Skojarzenie z filmem nasunęło mi się po spokojnej obserwacji tego, co dzieje się w Polsce A.D. 2024. Polacy w znakomitej większości sięgają wyłącznie do jednostronnych, ale "zaufanych" źródeł wiedzy i nie chcą w ogóle słuchać, co ma do powiedzenia strona przeciwna. Rozum został zastąpiony emocjami sięgającymi zenitu, a o siedzeniu pośrodku barykady można zapomnieć. Każdy może sobie znaleźć taki autorytet, jaki mu pasuje. Prawo w sensie tradycyjnym przestało istnieć, a w związku z tym do wyboru mamy też sądy i sędziów, którym albo wierzymy, albo nie wierzymy. Tak, tak. Tu już nie chodzi o prawo, jego wykładnię i właściwe stosowanie, tylko zeszliśmy na poziom wiary. Polacy w większości nigdy nie potrafili czytać aktów prawnych, ale teraz czytanie, nawet ze zrozumieniem, nie ma już sensu, albowiem zawsze będzie można znaleźć co najmniej dwóch profesorów prawa, którzy za pieniądze i/lub zaszczyty, w tej samej sprawie wystawią diametralnie odmienne opinie prawne i podpiszą się pod nimi.
Aktualnie jesteśmy na etapie przywracania praworządności niepraworządnymi metodami. Dlaczego? Bo po co szukać podstawy prawnej, skoro można zamówić opinię prawną, w której profesor prawa napisze to, co my akurat potrzebujemy. Nikt nie przejmuje się Konstytucją RP, gdzieś zaginęły koszulki z takim napisem, zaś apetyt jednej strony cały czas rośnie i prędzej, czy później pojawi się poważny postulat delegalizacji największej partii opozycyjnej oraz opozycyjnego w stosunku do rządzących prezydenta RP. Póki co wydaje się, że nie ma do tego narzędzi prawnych, ale to tylko pozory. Wystarczy, że kilku profesorów prawa uruchomi fantazję i narzędzi będzie w bród. To tylko kwestia czasu. Zresztą, widzimy, jakie wartości moralne reprezentują niektórzy profesorowie prawa, skoro na wyścigi biegną do związanych z władzą mediów i de facto wypierają się nawet opinii pochodzących z ich własnych podręczników dla studentów prawa.
Weźmy pod lupę przykład Kamińskiego z Wąsikiem. Wyszli z więzienia, ale to nie koniec sprawy, bo pojawi się kwestia ich mandatów poselskich. Obaj są w identycznej sytuacji prawnej, ale mają za sobą odmienne orzeczenia Sądu Najwyższego. Sprawę Wąsika rozpoznawała jedna izba SN, a Kamińskiego druga. Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych budzi wątpliwości po stronie rządzących w związku z orzeczeniem TSUE, zaś Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych z pewnością nie była właściwa, bo nie ma tej kategorii spraw w zakresie swoich kompetencji. Swoją drogą bezskutecznie próbowałem dowiedzieć się, dlaczego marszałek Hołownia wybrał sobie tę izbę, a nie np. Izbę Cywilną czy Izbę Karną, które nota bene również nie byłyby właściwe.
Abstrahując od (nie)słuszności wyroku skazującego w sprawie Kamińskiego i Wąsika i tak powstaje zasadne pytanie, na mocy jakich przepisów rozstrzyga się problem wygaszenia mandatu posła (senatora)? Znakomita większość nie patrzących w górę zwolenników obecnej władzy mówi, że jest to zapisane wprost w Konstytucji. No to popatrzmy na art. 99 ust. 3:
Wybraną do Sejmu lub do Senatu nie może być osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.
Czy w momencie wyboru w dniu 15 października 2023 r. na Wąsiku i Kamińskim ciążył wyrok skazujący? No nie, bo wówczas Państwowa Komisja Wyborcza nie dopuściłaby ich do ław sejmowych. Przeto musi istnieć gdzieś procedura, co robić w wypadku, gdy takowy wyrok skazujący pojawi się w trakcie kadencji. Klarowne rozwiązanie mamy w art. 247 §1 pkt 2) Kodeksu wyborczego, który stanowi, że wygaśnięcie mandatu posła następuje w przypadku utraty prawa wybieralności na mocy postanowienia marszałka Sejmu. Tyle że Kodeks wyborczy przewiduje w tym wypadku tryb odwoławczy do Sądu Najwyższego. Zatem postanowienie marszałka Sejmu uprawomocnia się dopiero po ewentualnym wykorzystaniu przez posła środka odwoławczego, co jest zgodne z art. 45 ust. 1 Konstytucji. No i dopiero wtedy Państwowej Komisji Wyborczej wolno uruchomić procedurę, która w efekcie prowadzi do pojawienia się w Sejmie nowego posła. Precyzyjnie uregulowane to jest w art. 251 §2 Kodeksu wyborczego.
Mamy zatem klops. W stosunku do Wąsika jest bowiem decyzja SN o uwzględnieniu środka odwoławczego, ale zdaniem obecnej władzy orzeczenie wydała nieuznawana izba. Natomiast w stosunku do Kamińskiego decyzja jest wprost przeciwna, ale sprawą zajęła się niewłaściwa izba.
Ciekawi mnie zatem, jaki będzie finał tej sprawy, albowiem zgodnie z art. 193 §1 Konstytucji RP Sejm powinien składać się z 460 posłów. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że i ten wymóg konstytucyjny nie będzie mógł być spełniony. O ile bowiem koalicji rządzącej uda się może jakoś wymłotkować Państwową Komisję Wyborczą w sprawie Kamińskiego, o tyle nie wydaje się to na razie realne w sprawie Wąsika. Z drugiej strony mamy art. 32 ust. 1 Konstytucji, który mówi nam, że wszyscy są równi wobec prawa, więc dlaczego Wąsik i Kamiński mieliby być potraktowani inaczej.
Film pt.: "Don't Look Up" kończy się dla ludzkości tragicznie i nic nie wskazuje na to, żeby w Polsce miało być inaczej. Musiałby zadziałać instynkt samozachowawczy, tyle że historia Polski jakoś nie prowadzi do takiego wniosku.


Komentarze
Pokaż komentarze (153)