzeczą mało znaną, że spośród kilku najważniejszych świąt żydowskich aż dwa (lub trzy - jeśli zaliczyć tu Chanukę) mają charakter wybitnie polityczny. A to święto Paschy (Pesach) oraz Purim. W obu przypadkach są to pamiątki po… pogromach nie-Żydów. Pierwsze dotyczy tzw. plag egipskich i śmierci wszystkiego co było u Egipcjan pierworodne. Drugie ustanowiono po wybiciu kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców starożytnej Persji, będących zwolennikami Hamana, wrogo ustosunkowanego wobec wyznawców mozaizmu.  Czy Chanukę trzeba zaliczyć do tej grupy?


Parafrazując powiedzenie o tym, iż kultura danego narodu najlepiej odzwierciedla się w jego języku, można stwierdzić, iż duch określonej nacji najdobitniej przejawia się w obchodzonych przez nią świętach. Z tej też przyczyny jest dla mnie dość trudnym do zaakceptowania fakt uczestnictwa moich rodaków i współwyznawców w obcych z istności uroczystościach. I nie idzie tu li tylko o to, iż niemal cała Rzeczpospolita oraz jej prominentni przedstawiciele ochoczo przyłączają się do uświetnienia rytuałów jednej, podobno bardzo nielicznej grupy wyznaniowej (ok. 7 tys. wyznawców), pomijając lub lekceważąc takie uroczystości jak muzułmański Miradż (od 30 do 40 tys. wyznawców) czy ormiański Wardawar (ok. 2,5-3 tys. wyznawców). Podobnie, jako niezrozumiałe, odczytuję wynoszenie na ten sam poziom sacrum dwóch różnych ze swej natury tradycji. Nie da się bowiem pogodzić aprobaty dla „religijnych” świąt ustanowionych na pamiątkę krwawych zdarzeń z wychwalaniem i afirmacją dla spraw opisanych tymi słowy: „Kiedy tam przebywali [w Betlejem], nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.”* Tak to widzę…



*Cytaty za „Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu”, wydanie IV, Poznań – Warszawa 1984.

------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.



Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura