44 obserwujących
296 notek
322k odsłony
1313 odsłon

Krótki kurs historii Polski według "Wirtualnego Sztetla"

Wykop Skomentuj48

Gdzie się myśli nie zgodzą, tam przyjaźń dziurawa.
Jan Kochanowski

image

Kilka lat temu dr Sławomir Cebula badał społeczność tatarską zamieszkującą w granicach Rzeczypospolitej pod kątem posiadanej przez nią tożsamości. Z całą sympatią dla naukowca z Uniwersytetu Papieskiego JP II w Krakowie, ale bardzo żałuję, że nie byłem obecny w momentach, gdy zadawał on mieszkańcom  Kruszynian i Bohonik następujące pytanie: „Czy czują się Polakami?”. Musiał dostawać  tzw.  dużych oczu, bo jak jeden odpowiadali: „my Polakami się nie czujemy – my Polakami jesteśmy!”. Niektórzy spośród indagowanych dorzucali jeszcze: „jesteśmy Polakami tatarskiego pochodzenia” oraz „my też jesteśmy Polakami […] i nie mamy żadnej ojczyzny poza Polską”. Czy te deklaracje znajdują potwierdzenie w dziejach? Oczywiście! Właściwie poza XVII wiecznym „buntem Lipków”, nie są znane przypadki zdrady wypływającej z szeregów polskich Tatarów. Mało tego! Gdy larum grano stawali bez ociągania się całą masą w obronie granic swej przybranej Ojczyzny. Bez najmniejszego ryzyka można stwierdzić, iż z nawiązką zapracowali na paszport „Rzeczpospolitej Przyjaciół”. Czy zapracowały na niego pozostałe mniejszości?

Korci mnie aby szerzej omówić to zagadnienie, lecz z przyczyn zasadniczych pozwolę sobie jedynie na kilka zdań o społeczności żydowskiej; i to nie całej, tylko tej jej części, która głośno deklaruje swoje przywiązanie do kraju nad Wisłą i ma wielki wpływ na postrzeganie spraw żydowskich. Zaznaczę, że czynię to nie bez przyczyny, gdyż to właśnie jej reprezentanci żywo uczestniczą w życiu społecznym współczesnej Polski i to najpewniej pod ich wpływem prezydent A. Duda stał się akuszerem określenia „Rzeczpospolita Przyjaciół”.

Zastanawiałem się co w warunkach pokoju świadczyć może o faktycznym stosunku danej wspólnoty mniejszościowej  do kraju w którym żyje i narodu-gospodarza. Być może nie jest to najszczęśliwszy wybór, lecz uznałem, że jest nim spojrzenie i sposób traktowania historii państwa, w którym mieszka. Doskonałe pole do oceny tegoż stanowią wydawnictwa, artykuły i oficjalne oświadczenia. Jednak jeszcze bardziej interesującymi są treści dystrybuowane poza kraj zamieszkania. Dają one bowiem wgląd w umysły i serca autorów, którzy w takich sytuacjach nie są ograniczeni swoistą poprawnością, a sam przekaz zawiera to co czują serca i myślą głowy. Do takich źródeł należy portal „Wirtualny Sztetl”, będący multimedialnym projektem Muzeum Historii Żydów Polskich – Polin. Trzeba dodać, iż w celu dotarcia do najszerszego grona odbiorców zawartość portalu przygotowywana jest – poza polskim – również w języku angielskim, niemieckim, rosyjskim, białoruskim i (nowo)hebrajskim. Nie znalazłem danych pozwalających dokładnie określić ilość czytelników „Wirtualnego Sztetla”, lecz jest to dobrych kilka milionów odsłon rocznie (np. w okresie 2009-2017 było to 35 milionów wejść). Baza odbiorców nie jest zatem mała. Z czym zatem zapoznają się goście portalu? Tematyka obejmuje bardzo wiele zagadnień. Od lokalizacji gmin żydowskich w Polsce, przez kwestie genealogiczne, wirtualne wystawy, video-relacje, aż po leksykon historii Żydów na ziemiach polskich. I ten ostatni aspekt jest najciekawszy. Dlaczego?

