Ci, którzy wieszczą rychły koniec III RP, nie zauważyli chyba kilku szczegółów.
Po pierwsze, toczy się ciekawa gra operacyjna z udziałem aktualnych i dawnych służb. Nieprzypadkowo akcja rozgrywa się tuż po jednych wyborach, gdy w miarę daleko jest jeszcze do następnych. Służby Tuska zostały przedstawione jako chłopcy w krótkich spodenkach. Daleko im do "profesjonalizmu" wyjadaczy starego systemu.
Po drugie, w roli wrzucającego znowu wystąpił eksganster Sławomir Latkowski, który podał dalej do Gazety Wyborczej. Schemat znany i zgrany, ale symptomatyczny i skuteczny. Łatwo przewidzieć dalszy scenariusz.
Po trzecie, właściwie skalkulowano siłę opozycji, czyli głównie PiS. Jarosław Kaczyński, jeden z najwytrawniejszych polskich polityków, ale otoczony głównie miernotami, będzie tradycyjnie łatwy do ogrania. Syndrom Porozumienia Centrum nigdy nie zostanie wyeliminowany, dopóki w PiS pierwszoplanowe role będą odgrywali działacze pokroju Jolanty Szczypińskiej, zaś na ich wymianę Jarosław Kaczyński z pewnością się nie zdecyduje. W pewnym sensie bowiem jest ich zakładnikiem. Z eurowyborów wynika też wniosek, że znaczna część społeczeństwa ma dość PO, ale i tak nie postawi na PiS - z różnych powodów, zarówno racjonalnych, jak i irracjonalnych. Stąd wziął się - w ramach poszukiwania innej siły - spory sukces JKM.
Po czwarte - siła oddziaływania mediów i słabizna społeczeństwa. Znaczna część (większość?) społeczeństwa wielokrotnie udowodniła, że można nim manipulować do woli. Myli się każdy, ale tylko idiota powtarza te lub podobne błędy w nieskończoność. Niestety, końca nie widać. Różnych Rudeckich w Polsce nigdy nie zabraknie. Ba! Jest ich coraz więcej, tyle że są coraz młodsi.
Konkludując, gdyby włodarze III RP nie mieli pewności, że Tuskiem można ostro potrząsnąć, a nawet wymienić bez większych strat dla ich szemranych interesów, nie kiwnęliby palcem na rzecz status quo. Z pewnością szykują się zmiany, ale społeczeństwo - jak zwykle - wystąpi w nich w roli przedmiotu, nie podmiotu.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)