Jak wiadomo społeczności żydowskie zamieszkują w Polsce od setek lat. Dłużej nawet niż wspomniani wyżej Tatarzy. Można byłoby zatem sądzić, iż współczesny członek wspólnoty żydowskiej winien czuć się związany z krajem swego urodzenia, oddychać jego problemami, czuć rytm spraw polskich i traktować dzieje Polski jako własne. Niestety, odnoszę wrażenie, że to mylny sąd. Pominę zadziwiającą wybiórczość biogramów sławnych Żydów/żydów, w którym obok prawdziwych tuzów intelektu, przedsiębiorczości czy sztuki znalazło się miejsce na osoby znane chyba tylko swoim rodzicom, ale postaciom zapisanym w dziejach polskich krwawymi zgłoskami nie poświęcono prawie wcale uwagi. Zwrócę za to uwagę na treści poświęcone historii kraju nad Wisłą. Oto jedna z takich notek autorstwa A. Grupińskiej:

Agresja radziecka na Polskę w 1939 roku – 23 sierpnia 1939 r. w Moskwie minister spraw zagranicznych Rzeszy Joachim Ribbentrop i komisarz spraw zagranicznych ZSRR, Wiaczesław Mołotow podpisali pakt o nieagresji, do którego dołączono tajny protokół, zapowiadający m.in. podział terytorialny Polski na linii rzek Narew-Wisła-San jako wynik działań wojennych. 17 września Armia Czerwona wkroczyła na terytorium wschodniej Polski, prowadzącej od 1 września wojnę z Niemcami. Oficjalną przyczyną była interwencja w obronie zamieszkującej Kresy Wschodnie ludności białoruskiej i ukraińskiej. Armia Czerwona napotkała bardzo słaby opór nielicznych oddziałów Korpusu Obrony Pogranicza. Rząd polski nie wypowiedział wojny ZSRR, choć potępił agresję. Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz nie podejmowania walki ofensywnej z oddziałami sowieckimi. Tego samego dnia, 17 września, rząd polski i Naczelny Wódz opuścili terytorium Polski i znaleźli się w Rumunii. 22 września wojska radzieckie zajęły Lwów. 28 września podpisano drugi układ Ribbentrop-Mołotow, na mocy którego granicę między strefą okupacji radzieckiej a niemieckiej przeniesiono na rzekę Bug.

I co? Chłód, beznamiętność, opis rodem z laboratorium naukowca badającego przedstawicieli obcej cywilizacji. Brak „gęstego”, łez i sensu. Taki hołd złożony lakonizmowi. W podobnym tonie sporządzono wpisy poświęcone innym tragicznym wydarzeniom z naszych dziejów. Gdy jednak zajrzeć do notek dotyczących ludności żydowskiej, to napotykamy całą gamę uczuć i feerię dociekań. Już nawet po pobieżnej lekturze haseł zamieszczonych w „Wirtualnym Sztetlu” można odnieść wrażenie, że ich autorzy li tylko z uciążliwego obowiązku skreślili po kilka zdań dotyczących losów całej wspólnoty polskiej. Tak jakby wszystkie tragiczne i radosne procesy oraz wydarzenia działy się obok społeczności żydowskiej, a ich znaczenie wyznaczało jedynie to, czy dotykały one Żydów. Nie mam zamiaru odbierać  autorom projektu sygnowanego przez „Polin” prawa do tworzenia go w oparciu o własną optykę, ale niezrozumiałym staje się z tej perspektywy szumne deklarowanie przynależności do „Rzeczpospolitej Przyjaciół”.

W przypadku treści zamieszczanych w sieci przez polskich Tatarów czy Ormian, widać wyraźnie ich związek z życiem Polaków i Polski. Zarówno zwycięstwa jak i klęski są przez nich współodczuwane i traktowane jak własne. Ale gdy chodzi o zawartość portalu „Wirtualny Sztetl”, nawet przy olbrzymiej dozie dobrej woli, nie da się tak jej ocenić. Niestety, lecz osobiście odczytuję to jako wzorcowy przykład dwulicowości i nieszczerości, a przy tym ogromny kawał… złej roboty.

Tak sobie myślę, że zarówno Szymon Aszkenazy jak i Wilhelm Feldman, czyli wielcy i zasłużeni dla Polski polihistorzy pochodzenia żydowskiego, nie znaleźliby w swych słownikach  słów, którymi chcieliby skarcić autorów wpisów do „Wirtualnego Sztetla”. Nie tylko za pychę i brak profesjonalizmu, ale przede wszystkim za… głupotę, bo z takiej mąki nie będzie chleba.


Link:

https://sztetl.org.pl/pl/slownik/agresja-radziecka-na-polske-w-1939-roku




Wykop Skomentuj48
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka